Archiwum miesiąca: luty 2015

Dziki rzekome

Niby plus dziesięć, ziemia już pachnie… „To się stało na wiosnę, kiedy śniegi ciemniały / Kiedy wiatr mokrej ziemi zapach niósł” – Czerwone Gitary. Ale lasy, jeziora jakieś chudzieńkie.:

p1

Pola nie lepsze.:

p2

Taśma medialna z Oscarami ruszyła już kilka dni temu. Po raz pierwszy nagrywałem się dla radia (publicznego) na tablet i wysyłałem mailem. W poniedziałek o świcie powtórka. Wywiad dla portalu NaTemat.pl. (kawałek):

Wiesław Kot: Ten Oscar, gala i czerwony dywan, to więcej cyrku niż czegokolwiek innego. Sztuki tam nie ma

Koniec odsłuchiwania powieści Stefana Grabińskiego „Salamandra”.:

p3

Czytaj dalej Dziki rzekome

Rytm of Love

Anita Baker „Rytm of Love”. Miękki soul. Pisza o niej “quiet storm singer”. Rzeczywiście, jej śpiew jest bardzo, powiedzmy, wyrównany. Nieco znanych tematów – “The Look of Love”, “Body And Soul”, “My Funny Valentine”. Pasaże wokalne nie tak olśniewające jak u Houston, głos tez mniejszy. Krytycy radzą: „get away from catering to radio”. Nie porywa, za to uspokaja, wycisza, relaksuje.:

p6

Flowers Of Sendai

Jan Lundgren Trio „Flowers Of Sendai” (2014). Lundgren to pianista, który do towarzystwa ma perkusistę i basistę. Gra niespieszne improwizowane kawałki. Płynnie, bez efekciarstwa, utrzymuje się w tempie, które perkusja dyktuje dość regularnie. Brzmi to rezygnacyjnie, melancholijnie. Atmosferę oddaje ostatni tytuł na płycie: “Man In The Fog”.:

p7

Dostałem Oscara!

Statuetki rozdadzą w nocy, więc Dorota zadziałała, żebym nie czuł się pominięty. Konkretnie – zadziałała w spożywczym i kupiła mi czekoladę. Pod etykietką była jednak nie rasowa tabliczka ale masa czekoladopodobna. Cóż, jaki laureat, taka czekolada. :

n1

Świadkowie znowu mnie zawstydzili. Przynieśli literaturę. I proszę – tak się powinno czytać. A nie w dresach, z potarganym łbem. Można się wzorować.:

n2

Kraj zalewa fala protestów. Radę na to znalazł pewien internauta: „Najlepiej dać wszystko wszystkim”.

Poza tym Łomża. Bo Łomża nigdzie się nie zaczyna i nigdzie się nie kończy. Ona po prostu jest. Przed laty śpiewała o tym najsłynniejsza łomżanka (nie licząc kardynała Wyszyńskiego).:

n3

Hanka Bielicka była niewątpliwie „hojnie obdarzona”. Ta postać na ławeczce to jednak tylko kreacja artystyczna. Może kupowała w tym sklepie?:

n4

Albo w tym?:

n5

Albo u „Misi”?:

n6

Bo ja chętnie kupiłbym tu, ale było zamknięte.:

n7

A w ogóle jeśli chodzi o pupę, to w ofercie było też coś dla Doroty.

n8

Nie wiedziałem, że Łomża ma swoją „grupę medialną”. W dodatku z własną flotą samochodów.:

n9

Nie wiedziałem, że w Łomży dekomunizacja nazw ulic jest ciągle w toku.:

n10

Przecież jeżeli chodzi o nazwy ulic jest tyle możliwości… Łomża, samo centrum.:

n11

W Polsce obserwuję mnóstwo orłów wkurzonych na maksa. Ale nie wiedziałem, że można być wkurzonym aż tak:

n12

Wreszcie nie wiedzieliśmy, jak smacznie można zjeść „U babuni” na rynku. Przesiadywał tam pewien przemiły pan, który miał wyjątkową specjalność. Otóż w ubikacji, którą Dorota ma za plecami, nie było włącznika światła obok framugi drzwi, jak wszędzie na świecie. Ani na zewnątrz, ani wewnątrz. Była za to w głębi pomieszczenia, na przeciwległej ścianie. Więc klient – na przykład ja, po mnie Dorota – wchodził, po ciemku macał ścianę (oczywiście na próżno), wychodził i dalej nie znajdował włącznika światła. I wtedy właśnie do akcji wkraczał ten przemiły pan, który tylko na to czekał. Mówił, jak by chodziło o coś całkiem oczywistego: „- Światło na ścianie! W środku!”. Tylko w mojej obecności wykonał ten numer z dziesięć razy. Nabrałem przekonania, że gdyby ktoś okrutny przeniósł kontakt na zwyczajowe miejsce, jego życie z dnia na dzień stałoby się puste i bez wartości.:

n13

Lamentazioni per la Settimana Santa

Alessandro Scarlatti „Lamentazioni per la Settimana Santa”. Pieśni maja być lamentacyjne, ale lamentu w nich słychać niewiele. Dwie panie sopranistki (Noemi Rime i Martina Lins) raczej świergoczą, skaczą po skali, a orkiestra smyczkowa pogodnie im przygrywa. To raczej wrażenie wiosennego trelu niż czuwania przy Grobie Pańskim. Ale taka już muzyczna natura Scarlattiego. Bach! Ten to miał rękę do lamentacji!:

n14

Przepraszam!

W końcu na szlaku naszej pokutnej pielgrzymki przyszło nam pokajać się i przepraszać. Długo szukaliśmy odpowiedniego miejsca. Wreszcie:

s1

Z początku było niezręcznie. Bo jak tu podejść do kogoś na ulicy i spytać o stodołę. I to nie o pierwszą z brzegu, lecz o TĘ stodołę. Podszedłem do starszej pani i mówię: „- Przepraszam…”. I już wiem, że palnąłem głupstwo. Bo akurat tego słowa nie powinienem w Jedwabnem używać. Ale – stało się. Stodoła jest za miastem. Wystylizowana. To znaczy – w upamiętniający obelisk wkomponowano kawał osmalonego drewna.:

s2

To na wygwizdowie, na które naprowadza jedynie stara, jeszcze PRL-owska, pochylona i przerdzewiała tablica, która zwyczajowo wskazywała „miejsce uświęcone krwią Polaków”. Tu trochę ni przypiął, ni wypiął. Poza tym ten najważniejszy pomnik martyrologiczny w Jedwabnem znajduje się na rynku. A chodzi w nim nie o tamtych, tylko o naszych, którzy oddali życie nie w płomieniach. Lecz przeciwnie – w Kazachstanie, a zwłaszcza na Syberii.:

s3

A potem to już łomżing. Łomża wydała mi się miastem zakazów. Weźmy pierwszą lepszą ścianę pawilonu handlowego:

s4

Albo mur kamienicy:

s5

Albo ostrzeżenie w „Żabce”:

s6

Albo zastrzeżenie w innym spożywczaku:

s7

Jak miejscowi to wytrzymują? No, chyba, że odstresują, jak przyjedzie znany artysta. Choć i on teraz już nie taki luzak jak dawniej. Tylko przesłanie i PiS, tylko PiS i przesłanie.:

s8

A poza tym w kinach mój ulubiony repertuar. Tu na pewno nie pokażą „50 twarzy geja”.:

s9

I „różowe przybytki”. Bo nikt mi nie wmówi, że to nie jest zakamuflowana agencja towarzyska!:

s10