Krystyna Czerni, Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego:
Cytaty:
(…) ten okres ateistyczny ja sobie szalenie cenię, ponieważ szacuję go w kategoriach metafizycznych. Taki ateizm ontologiczny, kiedy człowiek odczuwa, że nie ma rzeczywistości metafizycznej, jest stanem mistycznym i w gruncie rzeczy szalenie metafizycznym, bo to jest stan, w którym świadomość dotyka jakiegoś dna”.
Na polskich uczelniach artystycznych króluje koloryzm: malarska szkoła, która do programu wpisała dekoracyjność, harmonię i wdzięk – a także obojętność wobec dramatów historii i kłopotów codzienności. Profesorowie Akademii nie zadają pytania: „czy sztuka po Oświęcimiu jest możliwa?”, ale praktykują „święty egoizm malarstwa” i pracowicie cyzelują niekończące się wersje pejzaży i martwych natur.
Lata 40. to także czas religijnych wątpliwości. W tym środowisku poza katolikiem Tadziem Brzozowskim raczej nikt nie chadza do kościoła. Każdy ma swój powód. Dominuje anarchiczny sceptycyzm i poglądy lewicowe.
„Sztuka nie boi się propagandy, sztuka się boi miernoty” – powie po latach Nowosielski.
„No, Kantor przychodził i rzucał pewne sugestie, ja pewne sprawy uściślałem, a potem chodziliśmy do kawiarni i rozmawialiśmy – wspomina artysta. – Najczęściej chodziliśmy do »Michalika«, bo nie mieliśmy pieniędzy. Wtedy to była ciemna knajpa, nieodnawiane obicia, właściwie oprócz starowinu, wódki i jakiejś małej zagrychy nic tam nie było, no, może jeszcze pluskwy w tych obiciach. Ale za to były wspaniałe dyskusje i zebrania, właściwie człowiek był wtedy na takim usuwającym się spod nóg brzegu wulkanu, przeżywanie zagadnień sztuki w takiej atmosferze jest czymś niezastąpionym, nie do opisania”.
W tym środowisku pojęcie przestrzeni staje się kluczowe, niemal obsesyjne – powtarzane jak talizman, zaklęcie. W gęstniejącej atmosferze politycznej presji „wirtualna” przestrzeń, pełna oczekiwań i możliwości, staje się namiastką wolności. Graniaste segmenty, zestawiane między liniami trójkąty, ostre, kłujące przestrzeń formy.
„Wystarczyło jednej konferencji »na szczycie« – pisze z goryczą Jerzy Stempowski – kilku podpisów i mętnych komunikatów, aby Polska pozbyła się ostatnich resztek jagiellońszczyzny i wróciła do granic piastowskich. Żadnego W. Księstwa Litewskiego, żadnych »kresów«, żadnych mniejszości narodowych; jeden naród, jedno państwo, jeden język, jedno wyznanie i jedna partia; niemal jak ein Volk, ein Reich, ein Führer”.
„Anioł, angelos po grecku – tłumaczy malarz – to jest posłaniec, czyli ktoś, kto przesyła pewne treści z innych obszarów do naszej świadomości. No i jeżeli obraz się uda, to obraz jest zrealizowanym aniołem”.
Nuncjusz Angelo Roncalli, późniejszy papież Jan XXIII, pisał do swoich krewnych w Atenach: „To, jak Duce wszystko się udaje, punkt po punkcie, bitwa za bitwą, bez żadnego oporu i przerwy, każe wręcz wierzyć, że jakaś niebiańska moc prowadzi Italię i jej strzeże. Być może jest to nagroda za to, że zawarł on pokój z Kościołem”.
„To było dość proste – tłumaczy Krystyna Zwolińska. – Powiedziała mi kiedyś: dwóch geniuszy w domu jest za dużo. Ja wiem, że on jest większy geniusz, ja będę z nim. I to powiedziała tak krótko i dobitnie. Była bardzo zdolna. Tylko że być zdolnym, a mieć nieprzepartą potrzebę wypowiedzenia się w sposób odpowiedni do tego, co się przeżywa – to są dwie różne rzeczy.
Łódzka „pustynia” pozwala jednak Nowosielskiemu uniknąć niewygodnego, dwuznacznego uwikłania. Co mu zostało oszczędzone, najlepiej pokazuje lektura protokołów z posiedzeń Komisji Dyplomowych krakowskiej ASP w pierwszej połowie lat 50. Komisja w składzie m.in. Zbigniew Pronaszko, Hanna Rudzka-Cybisowa, Adam Marczyński, Wacław Taranczewski, Mieczysław Wejman – pierwszorzędne nazwiska – zatwierdza i fachowo komentuje następujące tematy prac dyplomowych: Skutki planu Marshalla, Walka z imperializmem, Młocka na polu spółdzielczym, Marceli Nowotko w pracy konspiracyjnej, Reperacja lokomotywy w parowozowni, Chłopi otrzymują nawozy sztuczne, Traktorzyści przy pracy w polu, Budowa rozdzielnika wysokiego napięcia.
