Archiwum miesiąca: listopad 2013

Charles Bukowski raz jeszcze

Byłem bezradny. Czułem w pobliżu śmierć. Ale moje życie wcale nie przeleciało mi przed oczami. Tylko jakiś głos w mojej głowie powiedział: „Na prawym tylnym kole przydałaby się nowa opona…”

Siedziałem i wsłuchiwałem się w deszcz. Gdybym umarł, nikt nie uroniłby łzy. Nie żeby mi zależało na płaczu. Ale to aż dziwne, do jakiego stopnia można być samotnym. Cały świat jest pełen takich samotnych starych pierdołów jak ja. Siedzą i słuchają deszczu, zastanawiając się, gdzie się wszystko podziało. Człowiek wie, że jest stary, gdy zaczyna się zastanawiać, gdzie się wszystko podziało.

Wyciągnąłem z szuflady półlitrówkę. Najwyższa pora na drugie śniadanie.

Kopnąłem go w dupę i wyszedłem na Bulwar Zachodzącego Słońca.

Absynt absolutnie!

Dzwonią z portalu „Na temat” z pytaniem o Smarzowskiego w kontekście jego nowego filmu  „Pod mocnym aniołem” o polskim alkoholizmie (slogan reklamowy: „Urwie się wam film – w kinach”). I kwestia: czy Smarzowski w tych swoich filmach nie za bardzo przyczernia rzeczywistość. Czy to nie są paszkwile? Mówię, ze jak najbardziej przyczernia, ale taka jego uroda. Bo to nie Zanussi i nie rozważania w trybie: „atoli”, „zaiste”, jednakowoż”. Kazać mu cieniować niuanse? To już lepiej ciachnąć mu genitalia.

W poczcie oferta, o której się przebąkiwało, a która ciągle pozostawała w sferze SF. „21 listopada w ramach oferty księgarni internetowej Prószyński i S-ka pojawiła się nowa usługa Druk na Żądanie.  Dzięki tej usłudze Klienci mogą zamawiać tytuły, których nakład już dawno się wyczerpał, a o które bardzo często pytali, m. in. „Polskę Piastów” Pawła Jasienicy (…).  Oferta obejmuje zarówno literaturę piękną, jak i popularnonaukową,  i będzie poszerzana z miesiąca na miesiąc.  Klient, który zamówi Druk na Żądanie, otrzyma pełnowartościową książkę w miękkiej kolorowej okładce. Czas oczekiwania na realizację zamówienia to zaledwie 7 dni”.

Z lektur podróżnych.
Gazeta Krakowska” przypomina, że do łask wrócił absynt. Ogmie wzięcie miał na przełomie XIX i XX wieku. Zażywali go Picasso i Degas. Van Gogh też. I podobno wiele mu – w sensie malarskim zawdzięczali. Pisali o nim Baudelaire i Hemingway. Zielonawy, zawierała piołun, ałun i anyż. Pito go z lodowatą wodą. Podobno nieźle rył beret. Do 1915 zakazano go większości państw europejskich i USA. Jako, że przynosił skutki typu narkotycznego. Ten obecny jest mocny, ale nie zawiera już narkotycznych przymieszek. Dla artystów więc bez wartości, ale dla prostego człowieka…

Rocznice. W listopadzie 1923 roku utworzono w Krakowie dwie tanie kuchnie dla inteligencji. Wydawały dziennie po 1300 obiadów, w tym część darmowych. Ciekawe, czy dzisiaj tanie kuchnie dla inteligencji by się przyjęły?

Piekło na linii

http://www.youtube.com/watch?v=AIZywbJfeM0

 

Powala mnie, gdy kabareciarze nie wytrzymują i mimowolnie śmieją się z własnych numerów. Tym razem „Neo-nówka” i skecz o niebie. Na sprawach kościelnych to oni sobie używają! Tu (Niebo wpadka na scenie cz.2) pijany diabeł telefonuje do Pana Boga.

Pustelnicy z tablicy

Tym razem Kalwaria Zebrzydowska. W sieniach Bazyliki franciszkanów tablica upamiętniająca tamtejszych pustelników. Jak przez mgłę pamiętam z lat 80-tych takiego jednego, który omiatał kalwaryjskie kapliczki wiechciem ukręconym z gałęzi brzozowych. Mieszkał w odludnym domku, bez najmniejszych wygód. Teraz patrzę na fotografie obu pustelników i uświadamiam sobie, że ja ich widuję nawet po śmierci. Identyczni panowie podchodzą do mnie pod każdą „Biedronką” w Polsce. Tylko, że im nikt nie wmuruje tablicy pamiątkowej…

Czyściciel umysłu

Pisarz Amerykański Charles Bukowski pisał niemal tak kwieciście jak Raymond Chandler. Nieco próbek:

– Ma pan wolny pokój?
– Alfons?
– O nie, skądże znowu!
– Handlarz narkotyków?
– Nie, nie.
– Szkoda, potrzebuje kokainy.
– Sprzedaję Biblie, proszę pana.
– To obrzydliwe!
– Próbuję szerzyć Słowo Boże.
– Tylko nie próbuj pan szerzyć tego gówna tutaj!
– Jak pan chce.
– Chyba powiedziałem jasno, kurwa, że nie chcę!
– Tak, tak. Chcę tylko wynająć pokój.

Zachowujesz się tak, jak byś miał szczęśliwe dzieciństwo.

Żyje się raz, no nie? Chyba, ze jest się Łazarzem. Biedy skurwiel musiał zdychać dwa razy.

Zacząłem liczyć durni, którzy mnie mijali. W ciągu dwu i pół minuty naliczyłem pięćdziesięciu, po czym skręciłem do najbliższego baru.

Sięgnąłem do kieszeni, wyjąłem ćwiartkę dżinu, pociągnąłem mały łyk. To zawsze pomaga oczyścić umysł ze śmieci.

Blinky zmarł. Wyglądał tak, jak by chciał się wypróżnić.

Moje miejsca prywatne

Dziennikarz pisma „Chit. Chrystus i Ty” pyta biblistę ks. Wojciecha Węgrzyniaka, czy warto czytać Pismo św. metodą chybił-trafił. „- Jeżeli otworzę Biblię na chybił trafił na zdanie >>Judasz poszedł i powiesił się<<, a potem wyciągnę wniosek, że dziś nie powinienem wychodzić z domu, bo spotka mnie coś złego, no to mamy lekkie przegięcie”.

Wpadłem do Biblioteki Raczyńskich na warsztaty pisania powieści kryminalnych. Głównie dla licealistów. Akurat ćwiczą scenę, gdy PRL-owski śledczy przesłuchuje domniemanego mordercę, cwaniaczka z półświatka. Akcja toczy się na komisariacie. Licealiści opisują: pewny siebie cwaniaczek rozwala się w krześle i wykłada nogi na biurko śledczego, po czym lekceważąco odpowiada na pytania. Prowadzący warsztaty jest bardzo taktowny i przeżywa chwilę zażenowania. Bo jak tu wytłumaczyć autorom, którzy nie mają jeszcze dwudziestu lat, że scena z cwaniaczkiem wywalającym kopyta na biurko milicyjnego śledczego jest – jak by to powiedzieć – lekko naciągana…?

W telewizji program o odchudzaniu. Występuje pani, która zrzuciła rekordowe 60 kg, ale nie jest szczęśliwa. Nie może bowiem uprawiać seksu. Tłumaczy: „Tłuszcz zniknął, ale pozostały ogromne fałdy skóry, które teraz mi zwisają i zasłaniają moje miejsca prywatne”.