Izaak Baszewis Singer, Odwiedziny

Izaak Baszewis Singer, Odwiedziny:

odwiedziny_b_iext197574344

Cytaty:

Jakże wielki jest ten świat i jak mądrzy są uczeni! Weźmy chociażby taki gramofon. Ktoś zaśpiewał Dos pintele Jid, Haszkiwejnu albo Kol nidre i płyta śpiewa jego głosem. Jak to może być? A telefon? Dziś ktoś z Warszawy może rozmawiać z kimś, kto jest w Łodzi. Niedługo będzie można telefonować z Warszawy do Petersburga, a za jakiś czas może nawet do Buenos Aires.

Kto by się spodziewał, że on, Motele Bękart, czy też Motele Łajdak, bo i tak go nazywali, zostanie bogaczem, właścicielem domów i sklepów w Buenos Aires, będzie miał piękną żonę aktorkę i będzie zatrzymywał się w hotelu Bristol? To wszystko osiągnął dzięki temu, że podczas gdy inni pili, palili i grali w karty, zadowalając się ściąganiem paru szóstaków od przekupek lub byciem alfonsem jakiejś dziwki na Smoczej, on rozmyślał. Hulali i śmiali się z niego, ale on powiedział sobie: „Najlepiej śmieje się ten, kto śmieje się ostatni”. I gdzie teraz są te chłoptasie? Większość z nich gnije w mamrze albo zdycha z głodu.

Car pozostał carem, ci zaś, którzy wylewają poty w fabrykach, nadal mieszkają w suterenach, a do jedzenia mają figę z makiem. Choćby i dziesięć razy obalono cara, to i tak zawsze będzie ktoś, kto zatrzyma się w tym hotelu dla bogatych, podczas gdy inni będą się tułali lub mieszkali w jakiejś facjatce na Tamce.

Lea Pysk posiada udziały w kilku burdelach, ale do nich nawet nie zagląda. Jest przyzwoitą żoną. Ulicznice to dla niej szumowiny. Jeśli zaś idzie o jej język, to nie przebiera w słowach. Gdy z kimś się kłóci, rzuca mięsem tak, że słychać ją od Ciepłej po Bazar Jonasza

Był u nich taki jeden, Jona Chłop, który skądś wytrzasnął bombę. Przyszedł w sobotę do herbaciarni Jonczego i kazał podać sobie herbatę. Siedział z kumplami i chwalił się, co to on jest. Z kieszeni w spodniach wystawała mu chusteczka. Jeden z kompanów chciał mu zrobić kawał i pociągnął za róg chusteczki. Z kieszeni wypadła bomba. Wybuchła i obu urwała ręce.

Raz z trudem udało mi się namówić go na wspólny wyjazd do Nałęczowa. To takie letnisko podobne do Otwocka czy Ciechocinka. Już w pociągu zaczął wiercić mi dziurę w brzuchu. Jak ryba nie może żyć bez wody, tak on nie może bez Krochmalnej i swoich kompanów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *