Krystyna Czerni, Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego:
Cytaty:
W latach 60. całymi miesiącami dom funkcjonuje jeszcze bez zakłóceń. Z biegiem lat ulubionych knajp będzie coraz więcej, a Profesor na coraz dłużej będzie znikał z domu.
Stosunek do zwierząt pozostanie niezwykle istotnym składnikiem światopoglądu artysty. Nowosielski jest w tym najbliższy tradycji buddyjskiej, odczuwa poczucie wspólnoty z całym żyjącym światem i zauważa, że chrześcijaństwo zupełnie zagubiło tajemnicę cierpienia zwierząt – jeden z kluczy do zrozumienia tajemnicy zła. Ubolewa, że wygasło poczucie grzechu i krzywdy w stosunku do zwierząt, traktowanych wyłącznie jako przedmiot użytkowy, źródło produkcji mięsa. Załamuje ręce nad okrutną, akceptowaną przez Kościół tradycją corridy – „sadystycznego, diabelskiego widowiska”.
Ona jednak całe życie walczyła z alkoholizmem Jurka, który czasem przybierał groźne formy. Uważała, że nie można narażać dziecka na takie sytuacje. Bardzo długo zresztą to nie był dla nich problem – przez lata prowadzili bogate, intensywne życie. Dopiero na starość widać było, że to jakiś dramat.
Klasyczna ikona nie zna pojęcia kopii, w prawosławiu proces malowania przyrównuje się do rodzenia: ikona rodzi ikonę – stąd obrazy Nowosielskiego mają wielu zaskakujących przodków. Malarz ceni szczególnie tradycje pogranicza, ikony jakby „skażone” w swym kanonie: ormiańskie, rumuńskie, łemkowskie – ludowe i prowincjonalne. Inspiracje sięgają jednak szerzej: wczesnośredniowieczna miniatura, sztuka Egiptu i islamu, afrykańska rzeźba, prymitywne ryty naskalne. Ale także sztuka XX wieku. Ikona Nowosielskiego to ikona malowana po kubizmie i surrealizmie, Malewiczu i de Chirico, po sztuce Paula Klee i Matisse’a, który najlepsze swoje obrazy malował dla rosyjskich kolekcjonerów.
Przyzwyczajeni do teatralnej estetyki kontrreformacji, barokowego rozszczebiotania, przepychu i złoceń – z trudem poddajemy się milczeniu.
Przy malowaniu świątyń pracują niemal wszyscy, chociaż zdecydowana większość traktuje to jako ambitną chałturę. Nawet najwybitniejsi nie zawsze potrafią się nagiąć do potrzeb liturgicznych – co wymaga przestrzennej wyobraźni i pokory. Istnieją chlubne wyjątki: Brzozowski, Mucha, Taranczewski – ich polichromie z pewnością są nieszablonowe. Zwykle jednak decydują nie artystyczne walory, ale korzystny cennik, parafialny gust i towarzyskie układy. W rezultacie polskie świątynie zalewa fala tandetnego, religijnego kiczu. W tych warunkach pojawienie się Nowosielskiego jest fenomenem.
Prawosławie traktuje ikonę jako wizję teologiczną – na poziomie Słowa Objawionego.
Stąd wszelka dowolność jest niedopuszczalna. Sam talent jest niewystarczający, Ortodoksja nie toleruje indywidualnego „natchnienia” i fantazji malarza. Tylko wierność kanonom – wypracowanym przez stulecia, w oparciu o Tradycję i nauczanie Kościoła – gwarantuje uczestnictwo wizerunku w świętości i chwale jego prawzoru.
„Genialność Nowosielskiego polegała na tym, że jemu to samo wychodziło – potwierdza Michał Bogucki. – Ręka sama mu malowała i tam nie było jednej fałszywej plamy czy kropki! Tak, jakby po prostu Duch Święty poprzez jego duszę realizował swoje plany. Nigdy nie poprawiał swoich obrazów ani polichromii. Widziałem, jak malował z pomocnikami, i o ile oni się męczyli – to on absolutnie się nie męczył, jakby mu to przychodziło łatwo.
Nowosielski stał się malarzem modnym, jego prace są przedmiotem pożądania nowobogackich kolekcjonerów. Dobrze go mieć na ścianie – ale odbierany jest zazwyczaj powierzchownie. Cały podskórny, mroczny nurt, cała głębia i dramatyzm tego malarstwa pozostają nieodczytane.
Na regularne leczenie czy wszycie esperalu artysta się po prostu nie godzi. „Zosia mnie czasem prosiła o interwencję – przyznaje Tadeusz Różewicz – nie dawała już rady. Miałem tu taki list od niej, ale go zniszczyłem. Chodziło o to, że on musi iść na odwyk, a nie chce, i ona mnie prosiła po prostu, żebym przyjechał i go przekonał.
Ascetyczna, wysmakowana kolorystycznie sztuka Nowosielskiego budzi zachwyt muzyków i poetów. Jego obrazy wielokrotnie będą porównywane do utworów muzycznych lub do wierszy, w których brak jednego zbędnego słowa. Awangardowy kompozytor Bogusław Schaeffer powie o jednym z jego abstrakcyjnych obrazów, że „można z niego grać, bo jako partytura, jest bardzo dobrze pomyślany…”.
„Nowosielski jest chyba jedynym absolutnie wolnym człowiekiem, jakiego znam – potwierdza Andrzej Starmach. – Pomimo nałogu, który jest jakąś uwięzią, bo on musi się napić, ale nie ma problemu ze zdobyciem alkoholu: albo go każdy poczęstuje, albo na to ma. Oprócz tego on naprawdę nie potrzebuje nic.
W archiwum domowym zachowała się – ku przestrodze? – cała kolekcja kwitów z Izby Wytrzeźwień, z Pogotowia Ratunkowego i szpitala, gdzie malarz trafiał co jakiś czas na oddział chirurgiczny lub na toksykologię.
Niebezpieczeństwo sztuki polega na tym, że można przegrać życie. Człowiek jest na strasznej huśtawce: między euforią, która się trafia rzadko, i zniechęceniem czy rozpaczą, która się trafia o wiele częściej. I dlatego artyści piją wódkę czy robią inne rzeczy, bo oni się w ten sposób znieczulają na tej swojej huśtawce.
Nowosielski nie oddaje się pijaństwu, ale uprawia pijaństwo, tak jak uprawia sztukę”.
