Yuval Noah Harari, Nexus:
Cytaty, cd:
Tak jak konieczność interpretowania świętych ksiąg żydowskich zwiększała władzę rabinatu, tak konieczność interpretacji świętych ksiąg chrześcijańskich potęgowała władzę Kościoła.
Daną wypowiedź Jezusa czy określony list św. Pawła można było rozumieć na rozmaite sposoby i to instytucja decydowała, które odczytanie jest właściwe.
Instytucja ta zinterpretowała słowa Jezusa w taki sposób, który pozwolił jej stać się najbogatszym właścicielem ziemskim w Europie, podjąć brutalne krucjaty oraz ustanowić morderczą inkwizycję.
Kościół usiłował zamknąć społeczeństwo w czymś na kształt bańki informacyjnej, zezwalając na rozpowszechnianie tylko tych ksiąg, które go popierały…
… a ludzie ufali Kościołowi dlatego, że popierały go niemal wszystkie księgi.
Średniowieczni Europejczycy byli zamknięci w tej bańce informacyjnej, a ich codzienne czynności, myśli i emocje były kształtowane przez teksty o tekstach o tekstach.
Ale słowo Boże nigdy samo się nie interpretowało i z tego powodu nie tylko luteranie i kalwini, ale też liczne inne sekty protestanckie ostatecznie ustanowiły własne instytucje kościelne, którym nadały władzę interpretowania tekstu i prześladowania heretyków.
Ci, którzy łączą druk z nauką, zakładają, że sam akt tworzenia i rozpowszechniania większej ilości informacji nieuchronnie przywodzi ludzi do prawdy. Okazuje się wszakże, że druk umożliwił szybkie rozpowszechnianie nie tylko faktów naukowych, ale też fantazji religijnych, fake newsów i teorii spiskowych.
Młot na czarownice stał się jednym z największych bestsellerów Europy – trafiał w najgłębiej zakorzenione ludzkie lęki, jak również podsycał chorobliwe zaciekawienie opowieściami o orgiach, kanibalizmie, mordach na dzieciach i satanistycznych spiskach.
Jeśli oskarżeni przyznawali się do czarów, zasądzano wobec nich karę śmierci, a ich majątek dzielono pomiędzy oskarżyciela, kata i inkwizytorów.
Polowania na czarownice obrazują ciemną stronę tworzenia infosfery. Podobnie jak w wypadku rabinicznych interpretacji Talmudu i scholastycznych omówień pism chrześcijańskich polowania na czarownice były napędzane przez sukcesywnie postępujący zalew informacji, które zamiast przedstawiać rzeczywistość, tworzyły nową rzeczywistość.
Zawodowi tropiciele czarownic oferowali swoje usługi władzom centralnym i miejskim, czerpiąc z tego krociowe zyski.
W miarę jak biurokracja powołana do zwalczania czarów generowała coraz większe ilości informacji, coraz trudniej było uznawać wszystkie te wiadomości za czyste zmyślenie. Czy to możliwe, że w tym wielkim morzu informacji o czarach nie ma ani źdźbła prawdy? A co ze wszystkimi książkami napisanymi przez kościelnych uczonych? A co z protokołami rozpraw prowadzonych przez cieszących się autorytetem sędziów? A co z dziesiątkami tysięcy udokumentowanych zeznań? Ta nowa intersubiektywna rzeczywistość była tak sugestywna, że nawet część oskarżonych o czary uwierzyła, że należy do szatańskiego spisku o światowym zasięgu. Skoro wszyscy tak mówią, to istotnie coś w tym musi być.
Aby prawda mogła wziąć górę, konieczne jest tworzenie instytucji zajmujących się selekcją informacji, które będą na tyle silne, by przechylić szalę na korzyść faktów.
Takie osobistości jak Mikołaj Kopernik, Robert Boyle, Tycho Brahe i René Descartes nie piastowały żadnych stanowisk akademickich. Podobnie jak Spinoza, Leibniz, Locke, Berkeley, Wolter, Diderot czy Rousseau.
Kościół na ogół przekonywał, że warto mu ufać, ponieważ jest w posiadaniu prawdy absolutnej pod postacią nieomylnej świętej księgi. Dla odmiany instytucja naukowa zdobywała autorytet dzięki skutecznym mechanizmom samonaprawy, które ujawniały i korygowały jej własne błędy.
Projekt naukowy zaczyna się od odrzucenia rojeń o nieomylności i budowy sieci informacyjnej, w której błąd jest nieunikniony. Jasne, tyle mówi się o geniuszu Kopernika, Darwina i Einsteina, ale żaden z nich nie jest uważany za kogoś nieomylnego.
Nauka to wysiłek zbiorowy, oparty na współpracy instytucjonalnej, a nie na pojedynczych naukowcach albo na jednej nieomylnej książce.
… instytucje naukowe różnią się od instytucji religijnych tym, że premiują sceptycyzm i nowatorstwo, a nie konformizm.
Znakiem rozpoznawczym nauki jest nie tylko sceptycyzm, ale także samosceptycyzm, a w łonie każdej instytucji naukowej znajdziemy silny mechanizm samonaprawy.
Święta księga ze swej istoty ma być nieomylna. Mechanizm samonaprawy zakłada możliwość błędu.
Kościół katolicki jest instytucją o relatywnie słabych mechanizmach samokorekty. Ponieważ głosi swoją nieomylność, nie może przyznawać się do błędów instytucjonalnych. Czasami jest skłonny przyznać, że niektórzy jego członkowie zbłądzili bądź zgrzeszyli, lecz sama instytucja rzekomo jest niezmiennie doskonała.
Przeprosił „za przemoc, jaką niektórzy z nich stosowali w służbie prawdy”. Użyte wtedy sformułowania sugerowały, że owa przemoc była winą „niektórych” błądzących jednostek, które nie rozumiały prawdy głoszonej przez Kościół. Papież nie dopuszczał możliwości, że być może owe jednostki doskonale rozumiały, czego nauczał Kościół, i że nauki te po prostu nie były prawdą.
Fakty są wszakże takie, że to nie kilku nieposłusznych księży zainicjowało wyprawy krzyżowe, narzuciło prawa dyskryminujące Żydów i kobiety, czy też zorganizowało systematyczne unicestwianie rdzennych religii na całym świecie. Pisma wielu szanowanych ojców Kościoła oraz oficjalne dekrety wielu papieży, kościelnych synodów i soborów pełne są wypowiedzi dyskredytujących „pogańskie” i „heretyckie” religie, wzywających do ich niszczenia, dyskryminujących ich wyznawców i sankcjonujących stosowanie przemocy w dziele nawracania na chrześcijaństwo.
Podstawową regułą rewizji nauczania Kościoła jest to, że nigdy nie przyznajesz się do rewizji nauczania Kościoła.
Nigdy nie słyszeliśmy, aby któryś papież ogłosił światu, że „Nasi eksperci odkryli w Biblii poważny błąd. Niebawem opublikujemy wydanie poprawione”. Zamiast tego pytani o bardziej miłosierną postawę Kościoła wobec Żydów i kobiet, papieże dają do zrozumienia, że Kościół od zawsze t e g o w ł a ś n i e naucza, ale niektórzy duchowni niewłaściwie rozumieli jego przesłanie.
Do najjaśniejszych momentów w annałach nauki należą właśnie te, w których obalony zostaje powszechnie przyjęty pogląd i rodzą się nowe teorie.
Rewizje takich eksperymentów jak badania nad kiłą w Tuskegee, a także przedsięwzięć rządowych, od polityki „białej Australii” po Holokaust, wielokrotnie i szeroko pokazywały, jak błędne teorie biologiczne, antropologiczne i historyczne rozwijane w czołowych instytucjach naukowych były wykorzystywane do uzasadniania i ułatwiania dyskryminacji, imperializmu, a nawet ludobójstwa. Winy za te zbrodnie i błędy nie zrzuca się na garstkę błądzących uczonych.
Zostajesz rabinem, imamem lub księdzem, kiedy deklarujesz lojalność wobec doktryny, a jeśli nie będziesz krytykować swoich poprzedników ani występować z radykalnymi nowymi poglądami, możesz też piąć się na kolejne szczeble hierarchii duchownej i zostać papieżem, naczelnym rabinem lub wielkim ajatollahem.
Nikt nie otrzymuje Nagrody Nobla za powtarzanie dokładnie tego, co powiedzieli już inni uczeni, i występowanie przeciwko każdej nowej teorii naukowej.
