Paul Ham, Dusza. Historia ludzkiego umysłu:
Cytaty:
W 632 roku, po śmierci Mahometa, rozpoczął pracę zespół redakcyjny mający zebrać, zredagować i opublikować komplet jego objawień. W związku z tym procesem rozgorzał spór o dokładny rodowód proroka oraz w wielu innych kwestiach, co doprowadziło do głębokiego podziału, a ostatecznie do wyodrębnienia się dwóch konkurencyjnych odłamów islamu, sunnitów i szyitów, pozostających w konflikcie do dzisiaj.
… uczniowie Proroka notowali jego najwcześniejsze wypowiedzi na tym, co akurat mieli pod ręką – na liściach, kościach, kawałkach skóry lub drewna, skorupach naczyń, kamieniach, zapisanych już
na skrawkach importowanego papirusu. Ich notatki zebrano i opublikowano jako Koran. Pierwsze wydanie w języku arabskim ukazało się około roku 650, pierwszy przekład na język włoski – w roku 1547, na język niemiecki – w roku 1616, a na język angielski – w 173452. Pozwolił on Arabom spełnić potrzebę posiadania własnego tekstu religijnego, zbioru wersetów wyrażających słowo i wolę Allaha, Pana wszechświata i boga islamu.
Sposób, w jaki recytowało się Koran i go słuchało, był zatem równie istotny jak sama treść.
Muzułmanie wchłaniali Koran w stanie przypominającym trans lub omdlenie.
Gwarancję zbawienia mieli jedynie przestrzegający przez całe życie „Pięciu Filarów islamu”, którymi są: wyznanie wiary (szahada), odmawianie modlitwy pięć razy dziennie, dawanie jałmużny, regularny post i pielgrzymka do Mekki (hadżdż) ze stanowiącą część jej rytuału prośbą o wybaczenie za grzechy własne i świata.
Nagrodą za lata życia poświęcone wierze, dobroczynności, modlitwie, pielgrzymowaniu oraz wstrzemięźliwości seksualnej i alkoholowej były zdroje musującego wina, wykwintne potrawy, pokój bez końca i dostatek wiecznie młodych dziewic (ewentualnie „małżonek czystych”104, w zależności od tego, który przekład wybierzemy). Należy wyraźnie podkreślić, że Koran nie wskazuje, by miało ich być siedemdziesiąt dwie.
Mahomet dokonał niemal cudownej fuzji swojego ludu, podporządkowując go Allahowi, co wydaje się tym bardziej nieprawdopodobnym dokonaniem, jeśli przypomnimy sobie, że w przeciwieństwie do Mojżesza i Chrystusa chętnie przyznawał się do tego, iż nie był cudotwórcą. Był zwykłym człowiekiem.
O ile Żydzi, przestrzegając przymierza, okazywali posłuszeństwo bogu, który ingerował w ich życie, a chrześcijanie czcili osobistego boga miłości, o tyle muzułmanie swojemu bogu okazywali cześć na odległość. Nikt nie śmiał wchodzić w „osobistą” relację z Allahem, ponieważ to on był najwyższą prawdą, budził respekt, pokorę i strach, który nie pozwalał podnieść oczu ku takiej wzniosłej osobie.
„Zmagania” podejmowane dla dobra islamu: tak właśnie często tłumaczy się wyraz „dżihad”.
W praktyce dżihad oznaczał zatem prowadzenie świętej wojny przeciwko niewiernym w imię Allaha i po to, by zatriumfował islam.
Według słów Mahometa dżihad był jednym z trzech „najlepszych uczynków”, które muzułmanin mógł spełnić w swoim doczesnym życiu (inne to zawierzenie duszy Allahowi i odbycie pielgrzymki do Mekki).
Święta wojna była obietnicą bogatej nagrody. Allah miał wynagrodzić poświęcenie wojownika: łupem, jeśli przeżyje, albo miejscem w raju należnym męczennikowi, jeśli polegnie w bitwie.
W ciągu nieco ponad stulecia wyznawcy Allaha podbili i zajęli większe terytorium niż tysiąc lat wcześniej Aleksander Macedoński, większe nawet niż w swoim szczytowym okresie posiadało Cesarstwo Rzymskie.
Utrata Świętego Miasta była dla chrześcijańskiego świata ciosem w samo serce i cztery wieki później natchnęła go do dokonania zemsty, jaką były wyprawy krzyżowe.
Koraniczny nakaz zabijania bałwochwalców, którzy odmówili uznania wyższości islamu, nie ograniczał się do żadnego konkretnego regionu, lecz miał zastosowanie do całej ziemi: oddanie Arabów sprawie Mahometa i Allaha stało się zarzewiem i siłą napędową ich ataku na świat niemuzułmański. Łupy wojenne nie były dla nich celem samym w sobie, lecz należnymi trofeami dżihadu. Wypowiedzenie świętej wojny światu wynikało z pobudek religijnych.
… według jakiego schematu przebiegał muzułmański podbój: atak, zniszczenie wszelkiego oporu, zagarnięcie łupów i nawrócenie niewiernych na islam lub ich opodatkowanie, kiedy nie chcieli zmienić wiary.
W umysłach arabskich żołnierzy, z których wielu walczyło świadomie o zbawienie swojej duszy, Allach i Koran zajmowali najważniejsze miejsce. Żarliwość religijna miała także niemały udział w sukcesie Karola Młota. Choć zdarzało mu się profanować ziemie Kościoła i jako bezlitosny watażka zasłużył na swój przydomek, to zwycięstwem pod Poitiers zyskał sławę obrońcy chrześcijańskiego świata przed zalewem herezji.
W 750 roku wiara w islam była już siłą napędową wydarzeń, które kształtowały historię Afryki Północnej i Europy. Większość znanego świata znalazła się pod kontrolą Arabów i ich państw wasalnych.
Bizantyńczycy mieli diament, jakim był Konstantynopol, olśniewające miasto na styku Wschodu i Zachodu, a jednocześnie strategiczny bastion chrześcijaństwa, który do późnego średniowiecza hamował inwazję islamu.
Nie można wyobrazić sobie arabskich podbojów bez religijnej siły Koranu.
Tymczasem zachodnią część świata chrześcijańskiego spowił głęboki duch ciasnoty umysłowej. Pod naporem epoki islamu Kościół chrześcijański wycofał się w mroki Północy, głęboko podzielony, zajęty sobą i drugoplanowy, ledwo rozpoznawalny jako niegdysiejsza tętniąca życiem religia Jezusa Chrystusa.
Tym, co napawało największym lękiem różnorodne odłamy istniejące w obrębie chrześcijańskiego świata, nie było jednak zagrożenie egzystencjalne w postaci islamu, lecz zaciekłe spory na tle szczegółowych aspektów doktryny chrześcijaństwa. Prawdziwymi wrogami Chrystusa, jak powszechnie uważano, nie byli pogańscy Arabowie, ale Żydzi i chrześcijańscy sekciarze – głównie znienawidzeni chalcedończycy i monofizyci z Cesarstwa Bizantyńskiego.
Te pokojowe nordyckie społeczności – jeśli w ogóle można uznać, że istniały – utrzymywały się z niczym niesprowokowanej przemocy, którą parali się za morzem ich mężowie, ojcowie i bracia. Wikingowie działali w sposób wyjątkowo barbarzyński, ponieważ siłą napędową ich poczynań była teologia, która z góry zakładała zagładę ziemi.
W 830 roku ludzie Północy lądowali już w Brytanii i Europie kontynentalnej całymi tysiącami. Ich flotylle wdzierały się w głąb lądu nurtami Tamizy, Loary, Sekwany, Dunaju i Renu. Lądem wikingowie docierali aż na słowiańskie stepy i do początkowych odcinków Jedwabnego Szlaku.
… wojna była w przypadku ludzi Północy stanem ducha, wiarą, aktem rytualnym i oczywiście źródłem utrzymania. Krótko mówiąc, była ich „stylem życia”.
Rzezie, jakich dopuszczali się wikingowie w czasie swoich najazdów – nie oszczędzając osób starszych, bezbronnych, kobiet ani dzieci – skalą i dzikością przerosły wszelkie konflikty toczone dotychczas w Europie.
Nordyckie wyobrażenie końca świata obejmowało unicestwienie wszystkich istot żywych, bez nadziei na odkupienie czy zbawienie. Zagłada czekała nawet bogów: kataklizm miał zmieść cały, liczący 66 bóstw panteon, na czele z jednookim Odynem, Thorem młotodzierżcą, psotnym Lokim i potężnymi boginiami Frigg, Freją i Hel.
Po bitwie pole walki przeczesywały stwory o kobiecej postaci zwane walkiriami, które odprowadzały dusze poległych wojowników do Walhalli. Zwykli śmiertelnicy, zakładnicy krosien losu, nie byli w stanie powstrzymać marszu ku zagładzie. Wikingowie
W jednym momencie człowiek uważał się za istotę ludzką obdarzoną duszą, posiadającą rodzinę i funkcję społeczną, a w następnym stawał się po prostu własnością wikingów. Niewolników, którzy chorowali lub się zestarzeli, uśmiercano jak zniedołężniałe psy.
… szept, który ostatnimi czasy przeobraził się w krzyk boleści: Jerozolima, miejsce pochodzenia tych relikwii i parafia Jezusa, była wciąż w rękach muzułmańskich, ci straszni Saraceni splądrowali ojczyznę Chrystusa!75 Obydwaj dostojnicy Kościoła zgodnie przyznali, że to hańba dla całego chrześcijańskiego świata oraz że Ziemię Świętą należy przywrócić Panu.
Średniowieczni papieże tworzyli krwiożercze towarzystwo. Wielu z nich wojowało mieczem i odeń ginęło – z ogólnej liczby 32 zwierzchników Kościoła, których pontyfikaty przypadały na lata 882–1003 (od Marynusa I do Sylwestra II, z wyłączeniem nieprawnie obranego Leona VIII), jedna czwarta zmarła nagłą, nienaturalną śmiercią: Jan VIII, Stefan VI, Leon V, Jan X, Jan XII, Benedykt VI i Jan XIV. Z tych ostatnich trzech uduszono. Jana VIII wrogowie otruli, a następnie dobili młotem; Jan X został uduszony poduszką.
Papieże tej epoki zgodnie obiecywali życie wieczne tym, którzy polegną w walce z Saracenami.
W latach 1049–1217 papieże Leon IX, Grzegorz VII, Urban II i Innocenty III doprowadzili do transformacji wiary chrześcijańskiej – z niegdyś biernej religii solidaryzującej się z pokojowymi ideałami Pana w instytucję zorganizowanej przemocy.
Propagowali ideę zbrojnej pielgrzymki żołnierzy maszerujących w imię Chrystusa, krucjaty, która przywróci dawne granice chrześcijańskiego świata. Co istotne, w uznaniu zwierzchników Kościoła ich działania miały aprobatę Bożą i uzasadnienie w Piśmie Świętym.
… krzyżowcy pozostawili za sobą szlak śmierci i zniszczenia, jakie świat rzadko oglądał.
Krzyżowcy spadli na Żydów z Nadrenii i miast nad Dunajem z wściekłością, która nie znała miłosierdzia. Przed złaknionym pogańskiej krwi wojskiem krzyżowym nie byli w stanie ich bronić miejscowi biskupi katoliccy.
Podsycanie nienawiści było stałą taktyką papiestwa w ciągu całej epoki wypraw krzyżowych.
Trudno o przykład poważniejszego czy bardziej haniebnego strzału do własnej bramki. W 2001 roku papież Jan Paweł II oficjalnie przeprosił ofiary IV krucjaty.
Aspektem, który wyróżniał krucjaty na tle innych konfliktów w historii człowieka, było przekonanie chrześcijan, że walczą o zbawienie swoich dusz. Szli wojować z myślą, że to święta wojna toczona na rozkaz Boga i jego syna. Nie wspomina o tym Pismo Święte, którego tekst poddawano manipulacjom lub wręcz przerabiano, żeby dostarczyć uzasadnienia dla brutalnych doktryn Kościoła. Nie miało to nic z ducha Chrystusa Zbawiciela. Na całe stulecia Kościół katolicki de facto zepchnął Jezusowe przesłanie pokory na plan dalszy, skupiając się na pomnażaniu majątku i władzy. Już wkrótce zwykli chrześcijanie mieli sobie uświadomić, jak daleko odszedł on od nauczania Chrystusa.
Między rokiem 1454 a rokiem 1455 w niemieckiej Moguncji wydrukowano – na papierze – Biblię. Była to pierwsza książka wydana przy zastosowaniu ruchomej czcionki na nowej maszynie drukarskiej wynalazku Jana (Johannesa) Gutenberga.
Kościół przyznał sobie niemal nieograniczone możliwości zniszczenia każdego, kto by choć szemrał przeciwko papiestwu.
W 1391 roku fala antyżydowskich kazań doprowadziła do rzezi blisko jednej trzeciej populacji iberyjskich Żydów i do przymusowego ochrzczenia podobnej liczby. Tak samo jak morysków (moriscos), czyli byłych muzułmanów, tych „nowych chrześcijan”, nazywanych maranami (marranos) lub conversos, traktowano z podejrzliwością i brutalnie robiono z nich kozły ofiarne.
Do kluczowych kwestii teologicznych dzielących grecki Wschód i łaciński Zachód w dalszym ciągu należało to, czy chleb wykorzystywany do konsekracji powinien być kwaszony czy niekwaszony, a także łacińska doktryna czyśćca (odrzucana przez prawosławie) i supremacja papieska (nieuznawana przez prawosławie).
Odkurzono i ponownie wypromowano starożytną koncepcję czyśćca – „miejsca oczyszczenia dla nie całkiem doskonałych dusz mających widoki na awans i trafienie ostatecznie przed boskie oblicze” – a ponadto opracowano system płatnej certyfikacji, czyli odpustów, które miały skrócić okres pobytu w czyśćcu i „przyspieszyć moment przyjęcia do szczęśliwości”.
W VI wieku w Irlandii powstawały penitencjały, czyli poradniki dla spowiedników, promujące ideę żalu za grzechy jako sposobu na oczyszczenie duszy. Zawierały długie wykazy grzechów i wskazówki dotyczące odpowiedniego wymiaru pokuty za ich odpuszczenie.
Na pewnym etapie panowało przekonanie, że zmawiając piętnaście razy Ojcze nasz i piętnaście razy Zdrowaś Maryjo, można odjąć sobie 5475 lat czyśćca.
Nastąpiła zatem monetyzacja zbawienia: przejście do nieba miało cenę. Im więcej zapłaciło się w tym życiu, tym krócej cierpiało się w następnym.
Rzym zdefiniował „odpust” jako „darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy”. Mógł on być „cząstkowy albo zupełny”, to znaczy uwalniał od kary w części albo w całości i udzielano go „żywym lub zmarłym”.
Handel odpustami smarował machinę korupcji wyzyskującą ludzki lęk przed zaświatami. Europę pokryła ogromna sieć sprzedawców oferujących listy odpustowe gwarantujące zmniejszenie należnej liczby lat w czyśćcu.
Im większy przychód przynosiła sprzedaż odpustów, tym bardziej Kościół katolicki uzależniał się od środków z tego źródła. Rzym wykorzystywał je na pokrycie ogromnych kosztów budowy i utrzymania katedr oraz na opłacanie duchowieństwa. Budowa rzymskiej Bazyliki Świętego Piotra (1505–1615) kosztowała łącznie 46 800 052 dukatów – większość tej kwoty pokryła największa akcja sprzedaży odpustów w historii Kościoła, dzięki której, jak można przypuszczać, niezliczona rzesza ludzi skróciła sobie mękę ognia czyśćcowego.
Na początku XVI wieku Rzym był już tak uzależniony od sprzedaży odpustów, że nie reagował na zżerającą ten system demoralizację. Kolejni papieże i kardynałowie nie zrobili nic, by powstrzymać potwora, którego stworzyli.
