Art Farmer „Crawl Space”:
Bardzo przystępna trąbka.
Szanowni Państwo,
dziś przed nami kolejny niełatwy, dociekliwy, dogłębny film – tym razem sygnowany jako czeski, choć pewnie zręczniej byłoby powiedzieć czechosłowacki. Oto obraz pod tytułem „Słudzy”.
Film jest, jak to często bywa w przypadkach produkcji, które poruszają temat ważny, ale przecież nie celujący w porwanie tak zwanych szerokich mas kinowych, więc film jest imprezą składkową, na którą pieniądze wyłożyły Czechy, Irlandia, Słowacja i Rumunia, w zamian za prawa do dystrybucji obrazu. U nas wszedł do rozpowszechniania w roku 2020, w momencie wystąpienia pierwszych objawów pandemii, może dlatego nikt nie miał dla niego należytej uwagi. Ale to jest pierwsza przyczyna, druga jest taka, że nie mamy odpowiedniego języka, nie mamy nawyku, nie mamy umiejętności, nie mamy zainteresowania ku temu, aby omawiać nasze sprawy religijne, obrzędowe, kościelne. Co tu dużo mówić, w naszym z definicji katolickim narodzie sprawy te spychamy do podświadomości zbiorowej. A potem mają je za nas załatwić albo filmy ściśle religijne, chciałoby się czasami powiedzieć dewocyjne, albo wręcz przeciwnie, filmy radykalnie krytyczne, dla wielu antyreligijne. I w jednym, i w drugim wypadku brakuje czasu i uwagi na analizę, na namysł, na pogłębienie obrazu. I tak się bujamy między dewocją i antyklerykalizmem, wszystko byle tylko ni zostawić sobie czasu na namysł, na próbę uchwycenia, zrozumienia tego, co w naszym polskim życiu wydaje się bardzo istotne. I dlatego składa się właśnie tak, że ten namysł importujemy sobie z bratniej Słowacji.