László Krasznahorkai, A świat trwa

László Krasznahorkai, A świat trwa:

large_krasznohorkai_okladka_nobel

Muszę przyznać, że poległem w starciu z Noblistą. Nie umiem się wpasować w konwencję, dalsza lektura nie ma sensu.

Cytaty:

… nagle musiałem się przyznać, że nie będę umiał z dnia na dzień nauczyć się nowego języka, że wraz z innymi ludźmi jestem nadmiernie zniewolony przez stary język, nie pozostaje mi zatem nic innego, pomyślałem, jak porzucić nadzieję, że zrozumiem, co tu się dzieje, siedziałem więc zatroskany i wyglądałem na dół przez okno, a tam waliły się i waliły dwie Wielkie Wieże, siedziałem i wyglądałem na zewnątrz, zacząłem starymi słowami opisywać to, co widzę, wraz z innymi, w tym obecnym świecie, zacząłem opisywać, co czuję, niczego nie rozumiejąc …

… sam stwierdzę, co następuje: upierać się, że istnieje książka, która wie i nam powie, nam i tylko nam, wyłuszczy, co się rozpęta po przybyciu takiego wielorybiego wielkoluda, jest hucpą albo nikczemną głupotą, a zatem, oczywiście, kłamstwem, bo co się wtedy rozpęta, tego nikt nie wie i nie powie nam tego żadna książka, gdyż wieloryb jest tu tylko przykrywką, która to wszystko przed nami zasłania.

… ten smutek narodził się wraz ze mną, może pewnego popołudnia, kiedy zbyt szybko zrobiło się ciemno i fakt ten zaskoczył mnie samotnie tkwiącego przed oknem, albo stało się to jeszcze w łóżeczku z kratką, nie wiem, kiedy zostawili mnie samego po południu, gdy szybko zapadł zmrok, w końcu bez znaczenia, kiedy to dostrzegłem i zacząłem ssać miód o śmiercionośnym smaku, pewnego dnia po prostu sobie to uświadomiłem i od tamtej chwili to tu, to tam …

.. raz wtedy, a raz kiedy indziej oblepiał mnie smutek, może najlepiej pamiętam to z lat sześćdziesiątych albo siedemdziesiątych na Placu Kossutha, za niebieską blachą falistą.

… ten smutek położył się cieniem na całym moim życiu i tak jest do dziś, niepohamowana potrzeba, by dostrzec istotę świata, ukrytą i znikającą za gęstą mgłą smutku.

… kiedy człowiek bez najmniejszego powodu zaczyna się nad sobą użalać. Nikt nie robi mu krzywdy, ma się dobrze, cicho sobie siedzi, sam w wyludnionym po deszczu parku albo w miłym pokoju, gdzieś za granicą, o świcie albo o zmierzchu, i nagle ni z tego, ni z owego zaczyna się nad sobą użalać, ten niepohamowany żal aż go zżera, bo wtedy, choć niczego nie rozumie, uświadamia sobie, że niczego nie ma.

Taka strefa z zakazem wstępu, jak na przykład nasza przy Zoologischer Garten, nie tylko mówi, że przypadek, który powołał ją do życia, ze swojej natury jest nieunikniony, lecz daje wyraźny dowód na to, że reguły rządzące światem ludzi, nawet te najprostsze, są niezrozumiałe i wątpliwe.

… czuję, że już najwyższy czas, aby na moment się zatrzymać i przypomnieć moją prośbę dotyczącą zamkniętych drzwi tej wspaniałej skądinąd sali, najwyraźniej umknęła bowiem waszej uwadze. Jeśli ten piękny barokowy zegar ponad waszymi głowami dokładnie wskazuje czas, mniej więcej od piętnastu minut stoję na katedrze i te piętnaście minut – dla mnie, który całe życie przeżył w strachu, że ktoś go gdzieś zamknie, albo w strachu, że nie może sam się zamknąć – jest jak wieczność.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *