Iza Klementowska, Minuty

Iza Klementowska, Minuty:

Iza_Klementowska

Cytaty:

Aparat słuchowy w niczym tu nie pomoże. Założyłam raz i kiedy usłyszałam nagle wszystkie dźwięki świata – klaksony, muzykę za ścianą, dzwonki telefonów komórkowych, śmiechy i zlepki ludzkich rozmów z ulicy, to myślałam, że pęknie mi głowa. Za dużo tego. Zbyt głośno i wszystko naraz.

Nawet radia nie włączam, bo nie ma sensu – na dziesięć słów dobrze rozumiem ze dwa, trzy. Reszta jakby mi przelatywała przez głowę i nie miała się na czym zaczepić i zostać.

No i ten donos – mój pierwszy i jedyny w życiu. Tak, wymyśliłam jego romans – chciałam, żebyś go rzuciła i wróciła do nas. Wtedy zaprzeczałam, szłam w zaparte, byle tylko się go pozbyć z naszej rodziny. A Ty go przecież tak kochałaś! Dziś jest mi bardzo wstyd. Wybacz mi, proszę! Tęsknię, całuję, mama.

W 1957 roku osiemdziesiąt procent starych Japończyków mieszkało ze swoimi dziećmi. W 1994 roku liczba zmalała do pięćdziesięciu procent, by teraz przekroczyć niewiele ponad trzydzieści. Wcześniej na jednego japońskiego emeryta pracowało sześciu młodych, po 2020 roku jest ich już tylko dwóch. To zwykle kobiety – córki bądź synowe – zajmują się staruszkami.

Pokój pani Alfredy ma dziewięć metrów kwadratowych. Na podłodze miękki dywan, pod jedną ścianą rozkładane łóżko, pod drugą komoda z szufladami. Odległość od łóżka do szafki około metra. (…) Dwie osoby w pokoju to już tłum.

Bo mi tu dobrze. Pani nie wierzy? Naprawdę jestem zadowolona! Dawniej, zanim weszliśmy do Unii, to chodziłam pomagać jeszcze do kuchni. Ale teraz trzeba mieć specjalne pozwolenie i inne dokumenty. To dla mnie za trudne.

Najgorzej to usiąść i zacząć biadolić. Jak się już klapnie, to koniec. Chodzić, chodzić, chodzić, chodzić. Nie dawać się. A wiele osób siedzi w domach, bo już im się nic nie chce.

Pani Adams zgubiła się w parku już dwukrotnie. Pierwszy raz niegroźnie, chodziła między drzewami zaledwie kwadrans, po czym znalazła drogę powrotną do domu. Kłopotów z pamięcią nie ma. Tylko drzewa do siebie za bardzo podobne.

W pokoju stoi małżeńskie łóżko. Z pojedynczego zdarzały się bowiem upadki we śnie.

Kierowniczka zaprowadziła ich do pokoju. Kiedy otwierała drzwi, serce Emily waliło, tak jak w każdym innym ważnym momencie życia – na ślubie, przy narodzinach dzieci i wnuków, przy śmierci męża.

Najważniejsze to otworzyć się na drugiego człowieka. Tym bardziej w takim miejscu, gdzie jeden człowiek bada i ocenia drugiego: wygląda gorzej czy lepiej ode mnie? Schorowana jest bardziej czy mniej? Mnie już wszystko jedno, co ludzie myślą o mnie. Wolno mi się już niczym nie przejmować. Jestem tu najstarsza.

Virginia P., lat siedemdziesiąt osiem, w każdym widzi oszusta czyhającego na jej majątek, którego już nie ma, oraz na życie – pielęgniarki, podając jej lekarstwa, powoli wpuszczają jej do organizmu truciznę.

Steven H., lat siedemdziesiąt osiem, były wojskowy, poprawia po wszystkich krzesła. Przysuwa je do stołu na odległość dwóch–trzech centymetrów. Ni mniej, ni więcej.

Bo przez kilka lat trzeba będzie mieszkać z tą osobą, dzielić z nią fochy, kaprysy i humory – i jej, i własne. Dzień w dzień. No i wprowadziła się pani, o której lepiej zamilknę. Powiem tylko tyle, że czekałam, żeby ją albo przenieśli, albo żeby dostała jedynkę. O wszystko miała do mnie pretensje. Nawet o to, że przekręcam się w nocy na łóżku na drugi bok.

Tylko żeby nie dokuczały te wszystkie dolegliwości, to byłoby dobrze. Bo to jednego wieczora człowiek położy się w świetnej formie, ale obudzi się następnego i już boli go coś nowego.

„… wszyscy pensjonariusze o godzinie ósmej są zwożeni na dół do salonu bez względu na stan zdrowia. I tam siedzą i czekają na koniec. Jeżeli któraś osoba nie ma siły sama siedzieć, to są przywiązywani do krzeseł. Pani doktor oszczędza na każdym kroku”.

Bardzo poruszyło mnie zdanie pewnej pani, która powiedziała: „Panu się wydaje, że tu jest tak fajnie. Tak, jest fajnie, jak ktoś przyjdzie w odwiedziny. Wtedy nikt nie krzyczy, nie przeklina, pytają się o wszystko, ale jak odwiedzający zamkną bramę, to u nas rozpoczyna się piekło”.

Liczba osób powyżej 60. roku życia, które w 2012 roku mieszkały w Domach Pomocy Społecznej wynosiła 42 744. Według danych
GUS-u liczba ta pod koniec 2020 roku wynosiła już 82 660.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *