Ewa Pluta, Rubież. Reportaż wędrowny

Ewa Pluta, Rubież. Reportaż wędrowny:

Ewa_Pluta

Cytaty:

Często je spotykałam, gdy szłam wzdłuż granicy. Starsze kobiety zastygłe w czekaniu. Wysiadywały na ławkach i na gankach, przed domami i w oknach. Niektóre spacerowały poboczem z jednego końca wsi na drugi, jakby sprawdzały, czy wszystko jest po staremu – domy nadal stoją puste, trawa zarasta podwórka, a bluszcz oplata tabliczkę z nazwą miejscowości tak gęsto, że spod liści nie widać liter. Zapraszały: na ławkę, ganek, do kuchni. Czasem na herbatę, a czasem na dłużej. Na krótko wychodziły z czekania.

… dostałam ćwiczenie do wykonania. Miałam sobie wyobrazić mieszkańców zadupia o nazwie Warszawa. Stolicy mało istotnego na własne życzenie państwa, niedostrzegalnego w tym momencie na arenie międzynarodowej, ale z tendencją rozwojową. Którego uniwersytety zajmują ostatnie miejsce w światowych rankingach.

… w jednej wsi mogli się pomieścić wyznawcy trzech religii: katolicyzmu, prawosławia i islamu. Jedni nie przekonywali drugich, że ich Bóg jest bardziej słuszny i lepszy. Panowały zgoda i szacunek. O tej wsi mówiło się, że jest „triniedzielnaja”: w piątek zaczynali świętować Tatarzy, w sobotę żydzi, w niedzielę katolicy i prawosławni.

– Jest boom na Tatarów. Ludzie jadą nieraz kilkaset kilometrów, żeby zobaczyć tatarską osadę Kruszyniany, o której naczytali się w internecie. Tatarzy kojarzą się z Trylogią, z Azją Tuhaj-bejem, a tu siding i blachodachówka, na podwórku stoi audi a6 i pali się grill. Żadnej osady tatarskiej nie ma, na stałe mieszka trochę ponad dwadzieścia osób. Poza sezonem wioska jest wymarła, na ulicy nie ma z kim porozmawiać, a jeszcze czterdzieści lat temu było ponad sto siedemdziesiąt domów, dwa i pół tysiąca ludzi.

Zostali więc jehowi. Grzeczni, zadbani, uśmiechnięci. Zawsze chodzą we dwoje, kobieta i mężczyzna, dużo młodsi od niej. Parzy im sagę, częstuje wafelkami. Zapewnia ich o swojej sympatii. Porządni ludzie, o szerokich horyzontach, można z nimi o wszystkim porozmawiać.

Kilka dni przed śmiercią poprosiła męża, żeby przyniósł balię do mieszkania. Kazała córce prać na oczach wszystkich. – Matka umarła, gdy się upewniła, że umiem wszystko zrobić na gospodarstwie.

W tej opowieści gardła sowieckich żołnierzy palił polski bimber, a żołądki syciła polska słonina. W oparach papierosowego dymu trwał handelek: ile beczek spirytusu należy się za przesunięcie granicy o trzysta metrów dalej. Dwie? Więcej?

Niektórzy w nowe miejsca zabierali ziemię w woreczkach. Inni po latach wracali zobaczyć swoje nie swoje gospodarstwa. Jak tamta, imienia nie pamięta. Zobaczyła ją przed swoim nie swoim domem. Wydrapywała ziemię, chowała do worka. – Moja siostra tu mieszkała, ziemię zawiozę na jej grób – powiedziała.

Sześć na dziesięć osób na świecie mieszka w kraju, który zbudował mur na swojej granicy. Najwięcej murów stawia Azja, potem Europa, trzecia jest Afryka. Wśród krajów przoduje Izrael z sześcioma murami, Maroko, Iran i Indie zbudowały po trzy, zaś dwa mury postawiły: RPA, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jordania, Turcja, Turkmenistan, Kazachstan, Węgry i Litwa.

Wraz z atakiem na World Trade Center w 2001 roku zmienił się sposób myślenia o granicach terytorialnych.

Okazało się, że dobra granica to nie tylko taka, którą można szybko i bezproblemowo przekroczyć, lecz również taka, która chroni i daje poczucie bezpieczeństwa. W państwach zachodnich to bezpieczeństwo zostało mocne zachwiane właśnie przez akty terrorystyczne.

Nuta stęchlizny w opuszczonym domu w Lipszczanach. Aromat świeżej pościeli w agroturystyce w Kalwarii Pacławskiej. Bardzo dobry zapach, mocny.

Wiedziała, że chce mieć zapach, który będzie jej przypominał tamtą Włodawę i tamtą Holę, gdy ona jest tu, w Krakowie. Poprosiła więc, by w nucie głowy rozbrzmiewało stare drewno. To zapach wiekowych drewnianych kościołów, otwieranych rzadko, gdy trafią się goście, na święta i odpusty. Aromat stęchlizny, kurzu i olejnych obrazów

Wiedziała, że chce mieć zapach, który będzie jej przypominał tamtą Włodawę i tamtą Holę, gdy ona jest tu, w Krakowie. Poprosiła więc, by w nucie głowy rozbrzmiewało stare drewno. To zapach wiekowych drewnianych kościołów, otwieranych rzadko, gdy trafią się goście, na święta i odpusty. Aromat stęchlizny, kurzu i olejnych obrazów świętych.

Bug ma swój osobisty rzeczny zapach. Na pierwszy plan wybija się nuta ziemi. Nie jest to jednak woń świeżej, dopiero co przekopanej ziemi, gotowej na przyjęcie roślin. W tej ziemi rośliny zgniły dawno temu. Bug płynie przez torfowiska i bagna – zbiera ich zapachy.

Nawet w lecie zapach Bugu jest jesienno-zimowy. Czuć w nim mokrą ziemię, gnijące liście, zimne błoto.

Od czasów Trójkąta Trzech Cesarzy niezmieniła się obietnica, jaką trójstyk składa turystom. W krótkim czasie i na małej przestrzeni można przekroczyć trzy granice i odwiedzić trzy kraje. Posmakować trzech kultur, trzech języków, trzech tradycji, trzech historii. Doświadczenie instant. Szybkie i kulturowo bezpieczne. Miejscowi nie będą sprawiać problemów, bo ich tam nie ma, a jeżeli są, to zwykle jako dostarczyciele towarów, usług i niezapomnianych wrażeń.

Strefę zdemilitaryzowaną między Koreą Południową a Północną odwiedza nawet sto tysięcy turystów rocznie.

Wielki Mur Chiński jest główną atrakcją turystyczną Chin. Mur Hadriana – starożytna granica reliktowa, która dawno temu utraciła znaczenie polityczne, nadal wybija się w krajobrazie kulturowym Brytanii i ciągną do niej tłumy.

Akt dotarcia do granicy, jej fizyczne przekroczenie zaczynają być atrakcyjne turystycznie. Odbywa się to jednak w zdisneylandyzowanej rzeczywistości. Ta granica jest nie kłopotem, którego realnie się doświadcza, lecz odrestaurowaną, muzealną fikcją.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *