Beata Chomątowska, Pałac. Biografia intymna

Beata Chomątowska, Pałac. Biografia intymna:

zakladka-antykwariat-03258-palac-biografia-intymna

Niezwykle wciągająca opowieść o miejscu, ludziach i budowli. Kiedyś byłem jurorem jakiegoś konkursu i tak pokierowałem sytuacją, że z mównicy w Sali Kongresowej wygłosiłem krótkie przemówienie. Niestety na sali nie rozległy się okrzyki: „Wiesław, Wiesław!”

Cytaty:
Tylko młodzi Sigalinowie mogliby podśpiewywać w trakcie wspólnych zabaw, gdy nikt nie słyszał: „Koci, koci łapci, pojedziem do babci, Tylko ani słówka, bo babcia Żydówka”.

Corbu, choć w komunizm nie uwierzył, też przechodził fazę fascynacji Związkiem Radzieckim i jego stolicą, o której pisał jako „fabryce planów, Ziemi Obiecanej techników”4. Jest jedynym zachodnim architektem modernistą, którego radzieccy towarzysze zaprosili do Moskwy, by nadzorował tam budowę gmachu Centrosojuzu swego autorstwa; co więcej, postanowili zasięgnąć opinii Mistrza na temat całkowitej przebudowy miasta.

Sam Lenin mierzy osiemdziesiąt metrów, niemal o połowę przewyższając Statuę Wolności. „Pałac Rad, zwieńczony statuą Iljicza, niezmiennie będzie stać na brzegu rzeki Moskwy. Ludzie będą się rodzić – pokolenie za pokoleniem, żyć szczęśliwym życiem, starzeć się pomału, lecz znany im z lubianych książek lat dziecinnych Pałac Rad będzie wciąż stać – taki sam, jakim go ujrzymy w najbliższych latach. Stulecia nie pozostawią na nim swoich śladów, zbudujmy go tak, by – nie starzejąc się – stał wiecznie. To przecież pomnik Lenina! 15”, pisze Nikołaj Atarow w książce poświęconej Pałacowi.

Słynie z tego, że prosi współpracowników: „Obudźcie mnie za kwadrans”, i zasypia w dowolnej pozycji, a potem odświeżony wraca do przerwanej dyskusji.

„Pierwszy Budowniczy interesował się każdym szczegółem montażu, rozmawiał ze spawaczami, cieślami, monterami. Poznawali go i jak opowiadał potem jeden ze starych robotników: jaśniej i cieplej zrobiło się nad rzeką tego wieczora” 30, napisze potem Józef w poświęconej Bierutowi książce. Choć to raczej jego, Sigalina, poznają, gdy zagląda na budowę – lubi zagadywać do robotników, ma dobrą pamięć do twarzy.

H.M. to wicepremier Hilary Minc, jeden z najwyżej postawionych członków partii. WMM – Wiaczesław Michajłowicz Mołotow. Ten pierwszy zadzwonił właśnie do Sigalina z rządowej linii, by wtajemniczyć go w scenariusz zbliżających się wydarzeń. Już jutro, podczas przechadzki po Warszawie, usłyszą mianowicie, że warto byłoby postawić w tym mieście wieżowiec, w rodzaju wieżowców moskiewskich, które radzieccy towarzysze zbudowali niedawno i z których są tak dumni. To będzie tylko sugestia, przekaz od samego Stalina, dowód na to, że pamięta o zobowiązaniu z 1945 roku, gdy proponował warszawiakom budowę metra, osiedla mieszkaniowego albo właśnie takiego chmurodrapa. „Nic wiążącego, ale nie okazujcie zaskoczenia. Ustosunkujemy się pozytywnie, bez wiązania się w szczegółach. Potem się zobaczy”.

Stalin, który widzi powojenną Moskwę jako miasto ładu, przestrzeni i nowoczesności, okoloną wysokościowcami w kształcie azteckich piramid, między którymi pyszniłyby się centra rozrywki podobne do latających talerzy. Nikt oficjalnie nie przyzna, że są wzorowane na budowlach zagranicznych, co gorsza – zachodnich, najbardziej zachodnich jak tylko można, bo amerykańskich. Za główną inspirację służą nowojorskie drapacze chmur. Planując budowę Pałacu Rad, jeszcze w 1937 roku za ocean wysłano z Moskwy sztab inżynierów i architektów, w tym Lwa Rudniewa, projektanta ceniącego klasyczne formy. Oglądali Empire State Building, najwyższy budynek nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i na całym świecie, i pilnie szkicowali w notatnikach. Ich ojczyzna nie mogła pozostać w tyle.

Z dzieciństwa zapamiętał, że gdy dorastał, w rodzinnym Sankt Petersburgu wódka była wszędzie. Dostępniejsza i tańsza niż masło. „Na każdym rogu mogłeś dostać ją na ćwiartki, szklanki (mówiło się na nie »poniewieracze«), setki w kubkach, nazywane żulikami”4. Pół litra kosztowało trzydzieści kopiejek, kilogram mięsa – rubla.

Co do typu budowli nie było wyboru. Od początku miała być Pałacem wbrew plotkom krążącym później, że Związek Radziecki, niczym dobrotliwy święty Miko-

Rodzina Pałacu nie ogranicza się do moskiewskich krewniaków. Ich kopie wyrosły mniej więcej w tym samym czasie w kilku innych stolicach należących do imperium albo sojuszników ZSRR – w Rydze, Kijowie, Bukareszcie i Pradze.

Niecałe dwieście lat wcześniej w rejonie dzisiejszego skrzyżowania Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich nie słychać wielkomiejskiego gwaru, tylko świergot ptaków i szum wody w gliniankach. Pną się w górę drzewa w sadach, pachną topole, lipy i jabłonie, ludzie uwijają się przy uprawach. Zabudowań wokół niewiele – trochę warsztatów, parterowe drewniane domki.

Spojrzeli w stronę, gdzie zgromadzili się przywiezieni czarnymi limuzynami najważniejsi ludzie w satelickim państwie. „Dźwig nadjechał, wyciągnął on nad dołem swą chudą szyję, na jej końcu chwiał się, jak dojrzała gruszka na gałęzi, pojemnik napełniony betonem. Nadeszła uroczysta chwila. Premier Józef Cyrankiewicz przechylił się przez barierę i rzucił złotówkę”6.

Kolejne zwroty akcji też dyktuje kalendarz z rocznicami świąt robotniczych, rewolucji i zjazdów. Wylewać fundamenty zaczną 21 lipca, skończą 4 października. Na 7 listopada 1953 roku, w rocznicę Rewolucji Październikowej, gmach ma już mieć wszystkie piętra, stalową konstrukcję z iglicą i kopułę Sali Kongresowej.

Ramiona dźwigów, iluminowane szeregami lampek, przesuwają się majestatycznie wśród gęstniejącej w górze ciemności. Jaśnieją litery: »Sława wielkiemu Stalinowi«. Jak świetlne echo odpowiada im napis: »Niech żyje Bolesław Bierut«”

By czuli się w pełni bezpiecznie w obcym kraju, osiedle otoczy ogrodzenie z drutem kolczastym, a przy bramie stanie budka wartownika. Jakby mało było niepoprawnych skojarzeń, wzorcowe domki dla robotników urządzi się w barakach przetransportowanych spod Olsztynka, z obozu jenieckiego Stalag I-B Hohenstein dla polskich żołnierzy i podoficerów. Są w świetnym stanie, czterdzieści kilka największych może pomieścić ludzi i w dwudziestu pokojach.

– Ten samochód jedzie do »posiełka Drużba« – odpowiada triumfalnie młody człowiek. Sposób, w jaki robotnik »nabrał« swoją koleżankę, budzi powszechną wesołość”37. Można stąd w zasadzie nie wychodzić. Mają łaźnię parową i pralnię, fryzjera. Średnią szkołę wieczorową, którą zorganizowano, przywożąc ze Związku Radzieckiego grupę pedagogów. Jest dom towarowy i sklepy spożywcze, przedszkole, kioski z gazetami i książkami, niedługo pojawi się kinoteatr.

Jest też „kolektyw tańca”, skupiający dwieście osób podzielonych na pięć grup. Prowadzi go artysta baletu Teatru Wielkiego w Moskwie N.N. Sobołow. „– Nasi ludzie – mówi mistrz Sobołow – nie mają uznania dla tańców kosmopolitycznych jak tango czy różne fokstroty. Przepadają za to za tańcami narodowymi i ludowymi”38.

Niejeden, wyrwawszy się ze wsi, krąży już od miesięcy po kraju, bo spodobało mu się takie życie: zaczepi się na kilka miesięcy w jednym miejscu w fabryce czy na budowie, pokłóci się z majstrem albo przestanie mu się podobać, to wsiądzie w pociąg i znów coś znajdzie, choćby na drugim końcu Polski, byle był dach nad głową w hotelu robotniczym i przyzwoita dniówka. Na Pałac nikomu nie spieszno. Żadna to atrakcja. Nawet ZTMP-owcy nie chcieli, choć próbowano ściągnąć ich tutaj z prowincji. Chyba że kogoś za karę przyśle dyrektor ze zjednoczenia budowlanego, zamiast zwalniać na zimę.

Rosjanie sprzedają Polakom koszule po osiemnaście zł (skąd mają je tak tanio?) i gruzińskie koniaki, przywożone z osiedla Przyjaźń. „Wspólna praca, wspólne troski i walka z trudnościami, mocnymi, serdecznymi więzami zespoliła ze sobą radzieckich i polskich towarzyszy pracy”46, obwieszczają gazety.

Śmierć już krąży po budowie. Oficjalnie zabiera tylko siedmiu, ale robotnicy szepczą między sobą, że tych, którym przecięła drogę, jest znacznie więcej. Zdarza się, że na jeden miesiąc, jak w feralnym maju 1954 roku, przypada dwanaście wypadków. Kostucha może dopaść na dole, jak tego pomocnika, który dostał w głowę wysięgnikiem dźwigu, albo na wysokościach, skąd zabrała prosto na ziemię polskich murarzy Stanisława Wypucha i Józefa Anuszewskiego. Załamało się pod nimi rusztowanie.

Do grona tych pomocników, którzy zajmują miejsce na samym dole wewnętrznej hierarchii, zalicza się między innymi szatniarki, a także sto pięćdziesiąt sprzątaczek, z wyjątkowo liczną reprezentacją – jak powiedziano H. – samotnych matek. Obowiązki przydzielane tej grupie często się zmieniają. Choć sprzątaczki zjawiają się w Pałacu codziennie, przynależą tak naprawdę gdzie indziej – do prostego, swobodnego świata, w którym można bezkarnie plotkować, śmiać się i nie zważać na każde słowo.

Jego grube mury skutecznie izolują od zewnętrznego świata. Zajęci codzienną krzątaniną, biegając w zaaferowaniu po labiryntach schodów i korytarzy, mogliby nawet od razu nie zauważyć, że miasto wokół nich znów przestało istnieć na skutek jakiejś nagłej katastrofy. Bo to, że akurat Pałac by przetrwał, było jasne od początku.

Restauracja Kongresowa, z wnętrzem w mieszanym stylu łączącym art déco, socrealizm i polski historycyzm, ozdobionym wielką fontanną, ulokowana w podziemiach pod Salą, reprezentantka najwyższej, luksusowej kategorii S (w całym mieście jest tylko dziesięć lokali zali-

Czytelniku, czytelniczko, książka, którą napisałem, nie jest po prostu książką o historii moich dziadków, lecz książką historyczną o moich dziadkach. Masz przed sobą zarazem ich życie przelane na papier i urnę, w której spoczywają ich prochy.

Jest to zapis badań z dziedziny nauk społecznych, a także biografia, być może autobiografia, z pewnością mowa pogrzebowa, i oczywiście dzieło literackie.

H. myśli czasem, że gdyby zliczyć pokoje mieszczące się w Pałacu, zapewne dorównałyby mnogością izbom mieszkalnym wypełniającym kiedyś kwartał miasta, który się tu znajdował, i że to dość dziwaczne oglądać teraz jego odpowiednik w tym samym miejscu, tyle że wyniesiony w górę i rozpostarty na boki. Takie zwiedzanie zajęłoby jej dziewięć lat, jeśli zechciałaby przebywać codziennie w innym pomieszczeniu.

Z Kroniki Pałacu, styczeń 1982 roku: „Załoga Zarządu Pałacu nowy 1982 rok rozpoczęła w nieco odmiennych warunkach pracy. Szczególny nacisk położono na zwiększenie wydajności pracy i podniesienie dyscypliny. Opracowano plan zatrudnienia części służb technicznych, aby zapewnić pełne wykorzystanie pracowników, którzy ze względu na brak wystaw, imprez, obsługi itp. nie mogą wykonywać swojej normalnej pracy”.

– Dziś schabik. I piękny boczek jak marzenie! – To ja poproszę – decyduje się H. – Przyjdź do mnie na dół jutro o czternastej. Na dole, przy holu dźwigowym, za dębowymi drzwiami z wizerunkiem damskiej sylwetki są cztery kabiny. Lucynka wchodzi pierwsza, rozgląda się bacznie, chwilę nasłuchując. Zamyka drzwi. Otwiera ostatnią kabinę. Na sedesie przykrytym szeroką deską stoi waga. Obok leży nóż. Z haków zwisają potężne, wypełnione czymś torby. – Proszę, oto schabik. – Gmera w jednej dłonią, wydobywa kawał mięsa i sprawnie go przepołowiwszy, wręcza H., która nie wierząc własnym oczom na widok tak cudownego zjawiska, wykrztusza tylko: – Skąd pani to ma? – Prosto ze wsi, kochana. Mam tam znajomych. Wszystko badane przez weterynarza. Nie mogę sobie pozwolić na wpadkę.

Rzeźba Aliny Szapocznikow znika z holu w ciągu jednej nocy. Obecnie urzędujący dyrektor Sawicki przeznacza ją na złom. W protokole likwidacyjnym dzieło figuruje obok sztucznej choinki, torby skórzanej, skrzyni na piach i czajnika elektrycznego. Posągom zabrano ręce i sztandar, bo nie zmieściłyby się w drzwiach. Zdjęto też ze ściany mosiężne litery informujące, że Pałac jest darem narodów, skuto napis „Stalin” z inskrypcji na księdze trzymanej przez kamiennego robotnika przy wejściu do Kongresowej. Fontannę, służącą podczas zakrapianych imprez za kąpielisko dla socjalistycznych elit, też pocięto i wywieziono, jej miejsce zajął – ponoć największy na świecie – stół do gry w ruletkę. Księgowy (niech spoczywa w spokoju) czułby się tutaj jak w raju.

Plac pod Pałacem zamienia się w wielki bazar. Zakiełkował niewinnie – kilkoma łóżkami polowymi rozłożonymi od strony Alej Jerozolimskich…

Z Kroniki Pałacu, 14 kwietnia 1967 roku: „Koncert Rolling Stones. Tłumy młodzieży szturmowały wejścia. Porozbijano kandelabry, szklane gabloty, stołeczna milicja użyła armatki wodnej”.

– Jakieś inne występy pani pamięta? – nie dają za wygraną. – Przecież tego było tutaj tyle, że można by zapełnić całą książkę telefoniczną! Jan Kiepura, Yves Montand, Juliette Greco, Ella Fitzgerald, Paul Anka, Charles Aznavour, Eric Clapton, Elton John, Ałła Pugaczowa, Julio Iglesias, Cesária Évora…

Możliwe, że patrzy jeszcze przez chwilę, jakby zastanawiając się, czy zabrać ten widok ze sobą. Od betonu w dole oddziela go jedynie barierka. Wystarczy stanąć na gzymsie po jej drugiej stronie i mocniej się przechylić. Skacze. Na pewno nie jest Francuzem, jak podają niektóre źródła. Francuz, turysta nazwiskiem Paul Keverman, skoczy też w październiku, ale siedem lat później, i poprzedzi go jeszcze kilku Polaków. Gdyby Francuz zamiast Pałacu wybrał wieżę Eiffla, paryskie gazety opisałyby go dokładnie, podając nazwisko, rysopis, okoliczności i przyczyny wypadku. Innych tak samo. W Warszawie, jeśli któryś z nich miał nadzieję, że pośmiertnie znajdzie się na czołówkach, mylił się. Ten pierwszy, w 1958 roku, dostaje zaledwie dwa zdania drobnym drukiem na miejskiej kolumnie „Życia Warszawy” z datą 15 października, w rubryce„W reporterskim skrócie” poświęconej wypadkom: „Z 30 piętra PKiN spadł mężczyzna lat 35. Poniósł śmierć na miejscu” 1. Notka sąsiaduje z informacją o trzech zderzeniach samochodowych odnotowanych w tym samym dniu przez Komendę Ruchu MO, w których jednak ofiar nie było.

list (pisownia oryginalna). „Do Uprzejmego Rządu Pałacu Kultury Ja Leon Syn Stwórcy Pierszego Piszę do Was do Rządu Prawdziwego Wielki mąciciel całą kulę ziemską przewróci Bo już nastały czasy w pełni”

„Co za dzicz bezcześci pomnik Witosa!” 19 – zauważa nieco bez związku z Pałacem „Przeciętny Obywatel”. Mieszkanka Wrocławia śle prośbę „o załatwienie akcji śpiewu i gwizdania” 20 oraz dołącza dwa swoje zdjęcia, oba w negliżu, z adnotacją: „Proszę to przerobić na śpiew i jazdy” 21. „Obserwator” z kolei poświęca całą tyradę – spisaną na jednej kartce wyrwanej z zeszytu w kratkę – artystom występującym w Kongresowej i pałacowych teatrach: „Największe głupki i głupole to są artyści. Patrząc się na małpę i osła, jeden mianownik zalicza się z całą słusznością do tej grupy. (…) Swego czasu jeden Pan powiedział idąc do Teatru: tu się odbywają największe brudy-plugastwa i hańby. Kobiety-artystki to element świństwa świata, to jest padlina śmierdząca, w tej grupie jest wykoślawienie różnych odchyleń, zwierzęcych zachcianek. (…) O cześć wam, głupki i głupole, dokładnie do szpiku kości was znam”22.

… już same początki Pałacu otacza mistyczna aura. Nie powstał w miejscu przypadkowym, lecz zbudowano go na „wyciętym świętym gaju”, czyli wykarczowanych resztkach kapitalistycznego dziewiętnastowiecznego miasta, którego ma być zaprzeczeniem. Przypomina się praktyka stawiania chrześcijańskich kapliczek czy świątyń w miejscach pogańskiego kultu, by symbolicznie zaznaczyć zwycięstwo nad wcześniejszym sacrum.

Zbigniew Benedyktowicz szkicuje na kartce plan Pałacu. – Ma orientację świątynną, właśnie w takim układzie. Główne wejście wraz z trybuną i placem, czyli częścią, którą można nazwać obrzędową albo wręcz ołtarzową, znajduje się od wschodu, co od razu budzi skojarzenie z Moskwą, której darem był Pałac. To z tej strony miał też stanąć pomnik Stalina, patrona budynku.

Tymczasem wejście od strony zachodniej, odpowiadające wejściu do przedsionka świątyni – to wejście do Sali Kongresowej, miejsca, gdzie między innymi odbywały się najważniejsze zjazdy partyjne. Ten drobny zabieg sprawił, że w sensie symbolicznym podkreślono, iż Polska (a także PZPR!) znajduje się dopiero w przedsionku idealnego ustroju, w miejscu przeznaczonym dla katechumenów jedynie pretendujących do bycia prawdziwymi »wiernymi«”43.

Przeznaczenie Pałacu ma odpowiadać nowej wizji społeczeństwa. „Zamiast mozaiki ciasnych kamienic tworzących mieszczański ekosystem, na ogromnym pustym placu stanęła monolityczna bryła, w której w hierarchicznym układzie mieszczą się najróżniejsze państwowe instytucje – od Polskiej Akademii Nauk po Muzeum Techniki i teatry. Nie było tu miejsca ani dla zwykłych mieszkańców, ani dla ich prywatnych przedsięwzięć” 81 – pisze publicysta i historyk Adam Leszczyński. „Jeżeli mieszczańskie kamienice mówiły o prywatyzacji życia burżuazji – o jego parcelacji na małe, drobne, osobiste sprawy schowane za zdobionymi fasadami – Pałac ogłaszał eliminację wszystkiego, co prywatne”82.

Skoro ma być narodowy w formie, niemal każda z polskich krain spieszy, by przekazać mu najcenniejsze skarby swej ziemi. Szary marmur do budowy ofiarują Sławnowice na Dolnym Śląsku, brązowy – Bole-

Wiadomo przynajmniej tyle, że para młodych, która w latach siedemdziesiątych skacze razem, trzymając się za ręce, to współcześni Romeo i Julia. Ona pochodzi ze wsi, on z miasta, rodzice nie zgadzają się na mezalians, jak napisali młodzi przed śmiercią w liście. Ona jest też pierwszą kobietą, jaka zginie w Pałacu, pomijając studentkę pierwszego roku Wydziału Chemii Uniwersytetu Warszawskiego, która 17 stycznia 1960 roku dostała zawału i utonęła w basenie Pałacu Młodzieży (choć i tak niektórzy zaliczają tamtą w poczet samobójców, zwiększając ich liczbę do ośmiu). Większość z nich nie spada na plac w dole, lecz na któryś z tarasów okalających budynek.

– Z Pałacem jest jak z PRL-em – mówi Zbigniew Benedyktowicz. – Ci, którzy nie doświadczyli tamtej rzeczywistości, pytają czasem: jak w ogóle można było w niej funkcjonować? Ludzie starali się żyć, jakby nie istniała. Podobnie z Pałacem pod nosem – jedynym wyjściem było robić swoje i go nie zauważać.

Gdy papież umrze, okna w Pałacu rozjarzą się światłami układającymi się w kształt krzyża, a na budynku zawiśnie papieska flaga. Niektórzy będą postulować, by iść dalej tym tropem – sprowadzić do Pałacu relikwie Karola Wojtyły i urządzić wewnątrz jego sanktuarium. Albo nadać mu imię Jana Pawła II.

Uzdrawiające seanse w Sali Kongresowej prowadzi Anatolij Kaszpirowski, magik ze Związku Radzieckiego, znany z programu Bliżej świata, hipnotyzujący dotąd Polaków spojrzeniem z ekranów telewizorów. Stan Tymiński, nieznany nikomu bliżej przybysz z Peru, który w pierwszej turze pierwszych wolnych wyborów prezydenckich pokonuje wywodzącego się z opozycji pierwszego niekomunistycznego premiera Tadeusza Mazowieckiego, urządza w jednym z pałacowych pomieszczeń biuro swego komitetu wyborczego.

„Witam Pokojem Bożym – pozdrawia pan R. z Gdańska. – Do pisma dołączam moje wyznanie wiary, w celu złożenia świadectwa Prawdy Bożej. Chcę nadmienić, że jestem zawiedziony Polską i nie tylko kulturą i tymże wychowaniem. Wysłałem setki listów i na większość z nich nie otrzymałem odpowiedzi, ani też potwierdzenia odbioru. Jest to bardzo smutny fakt, zważywszy, iż w większości, to tylko ludzie kształceni i podobno inteligentni. Czy Wy, Pracownicy w Pałacu Kultury i Nauki możecie jakoś wpłynąć na psychikę wyżej wymienionych i nie tylko ich psychikę?”110.

Mieszkaniec Secemina, pan P., piszący w 2006 roku, jest konkretny: „Zwracam się z uprzejmą prośbą o udostępnienie akt budowy Pałacu Kultury i Nauki w celu dalszej jego rozbudowy i powiększenia”120.

Na apele w prasie dotyczące zbiórki przedmiotów z okresu PRL-u zgłasza się łącznie kilkadziesiąt osób. Niewiele jak na oczekiwania pomysłodawców. Za to samą wystawę w ciągu czterech miesięcy odwiedzi blisko pięciuset widzów dziennie. Pokolenie dorastające w krajach dawnej demokracji ludowej zaczyna się właśnie fascynować epoką swojego dzieciństwa. Nie ustrojem jako takim, lecz życiem codziennym. Z sentymentem wspomina niektóre smaki, zapachy, odkrywa zapomniane wzornictwo, grafikę, a przede wszystkim architekturę, najbardziej obciążaną dotąd za grzechy systemu.

Pałac został wpisany do rejestru zabytków i objęty pełną ochroną konserwatorską.

Na pożegnanie dostaje pierwszy gadżet. Poczuł apetyt na więcej. Zakłada stronę internetową, na której dokumentuje rozrastające się zbiory. Dziś przechowuje je w osobnym pokoju, nazywanym gabinetem. Obok pudeł z segregatorami na widokówki podwiesza witryny z Ikei. Na nich Pałac w setkach kopii – na kubkach, statuetkach, talerzach, medalach, pudełkach z czekoladkami. Na okładkach książek, które zajmują osobny regał. Zbiór podzielony na dwanaście kategorii: bilety i dokumenty, breloki, figurki, filatelistyka, kalendarze, literatura, multimedia, naczynia, prasa, przypinki, stara fotografia, inne rzeczy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *