Will Storr, Nadprzyrodzone:
Cytaty:
… istnieją cztery główne rodzaje duchów. Są nawiedzenia odtworzeniowe – odgłosy stąpania po schodach albo damy w bieli w jeziorach, bez końca robiące to samo. Są zjawy kryzysowe – widma ukochanych osób ukazujące się tajemniczo w chwili ich śmierci. Następnie są duchy mające jakiś cel, wracające po to, żeby zająć się sprawą, której nie dokończyły za życia. A na końcu są polty. – Polty? – Poltergeisty. Wydają się skupione na ludziach.
Jaki jest sens życia, jeśli ono po prostu się kończy? Dlaczego przyroda miałaby sobie robić coś takiego?
Życie po śmierci – koncepcja nieba i piekła – znajduje się w samym sercu chrześcijaństwa. Strach przed potępieniem i pragnienie raju to dwuzaworowy silnik napędzający
wiernych na całym świecie. I ujmując rzecz najprościej, życie po śmierci albo jest, albo go nie ma. Być może przyjęcie jednej z możliwych odpowiedzi na pytanie o to, czy życie po śmierci istnieje, będzie najważniejszą decyzją, jaką kiedykolwiek podejmę. Bo jeśli niebo jest prawdziwe i wstęp do niego zależy od tego, jak przeżywasz swoje życie – które w rezultacie staje się jednym długim moralnym torem przeszkód – to powinienem zacząć trenować.
Stephen oznajmia mi, że wszyscy mają zdolności parapsychiczne, i zdumiewa go, kiedy ludzie zachowują się tak, jakby korzystanie z nich świadczyło o ich wyjątkowości.
Może życie pozagrobowe nie jest rajem, w który wierzą księża, ani idealnym snem racjonalistów. Może po śmierci nadal tu pozostajemy, a sama śmierć jest powolna, przyziemna i nie ma końca. Może dusze tu utykają i po wieki czają się w swoich pokojach.
Wiemy, że tlenek żelaza albo dwutlenek chromu mogą rejestrować informacje. Wykorzystujemy ten proces na co dzień w takich przedmiotach jak kasety wideo i magnetofonowe. Żelazo jest wszechobecne w przyrodzie. Jeśli zostanie odpowiednio namagnetyzowane, przechowuje informacje. Czyli istnieje spore prawdopodobieństwo, że duchy to tylko powtórzone informacje zmagazynowane w naturalnym żelazie. To jakby przewinąć kasetę do początku i po prostu puścić ją jeszcze raz.
Najpierw dowiaduję się o zjawach kryzysowych. To jedno z najczęściej doświadczanych zjawisk związanych z duchami – a przy tym najsmutniejsze. Obejmuje ujrzenie czyjegoś ducha w chwili jego śmierci. Zazwyczaj duchy te ukazują się osobom, które kochały za życia. To ostatnie pożegnanie i często towarzyszy mu pokrzepiające zapewnienie, że śmierć nie jest pozbawionym znaczenia, smutnym finałem życia.
Jako że technika się rozwija i powstaje coraz więcej urządzeń elektronicznych, duchy zmarłych odkrywają nowe sposoby komunikowania się z żywymi. W 1985 roku z zaskoczonym Niemcem Klausem Schrieberem skontaktowały się za pośrednictwem telewizora dwie jego zmarłe żony. Głosy rozbrzmiewały też w komputerach, radiach, telefonach i na nagraniach wideo. Słyszano nawet o drukarkach komputerowych, które spontanicznie wypluwały wiadomości od zmarłych.
W duchy wierzył zarówno Abraham Lincoln, jak i Jezus. Król Żydów poświęca w Biblii sporo czasu na egzorcyzmowanie opętanych ludzi – prawdopodobnie będących obiektem działania poltergeistów. W Księdze Hioba jest nawet taki cytat: „[…] tchnienie mi twarz owionęło, włosy się na mnie zjeżyły”.
Wkrótce odkrywam, że cały świat jest nawiedzony. W starożytnym Egipcie wysokiego kapłana boga Amona odwiedzał co noc denerwujący duch byłego skarbnika faraona Rehotepa. Kroniki z czasów rzymskich wspominają o zmagającym się z tym samym problemem filozofie Atenodorze, który tanio kupił dom, by poniewczasie odkryć, że powodem korzystnej ceny jest zamieszkiwanie go przez jakiegoś zmarłego.
W Chinach Chu His, przyjaciel Konfucjusza, napisał w V wieku przed naszą erą: „Jeśli człowiek zostanie zabity, nim dopełni się jego życie, jego duch witalny nie jest jeszcze wyczerpany i może przetrwać jako zjawa”. Tybetańskie buddyjskie rytuały pogrzebowe obejmują coś w rodzaju pośmiertnych zakazów zbliżania się, uniemożliwiających zmarłym nawiedzanie kogokolwiek, a niektóre plemiona południowoafrykańskie układają ciernie na stopach zmarłych, aby ich dusze nie mogły powstać i dopuszczać się szelmostw w pionie.
Rozmyślam o naturze istot ludzkich, bo odkąd zacząłem myśleć o duchach, nabrałem przekonania, że nie jestem swoim ciałem. Ja jestem software’em, a moje ciało jest hardware’em. Jeśli mam wierzyć w duchy, nie może być inaczej. Skoro bowiem duchy są martwymi ludźmi, to właśnie „ja” – ten umysł, ten software – wymyka się śmierci. I tylko ciało, pojazd z krwi i kości, przestaje działać. Jeśli zjawy istnieją, wszyscy mamy w sobie zjawę. To świadomość, duch, dusza albo umysł. Ale czy rzeczywiście tak jest?
