Archiwum miesiąca: listopad 2013

Kielce on my mind…

Ja to jestem polonista za 5 złotych. Wczoraj napisałem: „zwisający z góry mikrofon”. Pewnie – mógł przecież zwisać z dołu.

Zaniepokojona stacja Eskarock pyta, co to będzie, bo podobno Żmijewski wynosi się z serialu o księdzu Mateuszu.
Ja dwa słowa. Ma te swoje kapłańskie obowiązki, ale bez przesady. Głównie liturgia, a i to nieczęsto. Katechezy (upierdliwe!) prawie wcale. Brewiarz? Nigdy! Głownie jeździ na rowerze (kto w Polsce widział księdza w sutannie i na rowerze? Poza tym żyje w normalnej, wielopokoleniowej rodzinie. Jest gderliwa żona (umownie: gospodyni), jest babcia, jest synek. Zwykłe domowe kłopoty. I co tydzień drobna zagadka kryminalna. On przy tym taktowny, uprzejmy, zadbany (nawet łysinka na czubku głowy się w oczy nie rzuca). Ksiądz-mąż-ojciec-ideał. Jak można wierzący naród pozbawiać tak świetlanej postaci?
Nawiasem: tych parę uliczek starego Sandomierza, które w serialu pokazują w kółko, ma się tak do całokształtu tego miasta, jak Capri do Katowic. No i Sandomierz to miasto pobożnych kapłanów, a jednocześnie stolica polskiej zbrodni. W sumie: sami swoi.

Łódź, sklepik na rogu. Oferta last minute.

W głównym kościele Kielc epitafium ku czci „Wojciecha Bartoszewskiego, Inspektora Domu Kary i Poprawy”. I tak ma być! A nie w kółko: rycerze, bojownicy, poeci, prałaci. Mogliby pójść krok dalej i wmurować tam serce Inspektora. A nie tylko: Chopin, Piłsudski, Kaczyński…

Proszę, niby skromny optyk z Kielc, a stać go, by jego usługi reklamował sam Beatles z wadą wzroku.

Papieże na popiersiach i pomnikach dzielą się na podobnych, niepodobnych (przed bazyliką w Kalwarii Zebrzydowskiej stoi żenujący konus) i tego sprzed kościoła w Żarnowcu.

Okresowa zbieranina:

  • Nie ma niewinnych. Są tylko źle przesłuchani.
  • Jej fryzura rozlała się jak brylantyna na poduszce Elvisa.
  • Idźta przez zboże. We wsi Moskal stoi. (O. Lipińska)
  • Gdy odwalę kitę, to będzie gites. (Jaromir Nohawica)
  • Jeśli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie.
  • Elegancka kobieta idąc z wizytą zostawia zmartwienia w domu. (Jan Kamyczek)
  • Gdy człowiek rozumny zacznie mówić jakieś zdanie, nie domyślamy się, jak skończy. Gdy zacznie głupi – wiemy na pewno. (A. Słonimski)

 

Brydż

http://www.youtube.com/watch?v=emRN4wDsBg8

 

Towar ekstra: premiera w Nowy Rok 1971.

Rzecz kręci się wokół machlojek w przedsiębiorstwie, za co idzie się siedzieć na 15 lat. Czyli znacząca przerwa w karierze.

Brydżyk w mieszkaniu docenta. Mieszkanko skromne – mało powiedziane. Dziś w squotach mieszkają wygodniej. Docent miał się powiesić na karniszu, ale jaki docent (ustabilizowany, stosunkowo majętny) się wiesza?

Dmochowski, Pietruski, Radwan, Rachwalska…

Dramatyczne pytanie oficera śledczego: „Dlaczego nie skończyli trzeciego robra?”

Klient kupuje zapałki u szatniarza i zaraz potrząsa paczką, czy grzechocze. Przecież mógł mu wcisnąć pustą…

Zbrodniarz uderza ofiarę złożoną w rulon gazetą. Stary kawał. „-Czym oskarżony uderzył ofiarę? – Gazetą. – A co w niej było? – Nie czytałem…”

Bez przerwy: „Wracaj natychmiast z powrotem!”

Dozorca kamienicy – jak należy – w waciaku.

Brydż, reż. Henryk Drygalski, 1971

W Krakowie na Brackiej pada…

Znowu niewdzięczny los rzucił w Polskę.
Łódź, sobota, dochodzi 10.00. Przed gigantycznym centrum handlowym „Manufaktura” tłum młodych kobiet wysiada z tramwajów i śpieszy w kierunku zabudowań. Przyłapuję się, że gdzieś już to widziałem. Ależ tak! „Ziemia obiecana” Wajdy zaczyna się od sceny, kiedy to o bladym świcie nad Łodzią wyją syreny i tłumy robotników znikają w bramach manufaktur. W sumie – niewiele się zmieniło od czasów Reymonta.

Ojców. „Maczuga Herkulesa” upodabnia się coraz bardziej. Ostatnio zakazano przyprowadzania tam wycieczek szkolnych.

W Krakowie pada. I zaraz kłótnia: kto winien, że parasole zostały w hotelu (w Kielcach!). Ale oto nagle parasol odnajduje się w Muzeum Narodowym (Tadeusz Kantor, Amballage V, 1967).


Wreszcie na krakowskim Rynku – ja. Jak zwykle rozdarty między potrzebami ciała i ducha.

Alicja prowadzi śledztwo

http://www.youtube.com/watch?v=DvyT_38Gvpk

 

Komedia kryminalna. Komedia charakterów i aktorów charakterystycznych. Kwiatkowska, Gołas, Śmiałowski (ginie w siódmej minucie, zmartwychwstaje w 40-tej), Kowalska, Dziewoński (inspektor)…

Kwiatkowska jako trzpiotowata telefonistka w paryskiej kancelarii adwokackiej. Mecenasa mordują, zwłoki znikają. Śledztwo prowadzi inspektor, jej kolega z lat dziecięcych. Kwiatkowska nazywa go zdrobniale „Duduś”.

Urocze. Kamera co chwila gubi ostrość. Czasem łapie zwisający z góry mikrofon.

Ciągle kwestia drzwi, które są niepotrzebnie zamknięte lub otwarte, co przesądza o całej intrydze.

Alicja prowadzi śledztwo, reż. Edward Dziewoński, 1970