Paweł Sołtys, Monolok

Paweł Sołtys, Monolok:

Monolok

Cytaty:

Albo najsłynniejszy pana Antoniego imiennik – Antoni Cierplikowski, Antoine, największy z polskich fryzjerów. Ten, którego prawa ręka, ta, którą czesał, leży w Paryżu na Cmentarzu Passy. Powinien się zresztą ten cmentarz nazywać raczej Bessy, ale to tylko moje zdanie o życiu grobowym. A on sam, bez prawej ręki, leży w rodzinnym Sieradzu.

Ale jak człowiek zbierze już trochę lat, trochę się poobija o kanty świata, to rozumie dobrze, że najpiękniejsza postać całej tej serii to jest Kuraś. Cholera, być może najpiękniejsza postać w całym powojennym polskim kinie. Może jeszcze Fijewski w Pętli, ale to dla koneserów. A tu nie. To jest zrobione i dla profesora, i dla mnie, fryzjera, który lubi poczytać, i dla pani Władzi, co ma warzywniak na Mycielskiego dziewczyny lubi, dla umęczonej ojczyzny faszystów granatami napieprza. Ale jak człowiek zbierze już trochę lat, trochę się poobija o kanty świata, to rozumie dobrze, że najpiękniejsza postać całej tej serii to jest Kuraś. Cholera, być może najpiękniejsza postać w całym powojennym polskim kinie. Może jeszcze Fijewski w Pętli, ale to dla koneserów. A tu nie. To jest zrobione i dla profesora, i dla mnie, fryzjera, który lubi poczytać, i dla pani Władzi, co ma warzywniak na Mycielskiego.

… wychodzi na to, że dwie najpiękniejsze postaci męskie zagrał
w polskim kinie nie Olbrychski, nie Holoubek, nie Łomnicki, tylko ten trochę śmieszny, pękaty Kaczor z twarzą nie do Hamleta i nie do króla Leara urodzony.

… jak czytałem, to tak, żeby z każdej litery maksimum farby drukarskiej wyczytać …

… rozmowy, w których często zapadało milczenie, bo na przedmieściach zawsze są sprawy, o których się milczy i nad którymi lepiej uważnie popatrzeć sobie w oczy.

Ale i na Syfona przychodziła jesienią piątkowa przedmiejska godzina, taka, jakby ktoś ją przeżył już raz, a potem zwinął w kulkę i cisnął za siebie, a kto inny ją znalazł, rozprostował i dał do przeżycia na nowo wszystkim w okolicy. Ta przedwieczorna piątkowa godzina, w której mężczyźni na wszystkich przedmieściach świata czują się samotni, aż niemal niewyraźni, więc idą do knajpy, choćby to było kilka skleconych byle jak ławek i parę butelek między nimi, żeby poczuć swoje dłonie, żołądki i łydki, żeby się przejrzeć w samotności innych mężczyzn. Więc szedł i Syfon do tych facetów, od których czuł się pewnie lepszy i pewnie mądrzejszy, ale tylko w ich oczach mógł się naprawdę dojrzeć.

– Ja do powstania to byłem grzeczny, spokojny chłopak, harcerz, pierwszą wódkę na Woli wypiłem, jak pół mojego plutonu na karabin maszynowy się nadziało, gdzie go ni cholery nie powinno być.

… cała zastawa, jeszcze z Kresów, sprzed wojny, wylądowała na ścianie, a krzyk przechodzący w pisk niósł się po całej ulicy tak, że szczury padały na serce w piwnicach.

Wypij pan za mnie. Za moją pamięć. I za pamięć tych, których
ja pamiętałem. Za dziewczyny i chłopaków, co to już pamiętają nas z drugiej strony. Za pamięć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *