Tygodnik Powszechny Wydanie Specjalne. Moc czytania:
Cytaty:
Ponoć król Ptolemeusz I rozesłał listy do władców każdego z państw świata, prosząc ich o nadesłanie wszystkich dzieł, które wyszły spod ręki ówczesnych pisarzy: poetów, filozofów, retorów, chiromantów, lekarzy, architektów… Monarcha zatrudnił liczną grupę uczonych, których zadaniem było przygotowanie projektu biblioteki. To właśnie oni obliczyli, że potrzeba 500 tysięcy zwojów, by zgromadzić w Aleksandrii całą wiedzę, jaką dysponuje ludzkość. Czytelnik miał być podróżnikiem, który pozostając w jednym miejscu, w przestronnym lektorium, przemierza wszystkie intelektualne ścieżki wytyczone przez myślicieli.
Ptolemeusz pokładał w lekturze bezgraniczną nadzieję i to jemu zawdzięczamy jedno z najwspanialszych uzasadnień pisania i czytania. Na jakiejś stronie zapisanej cudzą ręką znajduje się odpowiedź na pytanie, które od dawna nas nurtuje.
Istnieje autyzm lektury: świat jest zbyt dotkliwy, zbyt niedobry, zbyt przerażający, by można się w nim odnaleźć. Trzeba w zamian pozostać jak najdłużej w tym innym, wyobrażonym uniwersum, które całkiem poddane jest naszej woli. Nikt nie może nam powiedzieć, jak mamy czytać, choć tak wiele osób mówi nam, jak mamy żyć.
Czytanie nie może zastąpić nam życia duchowego, nie może także zastąpić nam świata.
w tym samym eseju „O czytaniu”, Proust powiada, że to, co dla autora jest wnioskiem, dla nas jest jedynie wprowadzeniem do dalszej pracy. „Bardzo trafnie czujemy, że nasza mądrość zaczyna się tam, gdzie kończy się mądrość autora, my zaś chcielibyśmy otrzymać odpowiedzi na nurtujące nas pytania, podczas gdy on może nas tylko obdarować pragnieniami”.
ORHAN PAMUK: Czytanie i pisanie nigdy się nie kończą. Nasze umysły składają się z tekstów, a zatem nasz stosunek do świata polega na nieustającej lekturze. Patrzeć znaczy tyle, co czytać.
Jednak wbrew przekonaniu, że tylko idioci nigdy nie zmieniają miejsca zamieszkania, większość ludzi na świecie naprawdę trwa w jednym miejscu. Według danych UNESCO większość ludzi deklaruje, że mieszka w „domu” (który różnie można rozumieć: jako konkretny budynek, miasto, kraj etc.).
Obecność Hitchcocka w jego filmach była rodzajem autorskiej sygnatury: oto ja, Hitchcock, jestem twórcą tej opowieści. Dla odmiany Borges wprowadzał swojego awatara po to, by podkreślić, że jego historie są fikcyjne.
Czytanie i pisanie nigdy się nie kończą. Nasze umysły składają się z tekstów, a zatem nasz stosunek do świata polega na nieustającej lekturze. Patrzeć znaczy tyle, co czytać. Mitologie i ideologie to wielkie opowieści stale obecne w naszych głowach – żyjemy w ich rytmie. Pasjonaci literatury tym różnią się od innych, że poruszają się nieustannie wśród większej liczby tekstów.
Dzięki lekturze możemy oswoić to, co nieznane, znaleźć metaforyczny dach nad głową i odpocząć podczas uciążliwej podróży przez ciemny las rzeczywistości.
Na tym właśnie polega praca lektury. Trzymając w dłoniach książkę, przebiegając wzrokiem po kolejnych zdaniach, przeglądając się w zwierciadle opowieści, próbujemy odkryć swą tożsamość, uczynić własnym nadane nam przez innych imię. Ten wysiłek nigdy się nie kończy. Jak mówił Julio Cortázar, czytanie i pisanie przypominają wędrówkę kameleona po pstrokatym dywanie.
Tak mogłaby brzmieć jedna z wielu definicji lektury: ćwiczenie pamięci za pomocą opowieści.
Z czasem uświadomiłem sobie, że mieszkają w nas również inni ludzie. Niczego nie tworzymy sami. Wszystko zawdzięczamy innym. Nawet samotność jest darem, który otrzymaliśmy od innych. W głowie nosimy ślady lektur i rozmów. Nawet największy samotnik jest powiązany z resztą ludzkości. Izolacja to tylko odmienny sposób życia z innymi ludźmi.
Często opowieści, eposy, całe to bogactwo słowa mówionego uważa się za pośledniejszą gałąź literatury. Ale to właśnie bajka towarzyszy ludzkości od jej początków aż po dziś dzień. Mimo że są to przecież tylko ulotne słowa. Bajki korzystały z różnych środków przekazu, dostosowywały się do zachodzących zmian. Nie zabiło ich pojawienie się pisma ani wynalazek druku. Bajki przetrwały nawet kino. Internet też im nie zaszkodzi. Bajka to podstawowa literatura, najważniejsza dla człowieka. Zawsze będziemy jej potrzebować.
Zastanawiam się czasem, jak ludzie, którzy nie piszą, komponują czy malują, radzą sobie z szaleństwem, melancholią i strachem, nieodłącznie związanymi z ludzkim istnieniem”.
Uzasadniać czytania kryminałów nie trzeba, tak jak nie trzeba uzasadniać czytania czegokolwiek.
Kilka dekad temu zastanawiano się, dlaczego w Polsce nie może powstać literatura środka i dlaczego pisarze albo są nastawieni na pisanie sześciusetstronicowych arcydzieł monologiem wewnętrznym, albo są kompletnymi kretynami tworzącymi powieści milicyjne.
Agatha Christie, jeżeli idzie o sposób myślenia o człowieku, jest pisarką wiktoriańską. Wszystkie komplikacje psychologii XX-wiecznej pojawiają się u niej w wersji lekko karykaturalnej. W wielu powieściach z wyraźną ironią traktuje psychoanalizę.
… w gruncie rzeczy jedynym wynalazkiem Conana Doyle’a jest ten nieszczęsny debil doktor Watson.
Zgubny nałóg myślenia, czytania, analizowania, wątpienia, krytykowania, szukania, niespieszenia się z osądem – nie daje się tak łatwo wykorzenić. Odrażający dla normalnych, pozytywnych i niewątpiących ludzi zaduch zgnilizny staje się dla takiego nałogowca zapachem normalnym, a nawet – miłym.
Po prostu wiem, że jestem w otoczeniu książek. Lubię wiedzieć, że są w pobliżu.
Książki należą dla mnie do kategorii „być”, a nie wyłącznie „mieć”. Mój dom jest tam, gdzie moja biblioteka.
W Krakowie początkowo mieszkałeś u Turowiczów, co oznaczało również życie wśród ich książek. Mieli potężny księgozbiór, pod którym uginała się podłoga i który nie mieścił się w mieszkaniu. Od pewnego momentu nie można było podejść do regałów, bo stosy książek i gazet zalegały na podłodze. Żeby wypatrzeć potrzebny tom, Turowicz używał lornetki. Czasem pożyczał jakąś książkę ode mnie. Wiedział, że ją ma, ale nie był w stanie jej znaleźć. Tam panowała kultura „fotela i lampy”, jak to kiedyś określił bp Henryk Hoser. Kultura bezinteresownego zatopienia się w lekturze.
