Paul Ham, Dusza. Historia ludzkiego umysłu:
Cytaty:
Bóg słońca o imieniu Re lub Ra (są to zwykłe wyrazy egipskie oznaczające słońce i dzień) był najstarszym i najwyższym władcą egipskiego panteonu i to jemu wszechświat zawdzięczał codzienne przywracanie boskiej równowagi.
W korowodzie bogów, których gwiazda to jaśniała, to bladła, zależnie od humoru faraona – raz cieszyli się oni chwałą na dworze, innym razem popadali w zapomnienie – jeden zasługuje na szczególną uwagę: Horus, syn Ozyrysa, opiekun monarchów, uzdrowiciel, obrońca i bóg nieba. W Tekstach Piramid czytamy opowieść o „oku Horusa”, czczonym przez Egipcjan jako najwyższy przykład synowskiej miłości.
Wydaje się, że starożytni Egipcjanie nie odczuwali osobistej winy za swoje nieprawości. Nie zadręczali siebie ani innych z powodu popełnianych grzechów. Ich umysły były najwyraźniej rozkosznie wolne od wszelkich tych wyrzutów sumienia, którymi później umartwiali się Żydzi, chrześcijanie i muzułmanie. Po prostu było im głupio, kiedy popełnili jakiś błąd, i postanawiali, że następnym razem sprawią się lepiej.
Egipskie elity kochały życie i nienawidziły śmierci. Jak zauważa egiptolog Jan Assmann, „w pewnym sensie budowanie grobowców było z ich strony przeciwdziałaniem jej”. Dlatego właśnie stworzyły one krainę życia wiecznego, obfitującą w przyjemności i uświetnioną szansą na życie wśród bogów.
Jak głosi legenda, jedno z takich plemion zbuntowało się przeciwko egipskiej opresji, kierując się wiarą w typie tej, którą Echnaton przez cały okres swego panowania starał się narzucić: w miłość i autorytet jedynego bóstwa. W umysłowości Izraelitów ten strzelisty bóg interwencjonista nosił imię Jahwe.
Podczas wędrówki z uczniami przez ten niebezpieczny świat Konfucjusz uwielbiał spotykać się ze zwykłymi ludźmi. Czerpał naukę z ich opowieści, często były one apokryficzne, lecz obrazowe.
W ciągu stuleci grób Konfucjusza odwiedzały korowody cesarzy i dostojników, by okazać zmarłemu szacunek, opłakując go, składając mu ofiary czy padając przed nim na twarz. Niewielu jednak uczciło go tak, jak on by sobie tego życzył: biorąc do serca jego nauki.
Każdy członek społeczeństwa jest częścią współzależnej hierarchii relacji w kręgu rodziny i znajomych, we własnym narodzie i państwie. Według Edwarda Slingerlanda Konfucjusz myślał o człowieku nie w kontekście istotowego „bycia” (human being), lecz „stawania się” (human becoming)24 – stawania się lepszą osobą, wzorem życzliwości, szczerym i sumiennym obywatelem.
Obok szczerości filarami myśli konfucjańskiej były dobre imię, honor i sumienność. „Nie smućcie się tym, że nikt was nie zna” – mówił Konfucjusz swoim adeptom. „Troszczcie się o to, byście byli godni tego, by was znano”.
Konfucjusza, pierwszego humanisty, człowieka, który poświęcił życie na zgłębianie ziemskiej mądrości, ludzkiej cnoty i szczerości. Być może jego największym osiągnięciem było pokazanie, że wiara w możliwość cnotliwego życia człowieka nie potrzebuje otoczki tajemniczości i cudów, żeby pozyskać i utrzymać wyznawców.
Wzorowy dżentelmen żył w harmonii z samym sobą i ze światem, gorliwie stosując się do doktryny środka i złotej reguły. Podobnie jak wersja Arystotelesowska, doktryna środka Konfucjusza zaleca we wszystkim umiar: „Nadrzędną zasadą jest to, że w niczym nie należy przesadzać”55. Wymagało to stałej „samoobserwacji” oraz stałego „samodoskonalenia”, które, o ile były
skuteczne, prowadziły do stanu doskonałej równowagi, niezaprzątanej przez „przyjemność, złość, smutek czy zabawę”57. Jak pamiętamy, w swojej złotej regule Konfucjusz zalecał zwolennikom: „Nie czyń innym tego, czego sam nie chcesz, by tobie czyniono”.
Fraza yin-yang po raz pierwszy pojawia się w Księdze pieśni (zbiorze powstałym pomiędzy XI a VII wiekiem p.n.e.) jako określenie komplementarnych, nieantagonistycznych przeciwieństw w świecie natury, takich jak deszcz i osuszające wilgoć słońce, cień i światło73. Yin odpowiadało żeńskim cechom miękkości, gibkości, uległości, ziemskości. Yang odpowiadało męskim cechom twardości, dominacji, siły i niebiańskości. Yin i yang współistniały.
„Odkrycie” dao (tao) tradycyjnie przypisuje się chińskiemu filozofowi Laozi (Lao-cy, ur. ok. 571 p.n.e.). Jeżeli jednak przyjmiemy do wiadomości obiektywne istnienie tej nieskończonej, niepodzielnej „siły życiowej”, to bliższe prawdy wydaje się stwierdzenie, że to dao „odkryło” Laozi. Dao jest „drogą” lub „ścieżką” do zrozumienia natury, przepływu energii wszechświata i istoty wszechrzeczy.
Podobnie jak Budda, Konfucjusz, Mojżesz, Jezus Chrystus i Mahomet, byli oni prorokami swoich czasów, dla swoich wyznawców zaś – prorokami wszech czasów.
