Jurij Andruchowycz. Andrzej Stasiuk, Moja Europa:
Andrzej Stasiuk
Cytaty:
W dodatku i po tej, i po tamtej stronie ludzie mówili tak samo, czyli po łemkowsku. Mówią zresztą do tej pory, a po tamtej stronie błękitne tablice z nazwami miejscowości pisane są nie tylko po słowacku, ale i cyrylicą. Natomiast po polsku zredagowany jest jeden napis w miasteczku Zborov dziesięć kilometrów od granicy. Wisi na płocie i jego treść jest następująca: „Tania wódka otwarte”. Jest to absolutna prawda. Weryfikuję ją za każdym razem, gdy tamtędy przejeżdżam.
Tyrania to w gruncie rzeczy jakiś rodzaj pedanterii. Jeśli ktoś lubi mieć posprzątane w domu i przy okazji wpada mu w ręce nadmierna władza, skutki najczęściej bywają dla poddanych opłakane. Tyrani-bałaganiarze zawsze zostawiają więcej wolności.
Ten obraz zawsze mnie fascynował: „mistrzowie wrestlingu”, „magazyn sportów ekstremalnych”, „giganci surfingu” snują się w powietrzu kuchni gdzieś w Kunkowej, gdzieś w Vápeníku, w Pányok czy Antoniwce i poprzez źrenice wchodzą w umysł siedemdziesięcioletniej kobiety. Mieszają się z litaniami, modlitwami, ze wspomnieniem obcych wojsk ciągnących przez wieś, mieszają się z pamięcią czasów, gdy od wiosny do późnej jesieni chodziło się bez butów, ze wspomnieniem nędzy i monotonii zakreślonego raz na zawsze widnokręgu, z biologią, która nie pozwala ufać nikomu, kto nie jest związany więzami krwi, ze strachem i pogardą dla wszystkiego, co obce, z rosołem z kury w święta i serem, chlebem i mlekiem przez okrągły rok, w którym nazwy nie oznaczają żadnej zmiany, a jedynie nieubłagany upływ, i jak było na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków amen.
Ani z lektury, ani z drogi nie wracamy wiele mądrzejsi. Granice jak rozdziały, kraje jak gatunki literackie, epika tras, liryka odpoczynków, czerń asfaltu nocą w światłach auta przywodzą na myśl monotonną i hipnotyczną linię druku, która przecina rzeczywistość, wiodąc nas wprost do urojonego celu.
… podróż, tak jak opowieść, nie rozwija się linearnie, tylko podąża w poszukiwaniu jednego słowa albo zdania, które ciąg dalszy i to, co już napisane, uczyniłoby zbędnym.
Porządek pejzażu przywodzi na myśl mapę plastyczną. Nie ma starców przed domami ani młodych na motocyklach. Knajpy wyglądają martwo jak w poście. Trwa tutaj jeszcze stary czas, w którym ludzie nie wyruszali w drogę bez przyczyny. Siedzieli w domach i nasłuchiwali odgłosów świata, bo wezwanie do podróży nigdy nie oznaczało niczego dobrego.
Owca wpada w panikę, gdy zostaje sama. Prawdopodobnie potrafi dostrzec swoje istnienie tylko w innych owcach. Świat pozbawiony jej własnego zwielokrotnionego odbicia objawia się raptem jako horror vacui.
Tutaj, zimą, pod niebieskim niebem, nawet gdy cichnie wiatr, nie dzieje się nic. Ludzkość przyczaja się w domach i tylko od czasu do czasu na drogę wychodzą kobiety z pustymi torbami. Idą w stronę objazdowego sklepu w szarym autobusie. Potem wracają i znów jest pusto, ponieważ życie należy chronić. Trwonią je tylko nicponie przesiadujący w knajpach, gdzie hulają przeciągi i chłód każe barmankom pracować w rękawiczkach.
