Matka Polka. Anne Appelbaum w rozmowie z Pawłem Potoroczynem:
Mądrego to i poczytać przyjemnie.
Cytaty:
Powiada się, że dobra literatura jest o miłości albo o śmierci. A ja myślę, że XX wiek dodał jeszcze jeden wielki temat – wolność.
Niedawno rozmawiałam z młodą angielską dziennikarką, która mówiła, że mi zazdrości, bo jak zaczynałam karierę, wystarczyło wyjechać do Europy Wschodniej, żeby było ciekawie, politycznie istotnie, z dreszczykiem i adrenalinką, ale bez realnej grozy i namacalnego niebezpieczeństwa. Dzisiaj, jak chcesz mieć karierę w tym zawodzie, musisz jechać, nie wiem, do Syrii, do Kurdystanu albo Iranu, gdzie naprawdę jest wojna, terror, przemoc. Bombardowania, porwania, więzienie, tortury. Prawdziwe niebezpieczeństwo.
Kiedy warszawiacy oprowadzają gości po swoim mieście, zawsze mówią, jak to miejsce wyglądało kiedyś, przed wojną albo w czasie wojny. I ja teraz już mam to samo. Pokazywali mi te wszystkie znaki i tablice: tu była barykada, tu egzekucja, tu mieszkał poeta. I ja teraz też to robię. To jest miasto, które żyje swoją historią cały czas. Fascynujące. W Warszawie, a może nawet w całej Polsce, musisz być kind of a visual archeologist.
Oczywiście, wszystkie te okropne doświadczenia były związane z komunizmem, jednak jak widzę, co się teraz dzieje tutaj, w Polsce, to rozumiem, że to nie była tylko komunistyczna atmosfera i komunistyczne maniery, ale że było też w tym coś specyficznie polskiego, to, wiesz, poczucie wyższości biurokratów, ta ich pogarda dla ludzi, to nadęcie. I to oczywiście istnieje do dzisiaj.
Komuniści zrozumieli, że muszą się otworzyć na Zachód, nawet za cenę rozluźnienia reżimu i ustępstw w kwestii praw człowieka. Nie w imię jakichś demokratycznych wartości, w to nikt nie wierzył, ale dla ratowania gospodarki, która tonęła. Suma zdarzeń: zmiana na Kremlu, postawa Polaków i zapaść ekonomiczna, sprawiła, że wszyscy wyczekiwali przemian i już nikt się nie bał.
Jan Paweł II kim innym był za życia, a kim innym stał się po śmierci.Dokładnie rzecz ujmując, zrobiono z niego kogoś innego, niż był. Został zawłaszczony przez pewien nurt Kościoła i pewną część mainstreamu politycznego. Wtedy mogło się wydawać, że duchowieństwo to opowiadająca się za rozwojem, antykomunistyczna, europejska i postępowa część społeczeństwa. Nie wiem, może to tamto pokolenie księży takie było, z innej epoki. Z inną edukacją, z innym doświadczeniem, z zainteresowaniem dla kultury. Tego pokolenia księży już nie ma lub zamilkło.
… pod koniec XIX wieku przybyła duża fala biednych i niewykształconych Żydów z Polski, ze wschodniej Europy. I to było trochę tak, jak dzisiaj traktujemy imigrantów z Syrii, wiesz, duże fale biednych ludzi, z innych kultur, niemówiących po angielsku.
Odczuwam łączność z tą częścią przeszłości, która jest większa ode mnie.
W tym jednym obrazie Breughla i w tym jednym wierszu Audena jest wszystko, od stoików po Camus. Wielki wiersz o wielkim obrazie, na którym nie dzieje się nic wielkiego. Chłop orze, rybak łowi ryby, pasterz pilnuje owiec. Jakieś statki, jakiś port, jakieś góry. W dolnym prawym rogu ginie człowiek, z wody wystają nogi i kilka piór, ginie wolność, ginie niezgoda, giną marzenia, a świat nie tylko nie zamarł ze zgrozy, ale nawet nie wstrzymał oddechu, nawet nie wzruszył ramionami. Po prostu nie zauważył. Żadnego dramatu i to właśnie jest tragiczne. Lapidarny zapis kondycji ludzkiej. Kilka tysięcy lat kultury i poszukiwania sensu tego wszystkiego, i plum. Nie ma. Niecały metr kwadratowy kondycji ludzkiej.
… niesłychana determinacja wszystkich przedstawicieli opozycji przy Okrągłym Stole. Polska wtedy też była podzielona na doktrynerów, którzy mówili „nie ufać”, i na pragmatyków, którzy mówili „dogadać się”. I była jeszcze mała grupka szaleńców, którzy halucynowali, że władza leży na ulicy i można ją wziąć siłą.
Według Reagana komunista to jest ktoś, kto c z y t a Marksa, Lenina i Stalina. Antykomunista to jest ktoś, kto r o z u m i e Marksa, Lenina i Stalina.
W Leningradzie było czyste zło. Bez wątpliwości. Widziałam tam biednych i zastraszonych ludzi w sadystycznym systemie. O ile strach był wszędzie w tle, o tyle bieda była na pierwszym planie. Leningrad był odrażający. Wszystko było straszne, przerażeni ludzie, wszechobecna pamięć oblężenia, głodu i Wielkiego Terroru, te sypiące się budynki, rzeka śmierdząca ściekami. Puste półki w sklepach, kolejki, gdy cokolwiek się w nich pojawiło. Księgarnie bez książek, gazety bez informacji, telewizja bez rozrywki.
Miałam to samo wrażenie w Warszawie i Leningradzie – że wojna dopiero się skończyła. I nie chodzi o ruiny i zgliszcza, ale o pamięć, o pomniki, o to, że wojna dominowała w rozmowach. Tam, gdzie ja się urodziłam, II wojna światowa była bardzo dawno temu, nie miała żadnego wpływu na nasze życie, o tym nie rozmawiano, trochę wiedzieliśmy o Holocauście, ale to było coś, co się stało bardzo dawno temu i gdzieś daleko. I raptem przyjeżdżasz do Leningradu czy do Warszawy i jest tak, jakby wojna się skończyła dwa tygodnie temu. Możesz to nazwać Prawem Applebaum: niezależnie, od czego zaczynasz rozmowę, w pewnym momencie będziesz rozmawiał o wojnie. Możesz zacząć od cen nieruchomości, gdzie dzieci pójdą do szkoły, o wakacjach na Hawajach – nieważne, gdzie zaczynasz, i tak w pewnym momencie kończysz tematem wojny. W dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadkach na sto. Ten społeczny fenomen występuje tylko w Polsce i Rosji.
Rosjanie mają prawo mieć wpisane w kodzie genetycznym pewne lęki. Ich władza na ogół o to właśnie zabiegała, żeby Rosjanie się bali, żeby bali się państwa i jeszcze żeby się bali siebie nawzajem. Ale co jest charakterystyczne u Rosjan, że na ulicy zamknięci i wrogo usposobieni, prywatnie są przyjaźni i czarujący. Ta przepaść między zachowaniem publicznym a prywatnym trwa do dzisiaj i to jest oczywisty skutek stalinizmu.
W Stanach na pewnym poziomie społecznych interakcji rozmowa zbyt serio jest uważana za grubiaństwo. Tego chyba w Polsce nie ma. Tylko w Anglii i w Stanach jest tak, że rozmowa nie powinna mieć za dużo emocji i nie powinna być o czymś poważnym, bo to jest niegrzeczne. W Polsce jest raczej odwrotnie. Pierwszą reakcją na small talk będzie nuda, a potem irytacja. Bo szkoda czasu na gadanie o modzie, pogodzie i jedzeniu. Dopuszczalne tematy przy stole w Stanach to ceny nieruchomości, szkoły dla dzieci, wakacje. I sport, oczywiście!
Zobacz, co wydarzyło się w Hiszpanii. Hiszpania była w zasadzie odcięta przez kilka dekad, aż tu nagle okazało się, że wszyscy oglądamy hiszpańskie filmy i czytamy hiszpańskich pisarzy. Dokładnie dlatego – Hiszpanie najpierw sami zmierzyli się ze swoją przeszłością, ze swoją kulturą, ze swoimi demonami, a to zaowocowało międzynarodowymi sukcesami ich kultury oraz skokowym wzrostem rozpoznawalności i wartości marki narodowej, co z kolei przełożyło się na rozwój gospodarczy tego kraju. Bo Hiszpania zaczęła od opowiadania siebie najpierw Hiszpanom, a dopiero potem tworzyła międzynarodowe zasięgi.
Polityka i rozrywka są pomieszane i ludzie ich nie rozróżniają. To jest część planu. Zmiana, o której tyle mówimy, polega również na tym, że ktokolwiek może być prezydentem. I wyborcy akceptują, że prezydent może być doprawdy kimkolwiek, nie musi mieć kwalifikacji politycznych, moralnych, intelektualnych. Taki świat nie potrzebuje mężów stanu, wystarczą mu celebryci.
Rosja nie może przegrać, Ukraina nie jest w stanie wygrać, a społeczność międzynarodowa, przynajmniej werbalnie, nie może się zgodzić na siłową zmianę granic, bo to byłby skrajnie niebezpieczny precedens w postzimnowojennej Europie. Jak na impas, w zupełności wystarczy.
Jak masz silną, niezależną Ukrainę, wtedy Polska jest bezpieczna. To są podstawy geopolityki. Jeśli ten kraj będzie prozachodni, liberalny, z dobrze prosperującą gospodarką, no to wtedy mamy sąsiada na wschodzie, który jest prozachodni, liberalny i zamożny. Inaczej mamy po prostu Rosję. Bo jakakolwiek inna Ukraina – antyzachodnia, autorytarna, zbiedniała – będzie prorosyjska, będzie zdominowana przez Rosję, włącznie z presją korupcyjną i presją polityczną. Stabilna, demokratyczna, suwerenna Ukraina jest dla Polski wyłącznie dobra. To jest, moim zdaniem, najważniejsze zadanie dla polskiej polityki zagranicznej. W pewnym sensie ważniejsze nawet niż polityka unijna.
… teraz jest wybór, w domyśle – wolność. Ale w każdej stacji wiedzą, gdzie są granice tej wolności, więc są tematy, których nie zobaczysz w żadnym kanale. Widzisz różnorodny świat, ale są rzeczy, których w nim nie ma, a ty nawet o tym nie wiesz. Rosyjscy żołnierze giną na wschodniej Ukrainie? Nie znajdziesz tego nigdzie. Za to dowiesz się, że imigranci mordują turystów we Włoszech, że w Szwecji policja zabiera dzieci rodzicom, że tysiące giną w zamachach terrorystycznych, że Francuzi strajkują trzysta dni w roku, a w Niemczech po zmroku rządzą muzułmanie. Co chwilę oglądasz program o tym, jak rozpada się zdegenerowana Europa. Bo oni muszą zniszczyć mit Europy.
Twoja krytyka staje się przestępstwem, dopiero kiedy zbyt wielu ludzi ją usłyszy. Sto obejrzeń na YouTubie – żyjesz w demokratycznej Rosji. Dziesięć tysięcy – interesuje się tobą prokuratura. Milion – idziesz siedzieć. Nie ma cenzury w sensie urzędu, nie ma cenzury prewencyjnej, ale wszystkie stacje jakimś sposobem wiedzą, co wolno, a czego nie.
Obama nazywa Rosję „regionalnym mocarstwem”. McCain mówi o Rosji: „to stacja benzynowa, która myśli, że jest państwem”.
Nie doceniamy roli przypadku w historii, badacze na ogół szukają mechanizmów i reguł, powtarzalnych wzorców, a ci, którzy mają skłonności do paranoi, szukają spisków.
I teraz spójrz na to, co się dzieje u nas z tej perspektywy. Polska antyniemiecka, antyeuropejska, antyzachodnia, nawet antyrosyjska, zacofana, skrajnie prawicowa, zmarginalizowana, Polska, której nikt na Zachodzie nie chce i nikt nie popiera, Polska, która nie rozwiązuje żadnych geopolitycznych problemów, tylko jest problemem – taka Polska jest głęboko w interesie Kremla. To jest marzenie Putina. Polska liberalna, zintegrowana z Europą, stabilna, przewidywalna, wspierająca Ukrainę, współtworząca wschodnią politykę Unii i umiejętnie budująca swoją pozycję w Brukseli to jego koszmarny sen.
Jak Związek Sowiecki napadł na Czechosłowację, to na placu Czerwonym demonstrowało piętnaście osób, znamy ich wszystkich z nazwiska. Jak najechał Afganistan, demonstrowało pięćdziesiąt osób.
To nie jest Stalin. Można krytykować władzę, pod warunkiem że siedzisz we własnej bańce, własnej niszy, kawiarni. Możesz sobie nawet pisać do tych kliku gazet, gazetek raczej. Możesz sobie pójść do teatru na spektakl otwarcie szydzący z władzy. Tylko żebyś się nie przedostał do masowych mediów. Tam wszystko jest totalnie kontrolowane.
Z rezerwą podchodzić do sterty śmieci, które można znaleźć w internecie. To dziś jest podstawowy obowiązek wykształconego człowieka: uważaj, co czytasz, bo nie wiesz, skąd to pochodzi. Sprawdzaj u źródła, nie powielaj plotek, których pochodzenia nie znasz. Twój znajomy z Facebooka, którego nie widziałeś na oczy, sklepikarz czy taksówkarz to nie są najlepsze źródła. Myśl krytycznie o wszystkim, co czytasz, zachowuj dystans.
Koncept, że demokracji może uczyć tylko Ameryka i Zachód, się skończył. W Stanach mamy prezydenta idiotę, w Europie hulają populiści od lewa do prawa.
Odpowiem ci jak mój znajomy rosyjski oligarcha na pytanie: „Jak to możliwe, że według wiarygodnych badań Putin naprawdę cieszy się poparciem dziewięćdziesięciu procent Rosjan?”. Odpowiedział: „A oglądałeś naszą telewizję?”. Ty masz satelitę, internet, ze dwadzieścia prenumerat i sto newsletterów. Twoi sąsiedzi za płotem mają tylko naziemny multipleks cyfrowy. Tam nie ma TVN24. Jest tylko TVP i TVP Info. Twoi sąsiedzi, nie kosmici, tylko ludzie, których mijasz, wracając z zakupów czy z lotniska, oglądają i absorbują
Odpowiem ci jak mój znajomy rosyjski oligarcha na pytanie: „Jak to możliwe, że według wiarygodnych badań Putin naprawdę cieszy się poparciem dziewięćdziesięciu procent Rosjan?”. Odpowiedział: „A oglądałeś naszą telewizję?”. Ty masz satelitę, internet, ze dwadzieścia prenumerat i sto newsletterów. Twoi sąsiedzi za płotem mają tylko naziemny multipleks cyfrowy. Tam nie ma TVN24. Jest tylko TVP i TVP Info. Twoi sąsiedzi, nie kosmici, tylko ludzie, których mijasz, wracając z zakupów czy z lotniska, oglądają i absorbują tylko to. Przecież to są ci sami Polacy, którzy obalili komunizm…
Trzydzieści lat dewastowaliśmy edukację, właśnie po to, by teraz nasi sąsiedzi nie rozumieli tego, co widzą i słyszą. Żeby nie potrafili przeczytać ze zrozumieniem tekstu dłuższego niż jedna strona, a najlepiej, by w ogóle nic nie czytali. Aby 2 + 2 = 22.
Co mamy teraz? Historia zaczyna się w podstawówce od starożytnego Egiptu, powinna kończyć się II wojną światową, ale w praktyce mało której szkole udaje się zrealizować cały program. W gimnazjum znów – Egipt i zobaczymy, dokąd zdążymy dojechać. W liceum – Egipt i zobaczymy. Najczęściej udaje się dociągnąć do rozbiorów. W sumie młody człowiek dłużej uczył się o faraonach niż o dwudziestowiecznej Europie. Wszystkie kolejne rządy, nie ma znaczenia, czy to było SLD, PO czy, PiS, wszyscy starannie redukowali IQ tej populacji, wszystkie godziły się na jedną godzinę religii w tygodniu i zaledwie jedną godzinę wychowania obywatelskiego. To nie dziwmy się, że dziewięćdziesiąt procent społeczeństwa nie rozumie zasady trójpodziału władzy; dziewięćdziesiąt procent w tej liczbie to lekarze, inżynierowie, menedżerowie! Udało się skutecznie wyrugować przedmioty, które przygotowywały do obcowania z kulturą, które uczyły czytania jej kodów i rozumienia jej toposów.
Na pewnym etapie zapaści edukacyjnej można obiecać już naprawdę cokolwiek, a ciemny lud to kupi. To nie jest złowrogi bon mot prezesa telewizji publicznej. To jest doktryna polityczna.
Anglicy nie są może najwybitniejszymi malarzami czy kompozytorami, w porównaniu z Włochami czy Francuzami ich kultura nie jest może aż tak wizualna, to jest kultura literatury, kultura powieści. Jest jakaś przyczyna, dlaczego język angielski podbija świat. To język bardzo bogaty i Brytyjczycy to rozumieją. Szacuje się, że polszczyzna ma między sześć a dziesięć tysięcy słów – podstawowy zasób, bez tych wszystkich uroczych zdrobnień i słowotwórstwa, typu synek, syneczek, synalek. Brytyjczyk po studiach zna piętnaście tysięcy słów. Churchill i jego ghostwriterzy używali podobno trzydziestu tysięcy słów. Pewnie dlatego nauczyłam się pisać w Anglii, bo inteligentne używanie języka jest esencją tamtej tradycji. Inteligentne, czyli również takie, w którym poczucie humoru jest niesamowicie ważne.
Z jakiegoś powodu najciekawiej o Polsce piszą autorzy anglosascy: Ash, Snyder, Davies, Zamoyski. Być może jeden z powodów, dla których lubimy się przeglądać w oczach innych, bierze się z tego, że to, jak piszemy sami o sobie, jest po prostu przewidywalne. Nie widzimy się dostatecznie wyraziście we własnej literaturze, więc szukamy zewnętrznych odniesień, referencji, punktów widzenia.
Polską rządzą cztery straszne deficyty. Deficyt dumy – nie umiemy być dumni, umiemy być tylko pyszni, narcystyczni, ksenofobiczni. Deficyt szacunku – już nikt nic nie szanuje, rozumu, rozumnych, praw ekonomii, rządów prawa. Deficyt wstydu – nikt się już niczego nie wstydzi. I deficyt ironii – nie potrafimy żartować, potrafimy już tylko szydzić.
O ile jeszcze rozumiem biednych ludzi na wsi i w małych miasteczkach, którzy są zachwyceni 500+ i głosują na PiS, to nie jestem w stanie zrozumieć jakiegoś lokalnego krezusa z Bydgoszczy, który boi się wspierać opozycję. Jeżeli potrafi przemyśleć, gdzie będzie jego firma za pięć lat, to czemu się nie zastanowi, gdzie za pięć lat będzie jego kraj? Jeśli upadną sądy, nikt nie będzie bezpieczny, on też.
… jak przywykniesz do pewnych intelektualnych standardów, to ci, którzy ich nie spełniają, mogą cię zwyczajnie nudzić.
To idące z samej góry przyzwolenie na mniej lub bardziej zakamuflowany antysemityzm może być największą stratą wizerunkową, którą Polska poniosła w ciągu ostatnich kilku lat. Powagę i międzynarodowy respekt można odbudować, złe prawo można odgłosować, ale to szambo będzie cuchnąć jeszcze długo po tym, jak PiS odejdzie w niepamięć.
PiS akceptuje antysemicki język, ale jako podtekst, a nie doktrynę rasową czy polityczną. To słabo wykształcona władza o ograniczonych horyzontach intelektualnych, która nie wie, że to zło zawsze zaczyna się od przyzwolenia na plugawy język, potem stanowi nikczemne prawo, a kończy nieuniknioną przemocą.
Adam Michnik w swoim wystąpieniu w Loyola Marymount University, chyba w 98 lub 99, pięknie podsumował ten spór. Powiedział: „Relacja polskich antysemitów i amerykańskich polakożerców nie jest relacją symetryczną. A wiecie państwo dlaczego? A dlatego, że jeszcze nie słyszałem, żeby jakiś Żyd powiedział, że Polacy rządzą światem”.
Tak więc pytanie nie brzmi: papier czy cyfra? Ta rewolucja już się dokonała. Czy wrócą do papieru, czy zostaną z tabletem, jest drugorzędne. Ważniejsze jest utrzymanie popytu na prawdę.
… pasażerowie pewnie wrócili do papieru, kiedy musieli dołożyć po kilka dioptrii do swoich okularów, bo ekrany osłabiają wzrok, to już wiemy na pewno. Może też ta nadpodaż informacji stała się irytująca i męcząca? Patrzysz na Twittera i masz trzysta wątków, i w pewnym momencie chcesz już n i e m i e ć wyboru, nie chcesz przeskakiwać między ekranami, żeby co chwila sprawdzać
Ci pasażerowie pewnie wrócili do papieru, kiedy musieli dołożyć po kilka dioptrii do swoich okularów, bo ekrany osłabiają wzrok, to już wiemy na pewno. Może też ta nadpodaż informacji stała się irytująca i męcząca? Patrzysz na Twittera i masz trzysta wątków, i w pewnym momencie chcesz już n i e m i e ć wyboru, nie chcesz przeskakiwać między ekranami, żeby co chwila sprawdzać newsy. Jeśli chcesz się skupić, musisz czytać na papierze. To jest część tej wielkiej zmiany, którą nam zafundowała cyfra. Sposób, w jaki czytasz, coraz bardziej zależy od tego, co czytasz. Krótkie, błahe rzeczy mogę czytać na ekranie, ale długie i poważne na papierze.
U komunistów, tych w Moskwie i tych zainstalowanych przez Moskwę, kosmopolita to zakamuflowany Żyd. Na ogół zarzut kosmopolityzmu był tylko lekko przypudrowanym antysemityzmem. Coś jest nie nasze, nielojalne, wątpliwe narodowo, więc z pewnością żydowskie.
Taki kosmopolityzm to atut. Masz więcej świata, masz szersze perspektywy, większą wrażliwość i wyższą tolerancję. Ale znów żyjemy w czasach, gdy wraca moda na te wyimaginowane kategorie narodowe, wraca potrzeba identyfikacji z jakimś plemieniem, która nic nie daje, a wiele zabiera. Nie rozumiem tego. Nie rozumiem tego tym bardziej, że wydawałoby się, że wreszcie miliony ludzi będzie stać na to, żeby być kosmopolitami, a tak się nie stało. W reakcji na swobodę przepływu ludzi i idei, w reakcji na tak oczywiste rzeczy, jak internet i tanie linie lotnicze, w reakcji na globalizację, rosną nowe silosy, mimo że są to procesy nie do zatrzymania. Nacjonaliści tylko podsycają pewne lęki, a szczególnie mocno eksploatują zagrożenie dla tożsamości.
Spójrz na Polskę. Język jest skrajnie nacjonalistyczny, antykosmopolityczny i zarazem skrajnie lewicowy, socjalistyczna jest redystrybucyjna gospodarka, antyrynkowy etatyzm, „repolonizacja” i powrót „cen regulowanych”, endemicznie socjalistyczna jest nieufność wobec biznesu i brak zaufania przedsiębiorców do państwa. Do tego klientelizm i korupcja.
Social media wzniosły bariery między ludźmi. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że każdy ma swój Google. Jeśli ty i ja wpiszemy to samo słowo do wyszukiwarki w naszych komputerach albo telefonach, oboje dostaniemy różne rezultaty. Zatem ty i ja żyjemy w dwóch różnych światach informacyjnych. Facebook jest taki sam. Pokaże ci więcej tego, co myśli, że chciałbyś zobaczyć.
Zaczynamy się różnić nie opiniami, ale faktami. Zamiast projektować przyszłość, kłócimy się o przeszłość. Social media tylko pogłębiają i przyspieszają to zjawisko. Nie tyle pozwalają nam, ile zmuszają nas do przyswajania tylko tych informacji, które chcemy przyswoić, bez względu na to, ile w nich prawdy.
Kto pierwszy pokochał radio? Kim były pierwsze gwiazdy radia? Adolf Hitler i Józef Stalin. Nowa technologia częściej trafia w ręce tych, którzy są skłoni jej użyć do rozsiewania frustracji i w ślad za nią przemocy.
Oglądają, oglądają… Nawet ci, którzy z dumą podkreślają, że nie mają telewizora, oglądają w internecie. To jest nadal najtańsza forma rozrywki, praktycznie za darmo. Za Netflix czy HBO trzeba już płacić. Jak nie masz pieniędzy na Netflix, jak nie kupujesz książek i gazet, jak w okolicy nie ma kina czy teatru, to co robić wieczorem? Pstryk, włączasz telewizor. I myślę, że ta sytuacja jeszcze długo się utrzyma, bo tkwią w niej miliony ludzi i w Polsce, i w Stanach.
Tylko biedni oglądają telewizję? Tak, przede wszystkim. To jest jeszcze jeden wymiar polaryzacji i nierówności społecznych. Dostęp do rzetelnej wiedzy kontra nawyk oglądania telewizji będzie związany z wysokością dochodu gospodarstw domowych. Dodam: nawyk oglądania złej telewizji, taniej telewizji, najprostszej telewizji, ubogiej telewizji. Czterech polityków zamkniętych w studiu i obrzucających się inwektywami. Wystarczy włączyć kamery… Straszne i nudne. Dodaj do tego wypadki drogowe oraz prognozę pogody i pomyśl, ile stacji telewizyjnych, dużych i małych, działa w oparciu o tak niewyszukany i degradujący intelektualnie koncept? Prawie nic o nauce, w ogóle nic o kulturze i sztuce, niewiele o sprawach międzynarodowych, chyba że gdzieś akurat leje się krew. Bo szkoda pieniędzy na korespondentów. Bo nikt nigdy nie nauczył widza, że świat jest ważny, ponieważ jest ze sobą połączony na tyle skomplikowanych sposobów, że pozornie drugorzędne wydarzenia gdzieś na końcu świata mają realny wpływ na przykład na koszty utrzymania w spokojnej, kujawskiej wsi. Tylko od czasu do czasu jakiś materiał dziennikarstwa śledczego dla przyzwoitości. Za dużo polityki w najtańszej formie.
Gdybyś dziś zapytał ucznia szkoły średniej, w Polsce czy w Stanach, bez różnicy, co to jest jakościowe dziennikarstwo, nie tylko nie będzie znał odpowiedzi, ale nie będzie nawet rozumiał pytania. Dlatego najbardziej czytaną gazetą w Polsce jest „Fakt”, a najlepiej oglądaną stacją Polsat. To oni nadają ton debacie publicznej, kształtują opinie, gusty i postawy. Krótkie zdania, proste słowa, niewyszukane bity
Pewien nowojorski przyjaciel powiedział o Trumpie, że jest dokładnie taki, jak od dzieciństwa uczono go, żeby nigdy nie był. Chamski dla kobiet, wulgarny, oszust i kłamca. Nawet jak się nienawidzi Hillary czy Komorowskiego, nie wiem, jak można zagłosować na Dudę czy Trumpa, bo to wbrew pojęciu szacunku.
To, że mamy poczucie, że polityka daleko odeszła od spraw zwykłych ludzi, jest w jakiejś mierze również winą tych zwykłych ludzi. Jeśli czegoś nie lubisz, coś cię irytuje albo zagraża poczuciu bezpieczeństwa twojej rodziny, dlaczego nic z tym nie zrobisz? Co cię krępuje? To nie jest PRL. Idź głosować, wstąp do partii, przekonuj biernych i gorzej poinformowanych. To jest odpowiedzialność na poziomie obywatelskim. W Szczękach Spielberga, gdy pojawia się rekin, to mieszkańcy składają się na wynajęcie rybaka, który obiecuje go zabić.
Kultura, jeśli ma przetrwać, musi zawierać w sobie pierwiastek rozrywki, inaczej skończy w niszy nisz, w otchłaniach internetu lub kółkach zainteresowań dla seniorów. Jeśli mamy odzyskać odpowiedzialność dla obiegu idei, to kultura, w tym rozrywka, musi wziąć w tym udział.
W tym są bardzo podobni z Putinem. Atakują źródło zaufania. Tak żeby już nikt nie ufał nikomu i niczemu. To jest dokładnie to, co robią Trump, Kaczyński, Putin. I ludzie w końcu tracą zaufanie.
To niemal cud, że przy tak niskim poziomie zaufania udało się odbudować państwo, właściwie od zera, ile wysiłku i wyrzeczeń, ile energii to kosztowało przez te wszystkie lata. A tamtym udało się zniszczyć tak szybko. W sześć miesięcy. Reputacja budowana przez dwa pokolenia wolnych Polaków, międzynarodowa pozycja, respekt w Unii – jak można zmarnować tak wiele tak szybko? Może dlatego Polska tak mnie zasmuca.
Polska po PiS-ie będzie odbudowywała swoją pozycję przez dekadę albo dwie. Kolejne pokolenie zamiast budować przyszłość, będzie musiało sprzątać skutki szaleństwa jednego starego kawalera.
Jeżeli w pewnym momencie trzydzieści procent Polaków wierzyło, że Donald Tusk zamordował Lecha Kaczyńskiego, a potem pozacierał ślady i ukrył dowody, to ci ludzie już byli przygotowani, żeby zaakceptować rząd, który mówi, że trzeba wszystko zniszczyć.
Wielu biednych białych Amerykanów, bez względu na to, jak nisko byli na skali społecznej, myślało, że przynajmniej w jednym są lepsi od czarnych – są biali. Mają tę jedną jedyną przewagę. Pocieszają się, że na drabinie społecznej jest ktoś niżej niż oni. I Obama im to odebrał. Skończył Harvard Law School, zasiadł w Białym Domu, ma piękną i świetnie ubraną żonę, udaną rodzinę, no sex scandals, no money scandals, no scandals whatsoever, po prostu wzorzec. Dla białej, niewykształconej niższej klasy średniej, sfrustrowanej, zbiedniałej, z rozbitych rodzin, a właściwie bez rodzin – to był problem. Tu biała bieda z epidemią rozwodów i pandemią uzależnień od opioidów, a tu proszę, Obamowie. Rodzina jak z obrazka. Tylko że oni są czarni! I to wielu doprowadzało do szału. Myślę, że to jeden z dwóch powodów, dla którego mamy Trumpa.
Kiedyś wydarzenia w świecie rzeczywistym zmieniały sieć. Teraz wydarzenia w sieci zmieniają świat rzeczywisty. I robią to całkowicie anonimowe siły, wyposażone w boty, trolle i algorytmy. To jest chyba najważniejsze i najpilniejsze wyzwanie, z którym musi się zmierzyć ta demokracja, którą znamy.
