Archiwum miesiąca: grudzień 2015

Driving home for Christmas

Drivin’ w Wigilię wyglądał tak (S3, okolice Gorzowa Wlkp.):

s1

Pierwsza Wigilia odbyła się w miejscu przypadkowym (jak – nie przymierzając – onegdaj w Betlejem).:

s2

W miasteczku Resko (Zachodniopomorskie) szok. Rynek, choinka, wózek. Ale gdzie dzieciątko?!:

s3

Dzieciątko, wyjaśniła szybko mamusia, biega swawolnie po rynku. Uff, co za ulga! Ale szukaliśmy dalej. TO Dzieciątko spoczywało w żłóbku w lokalnym kościele (niedawno przemianowanym na sanktuarium, co czeka niebawem wszystkie polskie kościoły).:

s4

A potem to już opłatek, życzenia, jak w milionach domów. My łamaliśmy się u Alicji i Marka.:

s5

Od  nich też imienne bombki. Chińczyk wymyślił, Ala spowodowała, Mikołaj dostarczył.:

s6

Ogień krzepnie, blask ciemnieje

Święta poznaje się po różnych rzeczach. Ja, przykładowo, Wigilie poznaję po tym, że mam pościel w renifery.:

p1

Red. Andrzej Niczyperowicz (Głos Wielkopolski) zestawia najpilniejsze pytania świąteczne: „Jak niebo goreje?” i „Któż pobieży?”

W tym natłoku awantur jakoś tak cichcem przemknęła informacja o śmierci Macieja Szczepańskiego, szefa telewizji za Gierka i czołowego propagandysty „Drugiej Polski”. Było nie było postać ważna, bo w klimacie zainstalowanym przez niego w ówczesnej Polsce przeżywałem lata młodości. Na szczęście uchylił jeszcze mocniej „żelazną kurtynę” i kontakt z Zachodem (przynajmniej w sferze kultury) mieliśmy całkiem niezły. Po latach ktoś mi go pokazał na warszawskiej ulicy. Starszy, przygarbiony pan w lichym paletku, z siatką pełną zakupów wychodził z osiedlowego SAM-u. Gdzieś pstryknąłem plakat z tamtej epoki.:

p2

Przeczytane, bo jest nieco więcej czasu. Jerzy Edigey „Strzały na rozstajnych drogach” (1972). Oczywiście kryminał milicyjny.:

p3

Nawet interesujące obyczajowo. Pewien inżynier od naprawy telewizorów zostaje wciągnięty w wir nowobogackiego życia stolicy przez zaprzyjaźnione małżeństwo. Z czasem daje się też wciągnąć w napad na konwój z wypłatą dla fabryki. Oczywiście zostaje wykolegowany na całego.
Cytuję kilka fragmentów, które przypominają tamtą epokę i tamte kryminały:
Jak większość Polaków uważałem czystą wyborową za najlepszy w świecie trunek. Byle tylko była dobrze zamrożona.

Ja uważam telewizor po prostu za złodzieja czasu i za dość marną namiastkę rozrywki kulturalnej.
— Ależ co pan mówi! — gorąco zaprotestowałem. — Nieraz wprawdzie trafiają się gorsze audycje, ale telewizja to wspaniały wynalazek. Zwłaszcza dla ludzi mieszkających na prowincji czy też na wsi.

Baśka lubi imponować ludziom markami tych różnych zagranicznych świństw, ale tak prawdę mówiąc nie ma to jak nasza polska czyściocha. Zgadza się pan ze mną?
— Jak najzupełniej.

My, ludzie z milicji, wprawdzie dość dobrze wiemy, że i w Polsce istnieje ten, jak pan go nazywa, „dziwny świat” ludzi „urodzonych w niedzielę”, ale jest to świat, który stara się uniknąć kontaktów z MO. A my bardzo interesujemy się tym światem.

Kobieta bardzo śmiesznie wygląda, jak się zaleje. Znacznie gorzej od mężczyzny.

Co to jest trzy czy cztery miliony złotych dla takiej wielkiej fabryki? I to w dodatku państwowej. Założę się, że straty na przebojach, brakach i wałęsaniu się robotników z miejsca na miejsce w czasie godzin pracy są wielokrotnie większe.

White horse

Południowy spacer. Cóż, tego roku nie będzie „white Christmas”. Jedno białe, co zobaczyłem, to był „white horse”. Żeby to był chociaż biały koń z piosenki Stonesów. Ale ten mi wygląda na pociągowego…:

c1

Poza tym strasznie dużo błękitu.:

c2

A nawet ultramaryny.:

c3

Jak nie ma śniegu ani listowia, to wiele rzeczy wychodzi na wierzch. Te oto najczęściej. To buteleczki „spacerowe”, „turystyczne”, „mimowolne”, „przechodnie”. Pół litra to się pije w domu, bo po co potem leżeć gdzieś pod lasem. Ale taka dwuseteczka..?:

c4

Ale i tak wszystko kończy się pospiesznym zmierzchem.:

c5

Wcześniej TVP Info i TVN z identycznym pytaniem: na co czekamy w kinie w roku 2016. Na to, co już znamy. Na kolejnego „Tarzana”, „Epokę lodowcową”, „Dzień Niepodległości” i dziesiątki innych dokrętek. Nie czekamy natomiast na prawdziwe dzieło. Dlaczego? Bo prawdziwe dzieło zaskakuje. Jest nie do przewidzenia. I dlatego jest dziełem.:

c6

Z telewizją była dziś kołomyja, bo nie mogli się dodzwonić. Powód prosty: operator wymienił mi stary telefon na dość wypasionego smartfona. Na moje nieszczęście, bo za nic nie umiałem go obsłużyć. I dalej nie bardzo potrafię. A tu Święta, życzenia itd. Przypominam, że nowy telewizor czekał na uruchomienie dwa tygodnie. I, oczywiście, to nie ja go uruchomiłem.

Pewien poznański dziennikarz zbierał anegdoty do książki o poznańskim PRL-u. Opowiedziałem m.in. o tym, że przyniosłem do wymiany gwarancyjnej magnetofon, który się zepsuł. Sprzedawca orzekł, że jest zbyt mało zepsuty, by go wymieniać na inny egzemplarz. Więc przez jakąś szczelinę wsadziłem nożyczki i przeciąłem ze dwa kabelki na chybił trafił. Teraz było już w porządku. Karykatura przedstawia tę scenę.:

c7

Dekameron

Wszystko wiadomo.:

c8

Tym razem przyuważyłem porównanie chętnego staruszka do warzywa: „Czosnek ma główkę złotą, ale ogon zielony!”
Ze swej zapomnianej książeczki dla dziatwy szkolnej o autorze:

Giovanni Boccaccio

1313-1375

W roku 1348 przez Europę przetoczyła się zaraza dziesiątkująca ludność największych miast. Kontynent okrył się żałobą. Boccaccio uznał jednak, że panosząca się śmierć to wymarzona okazja do napisania brawurowej pochwały życia.

Do roli piewcy życia przygotowywał się od młodości. Ojciec, florentyński kupiec, wysłał Giovanniego, swojego syna z nieprawego łoża, do Neapolu, aby tam studiował prawo i uczył się handlu. Nic z tego – Giovanni wolał trawić czas w towarzystwie młodych arystokratów, którzy zarazili go dwiema pasjami: dyplomacją i umiłowaniem dorobku kulturalnego starożytności. Kiedy więc wrócił do macierzystej Florencji, okazał się idealnym dyplomatą w służbie swego miasta – wielokrotnie posłował do przywódców innych miast Italii i na dwór papieski. Witano go tam z honorami, bowiem Boccaccio płynnie władał łaciną, był oczytany w pismach starożytnych i sam pisał łacińskie traktaty.
Przyjaciele, na czele z Francesco Petrarką, wiedzieli jednak doskonale, że mistrz Giovanni na marginesie uczonych komentarzy do Boskiej Komedii Dantego pisze po włosku całkiem frywolne historyjki. Impuls do ich spisywania przyszedł z zupełnie nieoczekiwanej strony. W roku 1348 zaraza zdziesiątkowała ludność jego ukochanej Florencji. Kto żyw, uciekał z miasta i na odludziu wyczekiwał ustąpienia moru. Wytworne florenckie towarzystwo zabawiało się na wygnaniu we własnym gronie, a czas dłużący się na wsi, skracało sobie opowiadaniem dykteryjek. Czego tam nie było: pikantne awantury miłosne, opowieści żeglarzy, historie wyczytane u starożytnych, plotki z życia wyższych sfer. Toż to kopalnia intryg, postaci, tematów – zorientował się Boccaccio, uczestniczący w tej przymusowej wycieczce. I zaczął spisywać zasłyszane opowiadania: z przewagą tych bardziej frywolnych.
Zajęło mu to 5 lat. Z czasem zaczął swój zbiór systematyzować. Przyjął, że dziesięcioro dam i młodzieńców florenckich wygłaszać będzie po 10 opowieści w ciągu 10 dni. Stąd tytuł: Dekameron – „deka” to po grecku dziesięć. A ponieważ opowiadając, nie wolno popełniać grzechu rozwlekłości, dlatego narrator musi mówić krótko, trzymać się głównego tematu i spuentować opowieść zaskakującym zakończeniem. Trzymając się tych reguł, Boccaccio stworzył osobny gatunek literacki – nowelę.
Wkrótce jego nowele zaczęły żyć własnym życiem, choć autor – ze względu na śmiałość erotyczną wielu historii – wolał nie ogłaszać ich drukiem. Najmniej wyrobionym czytelnikom podobała się rubaszność wielu przytaczanych anegdot. Bardziej wymagających urzekało to, iż bohaterowie Boccaccia, jak przystało na ludzi nowych czasów, sprytem i pomysłowością torują sobie drogę przez życie, nie oczekując pokornie na spełnienie się wyroków boskich.
Ten styl myślenia nie mógł się podobać władzy kościelnej. W 1362 roku w domu Boccaccia zjawił się mnich z ascetycznego zakonu kamedułów i roztoczył przed nim wizje mąk piekielnych, jakie czekają autora bezwstydnych opowieści. Przemawiał tak sugestywnie, że Boccaccio zrazu gotów był spalić wszystkie swoje dzieła. Wprawdzie Petrarca długą perswazją odwiódł go od tego zamiaru, ale z głębokiego załamania psychicznego nie zdołał już przyjaciela wydźwignąć.
Boccaccio usunął się z Florencji do prowincjonalnego miasteczka Certaldo, porzucił pracę literacką, żył w opuszczeniu i ubóstwie. Jego śmierć przeszła niezauważona. A historyjki z Dekameronu miały krążyć w rękopisach jeszcze 120 lat, zanim odważono się wydać je drukiem.

Dekameron, reż. Andrzej Piszczatowski

Cień wielkiej góry

Wszystkim, którzy tu zaglądają (i wszystkim innym też), staram się być przychylny niezależnie od daty w kalendarzu. Bez euforii na czyjkolwiek widok, ale zawsze z uśmiechem. Jestem prostym chłopcem: wszystkim nam życzę, by to był raczej uśmiech Benny Hilla niż uśmiech Mony Lisy.

Zmarł ojciec Jan Góra. Znaliśmy się od czasu, gdy przyszedł do mnie z kolędą w hotelu asystenta w późnych latach 80. Zapytał, na jakim wydziale pracuję. Ja, że na Polonistyce. On na to, że też lubi Prusa. Na kolędę przyszedł rok później. Pytał, na jakim wydziale pracuję. Ja, że na Polonistyce. On na to, że też lubi Prusa.
Ależ to żaden wytyk! A co miał biedny powiedzieć, jak w jeden wieczór rozmawiał z wszystkimi: od melioracji przez stawonogi po Violettę Villas? Używał gotowców.
Potem już mnie kojarzył. Co to jednak może ten TVN!

Na poznańskiej starówce stanął pomnik Klemensa Janickiego. Trzy dni temu przechodziłem obok, już chciałem pstryknąć zdjęcie, ale pod pomnikiem odbywała się jakaś awantura rodzinno-alkoholowa na dwa radiowozy. Trudno było się dopchać. Dałem spokój.:

s1

Dzisiaj wiozę panią dyrektor znaczącej biblioteki w Poznaniu i okazuje się, że o Klemensie Janickim wiemy więcej niż sami myśleliśmy. Pani Dyrektor o życiorysie, ja sobie przypomniałem łaciński tytuł jego najsłynniejszej ody („De se ipso ad posteritatem…”).
Wieczorem Dorota przynosi mi tłumaczenie tej ody. Fragment, który mnie zainteresował:
„Od pacholęcia aż do lat dwudziestu
Piłem jedynie wodę. Stąd, jak myślę,
Zaczęła chorzeć wątroba. Ta woda
Niegdyś wypita dławi moje życie”.
No tak, jak mając lat 20 pije się wyłącznie wodę… Nic tylko na pomnik.
Telewizja poznańska pyta przechodniów, czy Klemens Janicki (+ 1543, rok ogłoszenia teorii Kopernika)  jest znany w Poznaniu. Przechodzień: „”- Ady tam!”

Życie polityczne. Internet: „Czy wiecie, że dziś jest pierwsza miesięcznica nieodzyskania wraku i czarnych skrzynek przez rząd lepszego sortu?”
Portal wPolityce.pl: „Pan Jarosław Kaczyński jest najwybitniejszym polskim politykiem od 300 lat! Prawo i Sprawiedliwość jest pierwszą prawdziwie polską partią od ponad 200 lat. Pod jej przywództwem Polska odniesie sukces”. Nieco z tej diagnozy wyjaśnia podpis: „Magda XIX LO”. Czyżby koleżanka Marysi z Gorzowa?
Kolęda na wPolityce.pl: „Bóg się rodzi, Lis truchleje. Kondrat jęczy przerażony. Bolek grozi, Giertych skacze, Holland pieprzy farmazony…”

W moich stronach przeraźliwa nuda: „Nielegalna uprawa w Jarosławiu. Zabezpieczono ponad 9 kg marihuany”.

Zaległy przegląd prasy. Głos Mokotowa donosi, że w tym sezonie bezdomnym najlepiej żyje się na Ursynowie. „Penetrując ursynowskie śmietniki trudno umrzeć z głodu – stwierdza twardo Staszek, bezdomny od trzech lat. – Można powiedzieć, że jestem >mieszkańcem< całej Warszawy, więc wiem, co mówię. Nie ma drugiej takiej dzielnicy, gdzie na śmietniki wyrzuca się tyle żywności i to dobrej żywności, czasem wcale nie przeterminowanej”.

I jeszcze bardzo zaległa fotka z hotelu przy Centrum Badań Kosmicznych w stolicy. Obrazek w hotelowej kuchni. Wzruszyłem się, bo sfotografowałem go równo rok temu. Tyle rzeczy się wydarzyło, a te sarenki wciąż na tym samym gwoździu. Jakie to miłe, że pewne rzeczy się nie zmieniają…:

s2