Archiwum miesiąca: sierpień 2020

Po Podlasiu

Po męczącym powrocie (gehenna przejazdu przez Warszawę w ramach niedzielnych powrotów) tylko dwa ruchome obrazki. Zabłudów (poniżej Białegostoku). Łąka, na której doszło do objawień, o których czytałem niedawno w książce reporterskiej „Cudowna”.:

I po raz kolejny Garbarka. Tym razem w deszczu.:

Te oczy zielone

O poranku pielgrzymka pod mural ku czci najsłynieszego mieszkańca Podlasia.:

W Muzeum Rzeźby Alfonsa Karnego – kolega Broniewski, którego hołdowaliśmy nie tak dawno w Płocku.:

W galerii portretów fotografie pisarzy Krzysztofa Gierałtowskiego. Wojciech Młynarski, z którym rozmowy czytalismy całkiem niedawno.:

Królowy Most (plener filmów o Panu Bogu za piecem itd.). Antologia plenerów podlaskich.:

Kruszyniany. Raz jeszcze meczet i cmentarz tatarski. Przed meczetem sporo ludzi. Pomyślałem: pewnie msza. Ten meczet jako praca malarki-amatorki z Supraśla przewisiał się u mnie na ścianie ze dwa lata.:

Przez Supraśl nie sposób nie przejechać, więc raz jeszcze lody. I żubry w postaci malowideł naskalnych (na szkole plastycznej).:.

W niedalekich Odrynkach – znajomy skit (pustelnia mnichów prawosławnych). Ostatnio byliśmy bodaj zeszłego roku wiosną i nie dojechaliśmy, bo był odcięty przez roztopy.:

Narew. Również znajoma cerkiew.

Cerkiew w Hajnówce – nowoczesna, ale też majestatyczna jak zwykle.

Białowieża. Zabytkowa, graniczna stacja kolejowa. Po drodze – żubr.:

Wieczorem w Białymstoku na Rynku odkrywamy zagłębie gastronomiczne, jakiego nie powstydziłaby się zachodnia metropolia. Kolację zjedliśmy w restauracji „Esperanto”. Tylko tam był wolny stolik.:

Odsłuchane w samochodzie:

Intryga wzorowana na Agacie Christie (pałacyk w Górach Sowich odcięty od świata, morderca jest wśród nas, ślad wiedzie w okupację). No i potoki ględzenia ciotuni przy herbatce.

 

Beata z „Albatrosa”

Jako się rzekło – od rana Goniądz. Zarejestrowałem tę wielką pustkę na miejscowym rynku. To ta pustka, którą pozostawił po sobie Piotr Szczepanik…:

Grajewo i Muzeum Mleka. Odtworzyli wnetrze baru mlecznego, a komu mało, może z monitora obejrzeć bar, w którym podają puree z dżemem.:

Rajgród (okoń + placki ziemniaczane). Przystań była, ale próbuje być też aktualna.:

Augustów. Oczywiście Beata i „Albatros”. Tym razem mogliśmy wypić kawę, bo akurat skończyła się stypa. Poprzednio dwa razy z rzędu z powodu stypy odeszlismy z kwitkiem. Stypa w „Albatrosie” to chyba jakiś miejscowy zwyczaj.:

Giby. Cmentarz ofiar Obławy Augustowskiej. Akurat WOT ćwiczył zmianę warty.:

Sejny. Tym razem nie bazylika, a synagoga.:

Maleńki Lipsk z ogromnym kościołem.:

Sokółka. Radziecki cmentarz pod miastem. Ciągle robi wrażenie.:

Krynki tuż pod granicą z Białorusią. Absurdalnie wielki antykwariat, gdzie się kiedyś obkupiliśmy (replika mapy starej Galicji wisi u mnie do dziś), dawna synagoga i reszta.:

Wieczorna kawa naturalnie w Supraślu.

TV – znowu o kinie:

https://youtu.be/4QMmQ21njE8