Ewa Pluta, Rubież. Reportaż wędrowny

Ewa Pluta, Rubież. Reportaż wędrowny:

Ewa_Pluta

Cytaty:

… pismo wysłane 23 października 1946 roku z Państwowego Urzędu Repatriacyjnego: „Należy stworzyć pas bezpieczeństwa w promieniu 20 km od granicy, z którego by się usunęło wszystkie mniejszości narodowe, utrudniające służbę wszystkim granicznym władzom bezpieczeństwa przez tworzenie tajnych organizacji i kontaktowanie się z zagranicą”.

„Jako środek zapobiegawczy należy usunąć całkowicie ludność białoruską z tego pasa, wysiedlić ją przymusowo poza granice Państwa lub na tereny odzyskane, a te osiedla zaludnić przez repatriantów”.

Czy tutejszość jest stopniowalna: tutejsza, bardziej tutejsza, najbardziej tutejsza? Czy zamiast konkursów piękności moglibyśmy organizować konkursy na tutejszość? Czy byłoby to równie szkodliwe i bezcelowe?

Za chwilę syn gospodyni każe mi pokazać dowód osobisty, a gdy odmówię, pogrozi strażą graniczną, oskarży o włóczęgostwo i odprowadzi do drzwi. – Naród to paskudna sprawa. Wiem, co mówię. Już czterdzieści pięć lat przewracam się z ludźmi – rzuca na pożegnanie.

„Pułki oddawały do WOP oficerów i żołnierzy takich, których chcieli się pozbyć – twierdząc, że lepszych nie ma, w umundurowaniu w osiemdziesięciu procentach zniszczonym, niewyszkolonych, co ujemnie odbija się na organizacji i jej postępach”.

„Jeden zatrzymany zeznał, że przekroczył granicę z obawy przed ukaraniem za pobicie żony. Inny – że przyszedł do Polski celem opublikowania swoich prac naukowych, jako że radzieccy uczeni nie ocenili należycie jego pism. Był on na punkcie swej nauki umysłowo chory”.

Porucznik Bulwicki pisał do Lublina: „Wojskowi załadowali samochody deskami ze ścian budynków, odjechali w kierunku Bełza, gdy interweniował sołtys, żołnierze powiedzieli, że budynki mogą stać bez ścian”.

Trzeba było napisać podanie o zwrot koni do starosty powiatowego w Sokółce. Starosta uznał, że sprawa wymaga ingerencji na szczeblu wojewódzkim. Podanie obywatelki Ignatowicz trafiło na biurko wojewody w Białymstoku 4 grudnia 1945 roku. W odpowiedzi na zdarzenie wojewoda białostocki skierował do starosty sokólskiego pismo, w którym wyjaśnił, że w podobnych sprawach należy kierować petentów do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie. Dalsze losy koni nie są znane.

„Urząd Wojewódzki Wydział Społeczno-Polityczny komunikuje, że o zwrot krowy, która przeszła granicę, należy zwrócić się do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie”.

– My jesteśmy tacy starzy, że nic nie pamiętamy. Nawet jak pamiętaliśmy, to już zapomnieliśmy. Ja na przykład nic nie wiem.

Wspomnienia. Domów. Kiedyś zawsze pełnych. W każdym żyło pięć osób i więcej. Do miasta wyjeżdżali nieliczni. Ławek przed domami. Kiedyś siadywali na nich co wieczór. Tu rodziły się plotki, romanse, małżeństwa. Siedzieli, choć gryzły ich komary, choć po odkrytych ramionach i nogach szczypał sierpniowy chłód.

W tym budynku kiedyś była szkoła, ale dzieci już się nie rodzą, to zrobili dom starców. Trudno się dostać, tylu jest chętnych. Większość domów ludzie poprzepisywali na dzieci, ale one nie chcą tu przyjeżdżać. Co będzie dalej z naszą wioską? Może zrobią tu rezerwat. Odgrodzą nas siatką. Turyści będą nam rzucać banany jak małpom.

Powietrze mamy dobre, ale nie ma komu oddychać.

Na wybrzeżu bronowano plaże w zależności od warunków atmosferycznych dwa, trzy razy w tygodniu, by stworzyć szeroki na dziesięć do dwunastu metrów pas kontrolny. W górach na kamieniste podłoże zwożono tysiące metrów sześciennych ziemi, którą potem również regularnie bronowano. Pas kontrolny miał ułatwiać wyłapywanie „elementu podejrzanego”, czyli osób, które z różnych powodów chciały opuścić najlepszy kraj na świecie. Po każdym przejściu człowieka lub zwierzęcia pozostawał wyraźny ślad. W zacieraniu śladów „naruszyciele granicy” wykazywali niezwykłą pomysłowość. Próbowali na przykład przekraczać granicę na szczudłach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *