Brigid Delaney, Zachowaj spokój:
Cytaty:
Odkąd pojawiły się media społecznościowe, czyli od jakichś piętnastu lat, każdy z nas pcha przez świat dwie osobowości. Jesteśmy ludźmi na dwa etaty. Pierwszy to nasza prawdziwa osoba istniejąca w fizycznym świecie, drugi to my online. Nie tylko więc musimy harować jako ludzie z krwi i kości, ale też odwalamy mnóstwo pracy w internecie.
Zgodnie z myślą Epikteta: bogactwo nie polega na posiadaniu wielkich zasobów, tylko na tym, że mamy małe potrzeby.
… wszystko, co mamy, jest „pożyczone” i w każdej chwili możemy to stracić.
Zarówno w starożytności, jak i obecnie pragnienie rozpoznawalności jest stałe. Potrzebujemy zaznaczać swoją obecność w świecie, pozostawiać ślad. Krzyczeć: „Jestem tutaj!”.
Możemy na chwilę stać się sławni, ale nie cieszyć się z tego w obawie, że w każdej chwili popularność się rozpierzchnie. Jeśli nie będziemy gotowi utracić rozpoznawalności z dnia na dzień, to nigdy nie poczujemy się z nią komfortowo. Trzymając się jej kurczowo, ryzykujemy uzależnienie się od innych i utratę wiary w siebie.
A zatem jeśli ktoś został zaproszony na imprezę, a my nie – cieszmy się jego szczęściem. Umiejętność cieszenia się szczęściem innych, nawet jeśli ominęło nas samych, jest oznaką dobrego charakteru.
Możemy cieszyć się szczęściem innych. Nasze ego w tym nie pomaga, ale można je oswoić i opanować.
Stoicy cenili racjonalne myślenie, działanie na podstawie sprawdzonych informacji i kontemplowania (analizowania) sytuacji, przedkładając je nad działanie pochopne lub powodowane paniką i niepokojem.
W naszym – współczesnym – przypadku może to polegać na trzymaniu się tylko jednego lub dwóch zaufanych źródeł informacji i ograniczeniu czasu poświęcanego na czytanie wiadomości i śledzenie mediów społecznościowych. Granica pomiędzy byciem poinformowanym a byciem przytłoczonym i zasypanym informacjami jest cienka.
Stoicy każą działać, krok po kroku, myśląc o chwili obecnej. To znaczy odpuścić sobie rozpamiętywanie przeszłości i oddawanie się lękom czy fantazjom na temat przyszłości, a wziąć się do tego, co mamy bezpośrednio przed sobą, tu i teraz.
Jednym z plusów wyzbycia się nadziei jest radość, którą niesie świadome życie w chwili obecnej. Wreszcie przestajemy myśleć, lękać się i snuć fantazje o tym, co może się wydarzyć w przyszłości.
Pierwszym krokiem do wypracowania stoickiej postawy wobec utraty bliskich jest wyobrażanie sobie ich śmierci, pogrzebu i mowy pożegnalnej, którą wygłosimy.
Stoicy przez całe życie przygotowywali się na ewentualność śmierci bliskich, spodziewając się, że gdy ta nadejdzie, nie wywoła w nich szoku, nie będą więc cierpieć podwójnie, oddając się długiemu i bolesnemu procesowi żałoby.
Innymi słowy – lepiej kochać i miłość utracić, niż nie kochać wcale.
… stoicy wierzyli, że lepiej jest żyć krótko, z sensem i cnotliwie niż długo, ale marnie.
Stoicy nie wierzyli w piekło, więc nie uważali śmierci za coś złego, była dla nich neutralna. Porównywali ją do stanu sprzed narodzenia. Nie pamiętamy, jakie było życie, zanim przyszliśmy na świat, i podobnie będzie, kiedy umrzemy.
Senece chodzi o to, że choć bezwzględnie umrzemy, mamy jednak wpływ na to, czy odchodzimy zadowoleni i pogodzeni (jak byśmy z uśmiechem wymeldowywali się z przyjemnego hotelu po zakończonym urlopie), czy w absolutnych męczarniach i zaprzeczeniu (pod koniec wczasów odmawiamy opuszczenia pokoju i ochrona musi nas brutalnie usunąć z hotelu).
Śmierć jest centralną zasadą, wokół której zorganizowany jest stoicyzm. Stoicy zawsze o tym pamiętali, bo mając świadomość, że nie będzie drugiego życia, żyli pełnią w swoim tu i teraz.
