Paul Ham, Dusza. Historia ludzkiego umysłu:
Cytaty:
W wieku około trzydziestu lat Jezus – podobnie jak większość proroków przed nim i po nim – zrelacjonował wiele swoich wizji i halucynacji słuchowych czy może zwykłych snów. Odczytał je jako wezwanie od Boga do tego, by poprowadził ruch odrodzenia duchowego, odnowy wiary w Pana.
To, w jaki sposób Jezus zdołał natchnąć tak liczne rzesze wiarą i miłością, zdumiewa i nurtuje ludzkość od dwóch tysiącleci.
Jan określił wyraźną linię podziału: po jednej stronie znaleźli się ludzie godni oczyszczenia, po drugiej faryzeusze i saduceusze, przedstawiciele wpływowych odłamów judaizmu, których uważał za hipokrytów. Nie przebierał przy tym w słowach. Kiedy przyszła doń gromadka rabinów, by otrzymać chrzest, warknął na nich:
Starożytni Żydzi traktowali chorobę jako karę bożą za grzechy, podobnie jak uleczenie od choroby uznawano za boży przywilej. Powierzanie własnego zdrowia lekarzom było afrontem wobec Jahwe …
Przyszedł, by uleczyć duchową chorobę świata, odkupić dusze ludzkości. Przyszedł, jak sam mówił, głosić miłość Boga, którego królestwo jest w nas wszystkich. Nauczał, że troszczyć winniśmy się jedynie o nasze życie wewnętrzne i zbawienie naszych dusz, nie zaś o politykę, władzę czy zyski materialne.
Jeśli o jakimś kazaniu bądź przemówieniu można powiedzieć, że zmieniły świat na zawsze, to o kazaniu Jezusa na Górze Błogosławieństw. Od chwili gdy otworzył usta, ludzie słyszeli z nich rzeczy, których dotąd w najśmielszych snach nie uznaliby za możliwe. Kazanie na górze przepowiada bowiem nowy porządek świata. Na piedestale Bożej łaski stawia ludzi wprowadzających pokój. Odrzuca powszechny wówczas pogląd, że biedni, słabi, chorzy i cierpiący niesprawiedliwość w jakimś sensie sami ponoszą winę za swój los – że jest on, tak jak przyjaciele przekonywali Hioba, karą Bożą za grzechy.
Święty Jan Chryzostom wygłosił osiem mów przeciwko Żydom, w których potępia Judasza jako zdrajcę. O synagodze pisał, że jest „miejscem prostytucji, […] przytułkiem demonów, twierdzą diabłów”, „norą Żydów”, miejscem, „gdzie zbierają się mordercy Chrystusa”, oraz że „ich i synagogę, należy nienawidzić”. To słowa kanonizowanego arcybiskupa Konstantynopola z IV wieku.
Dla biegu historii mniej istotne jest to, czy życiorys Jezusa jest prawdziwy czy nie, a bardziej to, że ludzie gotowi są wierzyć w to, że naprawdę żył, że czynił cuda, że „umarł za nasze grzechy”. Niezliczone miliony chrześcijan próbowały bez powodzenia naśladować przykład człowieka nazwanego przez nich Synem Bożym.
Skoro nawet Piotr, pierwszy papież i święta „opoka” chrześcijaństwa, ze strachu nie stanął przy Jezusie w potrzebie, to czy można oczekiwać od zwykłych chrześcijan, że zdołają dochować wierności słowu i duchowi swojego zbawiciela? Większość nie dała rady: wyłącznie dzięki swojej wierze byli w stanie żyć z tą porażką i wyłącznie ich wiara obiecywała im Boże wybaczenie.
Bóg Jana był współczującym, kochającym bogiem w odróżnieniu od gniewnego i zazdrosnego Boga Mojżesza i skorumpowanych bogów Greków i Rzymian.
Jezus należał do największych mącicieli świata. Nie było łatwej drogi do królestwa niebieskiego.
To, czy Jezus naprawdę wstał z martwych i chodził po świecie, czy też jego ciało zostało wykradzione bądź nastąpiło inne zdarzenie, którym można by tłumaczyć jego pusty grób, jest nieistotne wobec faktu, że wcześni chrześcijanie uwierzyli w zmartwychwstanie i że ta wiara przetrwała już ponad dwa tysiące lat.
… według badania opinii publicznej z 2010 roku 58 procent Amerykanów należących do wspólnot ewangelikalnych było zdania, że Chrystus powróci przed rokiem 2050.
