Krystyna Czerni, Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego

Krystyna Czerni, Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego:

nietoperz_w_swiatyni_biografia_jerzego_nowosielskiego_b_iext208684360

Cytaty:

Na ‌miano ‌biografa trzeba sobie ‌zapracować, biograf ‌pełni w pewnym sensie rolę ‌„służebną”, ‌jego głównym celem jest ‌dokumentacja: ‌zgromadzenie i uporządkowanie jak największej ‌liczby ‌faktów z życia opisywanej ‌postaci. Obcowanie ‌z prawdziwą Wielkością, ‌będąc nierzadko dopuszczonym ‌do jej prywatności i sekretów, ‌jest ‌niewątpliwie przywilejem, z czasem ‌może ‌nawet stać się rodzajem ‌szlachetnej ‌obsesji. ‌Może dlatego biografowie ‌nie chcą się zatrzymać, ‌nie ‌mogą się pożegnać ze ‌swym ‌bohaterem.

Ten najwybitniejszy może polski malarz współczesny to dla Polski postać „emblematyczna”, jego dzieje skupiają jak w soczewce najważniejsze rozterki i dramaty mieszkańców tego zakątka Europy XX wieku.

„Kocham ten kraj i boleję nad tym, że jest on ukształtowany jednostronnie przez potrydencką mentalność rzymskokatolicką. A to jest kalectwo kultury tego narodu”.

Gdy charakter narodowy Amerykanów opiera się na tradycji pierwszych osadników, ukraińskim „pionierem i kowbojem” jest dumny Kozak broniący stepów przed tatarskim zagrożeniem. Dla Polski więc Ukraina to czarna legenda dzikich „rezunów” i wiecznej rebelii, dla Rusinów – „szlachetny duch kozaczyzny i piętno ducha swobody”, które przywoływano na pierwszym zjeździe Narodowego Ruchu Ukrainy w 1989 roku.

Słynne Gente Ruthenus, natione Polonus – maksyma zasymilowanych Rusinów, którą lubił powtarzać prezydent Zyblikiewicz, pochodziła z czasów I RP. Ta tak chętnie przyjęta przez społeczeństwo polskie formuła brzmiała w istocie mocno protekcjonalnie, podobnie jak żydowskie: Judea nati, Poloniae educati.

Ci beskidzcy górale, potomkowie wołoskich osadników, są – obok Bojków i Hucułów – jedną z ukraińskich grup etnicznych zamieszkujących Karpaty, stąd inna ich nazwa: Karpatorusini. Kto wie, czy najtrafniejszą nazwą nie jest określenie z Pogórza Dynowskiego: Zamieszańcy. Łemkowie – zajmujący niegdyś tereny Beskidu Niskiego i Sądeckiego, od Szczawnicy po Komańczę – sami mają kłopoty z tożsamością, są bardzo podzieleni.

„Oddzieleni górami Łemkowie – pisze Iwan Majcyk – wytworzyli swoisty sposób życia, którego głównymi właściwościami są: pracowitość, umiłowanie gór, dążenie do wolności i ogromna fascynacja pieśnią i tańcem. (…) Pieśń była dla Łemka integralną częścią jego życia. Folklor Łemków ma najściślejszy związek z wszystkim tym, czym żył ten niezwykle muzykalny lud na rodzinnej ziemi swoich przodków. »Bo tutejsze góry same śpiewają« – mawiają wieśniacy. Przez wieki odrzechowianie szlifowali swoje pieśni-diamenty, przez wieki walczyli o zachowanie rodzinnej mowy. Ich pieśni są ściśle związane z górskim życiem, przyrodą, stanowią rodzaj dopełnienia, wykończenia tych przepięknych i harmonijnych górskich krajobrazów”.

„Kto ma w głowie olej – ten idzie na kolej” Słowa te miał wypowiedzieć cesarz Franciszek Józef, odbywający podróż inspekcyjną po Galicji i Lodomerii we wrześniu 1880 roku.

Jako grupa zawodowa kolejarze są świetnie zorganizowani, mają rozbudowane prawa socjalne i pracownicze. Wysokie pensje, płatne z góry w XVI grupach uposażenia, gwarantują pewną i przyzwoitą sytuację ekonomiczną. Wielkim osiągnięciem jest fundusz emerytalny i rozbudowany system opieki zdrowotnej, który przetrwa aż do PRL-u. Szpitale, domy wczasowe i sanatoria „kolejowe” stają się oznaką wysokiego poziomu i marki. Lekarzem kolejowym jest sam Tadeusz Boy-Żeleński, organizujący opiekę nad pierwszymi koloniami kolejarskich dzieci.

W dzieciństwie Nowosielski będzie chciał zostać maszynistą i już na zawsze polubi spacery wzdłuż kolejowych szyn, a zielone, dziecinne lokomotywy jadące przez jego płótna będą jednymi z najpiękniejszych obrazów.

Nowosielski nie jest jedynym malarzem wśród kolejarskich synów. Na kolei pracowali ojcowie Weissa, Lebensteina, Kujawskiego, Borowczyka, Giorgia de Chirico – i widać to w ich obrazach. Koleje, statki, samoloty, wszystkie wehikuły przestrzeni od zawsze karmiły artystyczną wyobraźnię. Fascynację pociągami zdradzali Wróblewski, Brzozowski, nawet Witkacy, który z pasją fotografował lokomotywy. Pociągi i dworce – symbol tęsknoty, pożegnań i podróży w nieznane, ale także bezdomności, wykorzenienia.

A poza tym było to miasto pogranicza, sąsiadujące przez planty Dietlowskie z najczystszym Orientem. Bo jak człowiek przeszedł planty Dietlowskie, znajdował się w największym ośrodku judaistycznym na świecie. I człowiek traktował to jako coś najbardziej naturalnego na świecie, co musi być, co było, zanim on zaistniał, i będzie zawsze. Okazało się, że to nieprawda. (…) Dzisiaj ludzie sobie przecież nie wyobrażają, czym była dzielnica żydowska w okresie międzywojennym. To była inna kultura, inny świat, jakieś inne fluidy. I to, że tak nagle! Przeszła pani jedną jezdnię, klomb, drugą jezdnię – i pani nagle jest gdzie indziej. To było przeżycie! Ta egzotyka, która była w zasięgu ręki. Tym dziwniejsza, tym bardziej zdumiewająca. Ludzie powojenni nawet tego sobie wyobrazić nie mogą”.

Kto raz zobaczył prawdziwy pejzaż Ukrainy: bajeczną, nieskończoną przestrzeń stepu, wioski zaczepione na zboczach, niezwykłe, szkliste światło i bliskość pochmurnego nieba – ten na zawsze zachowa je w pamięci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *