Grzegorz Piątek, Świątynia i śmietnik. Architektura dla życia:
Cytaty:
Na Mariensztacie opór mieszkańców i radnych był tak silny, że toaleta w ogóle nie powstała.
Darmowe ubikacje są częściej wykorzystywane, a szybka rotacja użytkowników sprawia, że trudniej tam się na dłużej zamknąć i coś zepsuć. Paryż od lat utrzymuje czterysta bezpłatnych automatycznych toalet. Większość z nich zamyka się na noc i to wystarczy.
Zachwycający park Akcji „Burza” na kopcu Czerniakowskim otrzymał European Prize for Public Spaces i cały worek nagród krajowych. Kosztował 24 miliony, ale toaleta automatyczna ma w nim powstać dopiero w przyszłości. Całe szczęście i nad Wisłą, i wokół kopca nie brakuje krzaków.
… w połowie XX wieku ówczesny guru amerykańskiej krytyki i teorii architektury Lewis Mumford napisał, że „jakość danej cywilizacji można poznać po tym, jak pozbywa się swoich nieczystości”.
… na wzornictwie mówi się, że najtrudniej jest zaprojektować krzesło, tyle parametrów trzeba wziąć pod uwagę.
… w szkołach podstawowych architekci z xystudio świadomie stosują jaskrawsze kolory, które mają pobudzać dzieci znużone wczesnym wstawaniem i długimi lekcjami.
Publiczni inwestorzy najczęściej wybierają architekta w przetargu, a wygrywa ten, kto zaproponuje najniższą cenę. Czasem do tego dochodzi kryterium doświadczenia. Najgorzej jednak, kiedy punktuje się też czas opracowania projektu. Wtedy zwycięzcą zostaje ten, kto obieca zrobić go najtaniej i najszybciej. Czyli najczęściej najgorzej. Sibińska i Domaszczyński twierdzą, że są pracownie, które przyjęły taki model biznesowy, że startują w wielu przetargach naraz, proponują dumpingowe ceny, dzięki czemu wygrywają i potem niechlujnie kopiują swoje własne projekty w kolejnych gminach.
… budynki, w których przyszłość narodu spędza przez kilkanaście pierwszych lat życia całe dnie, powstają często na odwal się, byleby się zgadzało z przepisami. Jakby chodziło o kurzą fermę albo o garaż.
W PRL-u profesor Skibniewska uczulała studentów na potrzeby osób z niepełnosprawnościami i – bezskutecznie – walczyła o zmiany w prawie budowlanym. Przekonywała, na przykład, że w niskich blokach też powinno się instalować windy, bo wszędzie żyją ludzie z różnymi trudnościami w poruszaniu się. Mówiła o „więźniach piątego piętra”.
Dramat – już przy wejściu trzeba było pokonać najpierw cztery, potem trzy schodki. Także między piętrami nie dało się poruszać bez pomocy dwóch, trzech silnych osób, które wtaszczą człowieka razem z wózkiem. Tyle z tego dobrego, że uczyliśmy się, jak robić to bezpiecznie. A kiedy już pokonało się schody, okazywało się, że w budynku nie za wiele da się zrobić: za wąskie toalety, za wysokie blaty, zbyt wysoko powieszony automat telefoniczny.
Teraz problemem jest nagrywanie. Dzieciaki wsuwają telefon do kabiny po podłodze albo sięgają górą ponad ścianką, nagrywają i potem wrzucają nagranie do internetu albo szantażują, że to zrobią. Szkolne toalety muszą być po prostu bezpieczniejsze. Bloki sanitariatów powinny być mniejsze i blisko danej klasy. Ściany kabin powinny być szczelnie obudowane, żeby uniemożliwić podglądanie i nękanie.
Czy architektura zabytkowych gmachów musi być aż taką świętością? Czy układ wejścia, nawet ukształtowany przez tak wybitnego architekta jak Tylman z Gameren, powinien być nienaruszalny? Jest przecież pamiątką czasów, w których słabsze i mniej samodzielne jednostki były traktowane jak ludzie drugiej kategorii i skazywane na los dziada żebrzącego pod kościołem.
Śmietnik na Muranowie jest natomiast budowlą bez barier. Wiedzie do niego łagodna pochylnia, która zapewnia równy dostęp wszystkim osobom wynoszącym śmieci, a wywożącym je pracownikom pozwala swobodnie przetaczać pojemniki z odpadkami. Projektant nie musiał myśleć tu kategoriami gustu i gestu, mógł się skupić tylko na praktycznych aspektach funkcjonowania budynku. Dzięki temu powstała przestrzeń przyjazna dla wszystkich – dla słabszych i dla silniejszych, dla obsługujących i dla obsługiwanych.
JUŻ MIAŁ BYĆ KLOPS, A NAPRZÓD HOPS! – głosił więc transparent podczas pochodu pierwszomajowego w Warszawie, a na jednym z najsłynniejszych zdjęć dekady pierwszy sekretarz stoi z premierem Jaroszewiczem, obaj regulują zegarki. Podpisywano je: „Przyspieszajmy, obywatele!”
Le Corbusier był autorem jednej z pierwszych koncepcji prefabrykowanych betonowych domków – Maison Dom-ino, które miały zapewnić dach nad głową mieszkańcom zniszczonej w pierwszej wojnie światowej Flandrii.
PEŁNE I RYTMICZNE WYKONYWANIE ZADAŃ PRODUKCYJNYCH DROGĄ DO POPRAWY WARUNKÓW ŻYCIA LUDZI PRACY – motywował napis na hali fabryki domów.
… do 1976 roku wartość produkcji mebli potroiła się w stosunku do schyłku rządów Gomułki, a więc w ciągu mniej niż dekady!129 Dzięki temu wysiłkowi w latach 1970–1979 w Polsce powstało ponad 1,84 miliona mieszkań czynszowych (spółdzielczych i zakładowych). Rekord padł w 1978 roku: 283,6 tysiąca130.
Bywało i tak, że moduły przyjeżdżały z fabryki na plac budowy, ale nie dało się ich zmontować, bo niegotowe były jeszcze fundamenty albo teren jeszcze nie został uzbrojony.
Niedorobione były nie tylko budynki, ale i całe osiedla. Powstawały zwykle w szczerym polu, bo tego wymagały skala przedsięwzięcia i technologia wielkopłytowa obsługiwana przez potężne dźwigi. Klucze do mieszkań niezmiennie przekazywano zanim powstały planowane sklepy, szkoły, przedszkola i żłobki, więc w pierwszych latach niemal po wszystko trzeba było jechać „do miasta”, czyli do starych dzielnic.
W starych dzielnicach można łatwo ulec nostalgii, wspominać z łezką w oku rozebrany dom, wycięte drzewo albo kioskarza, który poszedł na emeryturę. Żyć na osiedlu oznaczało nieustannie ćwiczyć wyobraźnię i trenować nadzieję.
To były czasy sprzed rozbuchanego brandingu, więc tylko papiernik nazywał się Żaczek. Tak to fryzjer był fryzjerem, a kiedy trzeba było jakoś odróżnić od siebie punkty tej samej branży, powstawały nazwy zwyczajowe. Po warzywa chodziło się do kontenera (bo to był kontener) albo do pana Tadzia (bo prowadził pan Tadzio). Parterowe, powtarzalne sklepy samoobsługowe nazywano czerwonym, czarnym i białym. Dwa pierwsze od koloru blaszanego fryzu nad wejściem, a trzeci był po prostu cały biały.
– Ale generalnie komunikacja była tragiczna – uzupełnia moja siostra. – Autobusy jeździły, jak chciały. Nie wiadomo, jaki był rozkład, bo jak tylko został wywieszony, to ktoś go zrywał albo odkręcał tabliczkę i zabierał do do
Odbywało się ciągłe latanie między mieszkaniami, pożyczanie, użyczanie, oddawanie, podwożenie, podrzucanie dzieci, odbieranie dzieci, dokarmianie dzieci, zostawianie kluczy, podlewanie kwiatków, zostawianie ciasta, odmawianie ciasta, jedzenie ciasta, wpadanie na kawę, na papierosa, na wódkę, po szczepkę (bo ładnie rośnie), po materac (bo najazd krewnych), po cukier (bo nie dowieźli), z gazetką (bo przeczytana), na imieniny, na sylwestra, na dobranockę, na telewizję, potem na wideo.
Dziś normą są znowu ciemne kuchnie, tyle że nazywa się je aneksem kuchennym.
Z gotowych elementów buduje się więc w Polsce, bez rozgłosu, mieszkania, hotele, akademiki, hale produkcyjne, biurowce, centra handlowe.
… a w każdym miasteczku i przy każdej autostradzie znalazł się McDonald’s – pawilon z prefabrykatów oferujący potrawy z prefabrykatów pospiesznie składane na fordowskiej taśmie produkcyjnej. I okazuje się, że można to pokochać (I’m lovin’ it!) – wszystko jest kwestią marketingu.
… obserwuję ewolucję tej okolicy. Osiedle wyposażone jest już we wszystkie pierwotnie planowane szkoły, żłobki i przedszkola, tylko dzieci jest zdecydowanie mniej niż kiedyś. Większość piaskownic rozebrano albo zamieniono na klomby.
