Archiwum miesiąca: luty 2015

Samba Jazz & Outras Bossa

Joyce&Tutty Moreno „Samba Jazz & Outras Bossa” (2008).  Joyce Moreno od lat śpiewa latynoski jazz, bliski sambie. Pogodny, pulsujący, raczej niewymagający. W Internecie album bywa określany jako „brazilian jazz”. Ciekawe, po czym poznać „polish jazz”. Czy po tym, że Namysłowski wygrywa melodie góralskie?:

s11

Dancing w kwaterze Hitlera

Wczoraj TVPInfo z pytaniem o „weterankę Szafarską”. „Weteranka”? Ma sto lat i etat w teatrze!

Warmia. Gdziekolwiek się pojawiliśmy, wszyscy zapewniali, że tu jest naprawdę ładnie. Ale latem, jesienią, bo teraz… Musieliśmy więc przyjmować urodę Warmii na wiarę. Nocleg wypadł w kwaterze Hitlera w Wolfschanze pod Gierłożą. Hotelik w dawnej wartowni SS. Pan portier tłumaczy, że mamy szczęście, bo śniegu jest niewiele, w związku z tym coś jednak widać. Bo zasadniczo w Wilczym Szańcu nie widać nic – jak spadnie śnieg i jak drzewa wypuszczą liście. Czyli prawie przez cały rok. Ale ludziom to wcale nie przeszkadza. I tak przyjeżdżają. A tak wygląda breloczek do klucza hotelowego:

p1

Restauracja również w klimacie bunkrowym. Z tym, że cały ten obiekt to arcydzieło budownictwa wojskowego i organizacji tamtego czasu. Ale to już było… Bo teraz panuje tam nieco inna cywilizacja. Przemiła pani kelnerka podaje śniadanie i zastrzega: „Taż panie, taż jak by jeszcze co trza było, taż niech pan woła!”:

p2

Poza tym na Warmii jest wszystko, tylko mało kto o tym wie. Z anonsu przy drodze wynika, że cały świat szuka Bursztynowej Komnaty, a ona na Warmii odnaleziona została już dawno i teraz – jak najbardziej – można ją zwiedzać.:

p3

Kawałek dalej wioska jak wioska. Tylko szkoda, że to nie Skiroławki. A tak by się chciało przynajmniej raz w roku…:

p4

W Mikołajkach same cuda. Papież jest, jak wszędzie. Tylko żółty. Nie rozumiem, ale Dorota tłumaczy, że pewnie dlatego, iż z oszczędności zlecili wykonanie rzeźby Chińczykom.:

p5

Na ścianach graffiti, z którym zgadzam się w całej rozciągłości.:

p6

I jakże kusząca oferta handlowa. Pożałowałem, że nie przyjechaliśmy tu z jakąś przyczepką. :

p7

Na rynku choinki już spakowane. Dziesięć miesięcy i będą jak znalazł.:

p8

Wreszcie Ruciane-Nida. Z przykrością zauważyliśmy, że próby industrializacji Wielkich Jezior Mazurskich nie powiodły się. Na razie.:

p9

Historyczny drogowskaz zaprasza kawałek dalej. Z tym, że miejscowi od niepamiętnych czasów mówią na Karwicę – Kurwica. I wszystko jasne.:

p10

Na parkingu przed leśniczówką Pranie („Zanim w leśniczówce Pranie gigantyczny motel stanie…” – śpiewał Jan Kaczmarek) – przydrożna biblioteka. Dorota, bibliotekarka z zawodu, od razu poczuła się jak w domu. To taka większa budka dla ptaków. Przeszklona, zamykana na haczyk, z książkami na samoobsługową wymianę. Czego tu nie ma?! Przede wszystkim nasze ukochane kryminały PRL-owskie.:

p11

A poza tym prawdziwe perły poezji.:

p12

I aleja, która prowadzi do Gałczyńskiego. Pranie jednak się nie odbyło. Muzeum zamknięte. Poniedziałek.:

p13

Infinite Possibility

Joel Harrison „Infinite Possibility” (2013). Lider jest gitarzystą i twórcą licznych bandów okolic San Francisco, ostatnio Nowego Jorku. Ale oceniany przez krytykę niezbyt przychylnie. Także ilustrator muzyczny rozmaitych filmów. Niniejsza płyta jest na 19-osobowy band, co słychać. Ale też słychać, że jakoś nie ma na niego pomysłu. Instrumentów jest wiele, ale grają raczej tak z osobna.:

p14

Uciąć ptaszka!

Szanujmy wspomnienia!
Wisła pod Wyszogrodem. Dorota czuje się tu jak jakaś Wisłocka.:

c1

W tutejszym Muzeum Wisły tablica poświęcona Janowi Józefowi Lipskiemu. Wymieniono liczne dziedziny, w których okazał się wybitny. Prócz udziału w masonerii. Nic dziwnego: masoneria to organizacja tajna. Nie można takich spraw wywlekać na tablicę, żeby byle kto o tym czytał.:

c2

Warmia, a na niej miejscowość:

c3

To tutaj dokonał żywota Święty Wojciech, który zginął skutkiem obrazy uczuć religijnych. Bo przyjechał do Prusów, a oni od wieków czcili te swoje Gogi i Magogi. A on im zasuwa, że to wszystko lipa i wymysły. No to któż by nie zapałał świętym oburzeniem widząc takie świętokradztwo?! Prusacy wyszli z nerw i zaciukali biednego Wojciecha, który na tym miejscu ma skromną świątynkę. Za to w Gnieźnie wspaniały sarkofag. Tyle, że nie ten historyczny, bo tamten takich dwóch swego czasu przetopiło i sprzedało w skupie metali kolorowych.
W każdym razie z zabójstwem Wojciecha to była sprawa kryminalna, o czym zaświadcza wpis na tablicy na kościelnym murze:

Okolice Świętego Gaju. To zapewne Brama Trzeciego Tysiąclecia. Podobną widzieliśmy na Lednicy.

c5

Kawałek dalej nocny lokal, Ech, na Żuławach to się umieją bawić!:

c6

Krynica Morska. Historyczny statek z anteną satelitarną. Może to obiekt z zakresu sztuki współczesnej?:

c7

Zwłaszcza, że kawałek dalej stoi Pomnik Zaczarowanego Ołówka.:

c8

Końcówka Mierzei Wiślanej. Jak z tego miejsca rzucić kijem, to doleci do Kaliningradu.:

c9

Mieszkają tu straszni pedanci. Do morza jest może z 10 metrów, ale na użytek straży pożarnej umieszczono napis, żeby wiedziała na pewno, skąd w razie czego czerpać wodę:

c10

Stutthof. Dorota. Ostatecznie to był obóz kobiecy.:

c11

Do Fromborka dotarliśmy o zmierzchu. Na Wzgórzu Katedralnym, w baszcie światło płonęło w jednym okienku. Tak samo musiało to wyglądać w czasach, kiedy pewien astronom…:

c12

Ale nie z jego powodu przyjechaliśmy do Fromborka. Większe znaczenie miało dla nas, iż z Fromborka bardzo często do naszego ulubionego radia telefonuje pewien aktywista i obszernie opowiada o swojej działalności. Niedawno relacjonował, iż na dworcu wśród młodzieży gimnazjalnej zbierał podpisy przeciw gender. Młodzież jak to młodzież: zbywała staruszka kpinkami. A on próbował ich przekonać, że ten gender to wcale nie żarty. I mówi do jednego takiego: „- Żarty?! Żarty?! A gdyby ci tak ktoś uciął ptaszka?” W tym miejscu ojciec prowadzący przerwał, niestety, relację aktywisty. A ja właśnie chętnie bym się dowiedział, czy po takim ucięciu ptaszka facet rozpoczyna nowe życie na przykład.
I właśnie z nadzieją, że dowiemy się co dalej po ucięciu ptaszka, pojechaliśmy do tego Fromborka. Ale po zmierzchu aktywista nie zbierał już podpisów…

Autumn Suite

Jarek Śmietana “Autumn Suite”. Nie jest to typowy – jeśli wolno mi sądzić – Śmietana. Gra z orkiestrą smyczkową (dyryguje K. Dębski). Melizmaty arabskie, jakieś quasi ludowe zagrywki smyczków. Do tego jazzowe combo. Śmietana raz akustycznie, raz elektrycznie. Ta gitara wpada i wypada z solówkami trochę z przypadku. Podobnie jak skrzypce (N. Kennedy) czy klarnet. Jakoś to się rozłazi w rozmaite strony. I co to ma wspólnego z jesienią?:

Andrzej Duda wygra wybory!

Dlaczego? Bo we troje modliliśmy się o to w świętym miejscu, konkretnie w sanktuarium w Świętej Lipce koło Kętrzyna. Konkretnie – modliła się Dorota, pewien jezuita i ja. Bo ledwo weszliśmy rankiem do sanktuarium:

s1

a już nas przechwycił jezuita-staruszek. Pierwsi pielgrzymi tego dnia! Jak się dowiedział, że my z Poznania, to od razu mu się przypomniało, że w 1956 roku miał tam wycinany wyrostek i zapamiętał pewną śliczną pielęgniarkę ze szpitala im. Pawłowa (teraz, po dekomunizacji, szpital oczywiście nosi miano Przemienia Pańskiego). Nie spytaliśmy o szczegóły pielęgnacji okolic wyrostka przez śliczną pielęgniarkę, bo nie było czasu. Duchowny zaciągnął nas przed cudowny obraz:

s2

i zachęcił do odmówienia „Pod Twoją obronę”. My – bardzo chętnie. Przypomniałem sobie, że Staś Tarkowski przed burzą piaskową odmawiał tę modlitwę jako prośbę ostatniej nadziei. A po „Sub Tuum presidium” ojciec jezuita dodał, że modliliśmy się o wybór właściwego prezydenta oraz aby skończyło się wreszcie rozkradanie Polski. Nie pamiętam, aby mi ktoś cokolwiek w życiu ukradł (prócz Doroty, która ukradła mi właściwie całe życie), ale że Polskę rozkradli, to nie ma cienia wątpliwości.
Przemiły jezuita odprowadził nas do bramy:

s3

i zapytał, czy znamy jakieś języki. Ja, że nic porządnie, ale liznąłem. Konkretnie – jaki? Na przykład niemiecki. I tu jezuita wystąpił z niemieckim tekstem, że „należy uważać na swoje rzeczy i trzymać się grupy” (Die Sachen, się Gruppe und so weiter). Bo on to mówi codziennie wycieczkom. Czy znamy angielski? I tu wystąpiły słowa: „belongings” i „group”. Rosyjski? Wystąpiły słowa „wieszczi” i „wmiestie”. I wtedy ja – jak idiota – wypaliłem, że mówię też w języku esperanto. I tu dopiero się naciąłem, bo jezuita wyjechał od razu, że on też mówi w tym „internacia lingvo”. Więc ja do niego „Cu Vi vere interparolas esperante, cu? A on na to w tym języku, że proszę uważać na rzeczy i proszę trzymać się grupy.
Czy ktoś pamięta taki stary film „Psy” (1992)? „- Przecież jakąś policję polityczną muszą mieć, czy jak się ta kurwa będzie nazywała. Co?! Jezuitów zatrudnią?!”
Tak! Zatrudnić jezuitów. A już na pewno tego ze Świętej Lipki!

W Gietrzwałdzie sanktuarium prowadzone przez kanoników regularnych.:

s4

Ja też jestem kanonikiem, tyle że nieregularnym. Raz jestem, raz nie jestem. Poza tym zażądałem w przykościelnym sklepiku kupna „Zestawu z Gietrzwałdu”. „- To dla chorych” –  poinformowała nas pani sprzedawczyni. A co komu do tego, że ja jestem chory, ale psychicznie? Chory jest chory.:

s5

A Dorota od razu, że ona się tu zapisze na kurs.:

s6

Bo ona też jest nieodkrytą perłą.  Za drobną opłatą oni ją chętnie o tym przekonają. A ona wróci i od progu zacytuje mi Ewangelię: „Nie rzucajcie pereł przed wieprze”.

Poza tym równie często co kościoły napotykaliśmy w trakcie naszej pielgrzymki sklepy handlujące płynami godnymi największej pogardy. Niektóre – o zgrozo! – zawierały w nazwie nawet  aluzje do Pisma Świętego.:

s7

Inne nadrabiały pomysłowością.:

s8

Sporadycznie obcowaliśmy też ze sztuką wysoką. Oto w Pasłęku, w okolicach historycznego zamku umieszczono rzeźbę pt. Pomnik zwieracza. Tabliczki nie było, bo pewno ktoś ukradł. A poza tym i tak każdy widzi…:

s9

Dzwonią dzisiaj z TVN-u, żeby się wypowiedział, bo dziś jest Dzień Kota. Ja na to, że nie rozumiem, dlaczego zgłaszają się akurat do mnie? Bo ja ewentualnie wyznaję się na filmie, a na zoologii nie znam się wcale.