Piano Magic “Seasonally Affective: A Piano Magic Retrospective 1996-2000” (Compilation; 2 CD, 2001). Zespół – wcale liczny, jak się okazuje – tak sobie eksperymentuje od połowy lat 90. I się zaeksperymentował na śmierć. Bo ta muzyka mieści wszystko: fortepianowe przygrywki (najczęściej niepewne fragmenty melodii), szelesty i pohukiwania, wreszcie odgłosy z tzw. realnego życia. Choć co to za odgłosy, to już trudniej powiedzieć. Amerykańscy znawcy wkładają tę muzykę do przegródki: „Leftfield, Abstract, Experimental”. I już!:
Archiwum miesiąca: luty 2015
Gra tajemnic / The Imitation Game
https://www.youtube.com/watch?v=S5CjKEFb-sM
Pokłosie Oscarów.
Based on a true story. No, nie całkiem… Zwłaszcza w kwestii zasług z odszyfrowaniem Enigmy.
Benedict Cumterbach
Alan Turing – rzecz startuje od lat 50. Ośrodek w Bletchley.
Geniusz matematyczny. Pacyfista. Nie wierzy w przemoc, wojna go nie interesuje.
– Ja lubię rozwiązywać problemy, a Enigma jest największym problemem na świecie.
– Nie, Enigma nie jest trudna. Jest niemożliwa.
Narracja patetyczna. Jak wielka operacja z widowiskowych filmów w stylu „Działa Navarrony”.
Rozpracowuje Enigmę na krawędzi biureczka.
Ale też jogging. W zdrowym ciele…
– Czasami bardzo niepozorne osoby osiągają to, o czym inni mogą tylko pomarzyć.
Podczas wojny podejrzewany, że pracuje dla Stalina.
Po wojnie podejrzany o szpiegostwo na rzecz ZSRR.
Cały czas musi ukrywać swój homoseksualizm. To przestępstwo.
Genialny w szyfrach i matematyce, beznadziejny we flircie. Nie posiada intuicji, umiejętności interpersonalnych.
Przełom przez przypadek. Każda wiadomość musi zawierać „Heil Hitler”. To początek rozszyfrowywania.
Rozszyfrowanie to jedno, ale wykorzystanie odczytanych wiadomości to drugie – Niemcy nie mogą się zorientować, że złamali Enigmę, więc muszą – mimo wiedzy – pozwolić ginąć wielu Brytyjczykom. A to już wchodzenie w rolę Pana Boga.
No i jeden z kryptologów pracuje dla Rosjan. Sugestia, że to Polak.
To oni rozgrywali wojnę, a nie fronty czy politycy.
Drobiazg – na tablicach wypisane bezsensowne ciągi znaków. Fachowcy to zdemaskowali.
Sąd: 2 lata więzienia albo kastracja hormonalna. Kastracja.
– Nikt normalny by tego nie dokonał.
Tubing popełnił samobójstwo w 1954 roku w wieku 41. lat. Pewien rodzaj rehabilitacji przyszedł ze strony władz dopiero w 2013 roku.
Gorzej niż za komuny
Wiosna czyni ruchy oddolne:
Wiosna odsłania poległych lotników:
Wiosna rysuje nowe perspektywy:
Oscar w nocy i od świtu, ale to było do przewidzenia. Co ciekawe, swoje nazwisko zobaczyłem również na moim ulubionym portalu Fronda.pl: „Wiesław Kot zarzucił twórcom />>Idy<</, że historię Holocaustu serwują widzom w >>wersji light<<„.
Uważam, że to jest bardzo na miejscu. Ponieważ ja ciągle na tym blogu cytuję Frondę, Fronda choć raz zacytowała mnie.
Choć i tak za najbardziej miarodajny dla tej witryny komentarz znalazłem w głosach czytelników: „Poszli won z tym oscarem. W d. go sobie wsadźcie”.
Marcin Wolski został wybrany na szefa Warszawskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich: „- Jestem człowiekiem odpowiedzialnym i wiem co ten wybór oznacza. Mam nadzieję, że uda się teraz zakopać rowy jakie dzieliły Zarząd Główny SDP i kierownictwo warszawskiego oddziału”. Ktoś przytomny przypomniał panu redaktorowi, że rowy się zasypuje, a nie zakopuje.
Podczas niedawnej trasy odsłuchaliśmy z Dorotą powieść Stanisława A. Wotowskiego „Człowiek, który zapomniał swojego nazwiska”.:
Wyjątkowa przyjemność. Czasy przedwojenne, autor to dostawca literatury wagonowej (jego ślady urywają się w 1939 roku), ale przy tym solidny rzemieślnik. Zwroty akcji co kwadrans (słuchania). Warszawę zamieszkuje najwyżej kilkanaście osób, które nieuchronnie na siebie wpadają. Zamiast postaci – typy ludzkie, co mocno porządkuje fabułę.
Facet (najwyraźniej z lepszego towarzystwa) znajduje się pewnego dnia w szpitalu wariatów pod Warszawą i nie pamięta niczego. A potem wśród licznych perypetii pamięć mu wraca.
I ta wysilona, komiczna polszczyzna, pozowana na język „ze sfer”. Cudo! Wcześniej solo przesłuchałem „Czarnego adepta”. A teraz już zorganizowałem dwie kolejne powieści Wotowskiego.
Nie: „Rozpoczyna się tydzień modlitw o trzeźwość pod hasłem: >>Abstynencja dzieci troską rodziny, Kościoła, narodu<<. W tej intencji po maluchu”.
Grzegorz Braun, kandydat na prezydenta, lansuje hasło:
„1050 szkół i strzelnic w 1050. katolickich parafii na 1050-lecie Chrztu Polski”.
Nasz Dziennik: „Wszędzie mówię, że teraz są gorsze czasy niż za najgorszej komuny, ponieważ przedtem było wiadomo, że organem PZPR jest >>Trybuna Ludu<<, Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego >>Zielony Sztandar<<, a służby miały >>Żołnierza Wolności<<. Dziś niby nie niszczy się mediów, a niszczy się TV Trwam, Radio Maryja” – mówił senator Stanisław Kogut.
Echa niedoszłego spotkania Orban-Kaczyński. Internet: „Dotychczas pan Kaczynski bojkotowal spotkania na ktore dostal zaproszenie. Teraz przeszedl na wyzszy poziom i bojkotuje spotkania na ktore nie zostal zaproszony. Trzeci i ostatni poziom bedzie wtedy, gdy Kaczynski zacznie bojkotowac sam siebie”.
Endless Days
Eberhardt Weber „Endless Days” Niemiecki basista, który znalazł dla instrumentu znaczące miejsce w orkiestrze. Więc nie basuje, lecz integralnie muzykuje. To słychać. Ta gitara ma własny dźwięk, osobne brzmienie. Ponoć do zwyczajowej dodał jeszcze jedną strunę, dla wzmocnienia wyrazu. Całość wyciszona, taka ledwo, ledwo. Muzyka pełzająca.:
Swim
Blue Cranes „Swim” (2012). Ton nadają dwa saksofony: altowy i tenorowy. Bez obrazy, ale to rzępolenie. Takt wybijany monotonnie a nużąco. Do tego przesterowane saksofony, które raz po raz wpadają w dodatku w fałsze. Popisy aparatury elektronicznej, która brzęczy i buczy. Instrumenty też jakby w fazie strojenia przed nagraniem. Wrażenie, że oni nie grają, lecz przedrzeźniają muzykę. Rozumiem, nie zawsze musi być słodko, melodyjnie i nastrojowo. Zgrzyt i dysonans jest taką samą częścią wyrazu muzycznego jak miła melodyjka. To rodzaj polemiki, sarkazmu, gryzącej ironii. OK., ale ironizować tak przez całą płytę.
Whiplash
Reminiscencje Oscarowe.
Młody geniusz perkusji w nowojorskiej szkole muzycznej. Pierwszy rok.
Za wszelką cenę stara się zwrócić na siebie uwagę łowcy talentów.
Niby wszyscy żyją muzyką, ale to wyścig szczurów. Trening jak u kosmonautów albo jak u marines.
Zostaje dostrzeżony. Zaproszony. Jak na skrzydłach zaprasza dziewczynę, która mu się podoba. Nic tak nie uskrzydla jak sukces.
Dyrygent tyran (J.K. Simmons), ale też daje przepustkę w świat wielkiej muzyki
„Whiplash” to tytuł kompozycji.
Dyrygent wali w pysk, drze się, upokarza. Czy warto płacić taką cenę?
Ręce krwawią od pałeczek. Armstrong (wargi). Krew kapie na bębny.
Muzyka i niewiarygodny poziom stresu. Jak w filmach o balecie, np. Poza tym mordercza, wykańczająca konkurencja, podchody. Podejrzliwość, zawiść.
Jak w korporacji.
– Masz jakichś przyjaciół?
– Nie. Nigdy nie miałem z nich pożytku.
Mówi, że chciałby być jak Charlie Parker. W domu pytają, czy to znaczy, że chciałby się zaćpać mając 34 lata.
Ulubieniec dyrygenta, ale dyrygent ma już nowego pupila.
Dziewczynie wyznaje, że chce być wielki i już nie ma na nią czasu. Ona: „- What the fuck is wrong with you?”
I w przełomowy dzień konkursu jego autobus łapie gumę, on gubi pałeczki.
Awantura, wypada.
Od dyrygenta słyszy potem: „- Nie ma w angielskim gorszego słowa niż >>Dobra robota<<”. Bo tu chodzi o przekraczanie własnych granic.
No to przekracza.






