Archiwum miesiąca: lipiec 2020

High noon

Mój Jarosław w samo południe. Miasto hołdów. Mentalność hołdownicza jak za moich czasów, tylko obiekty hołdów się zmieniają.:

Horyniec Zdrój, na samej granicy z Ukrainą. Park Zdrojowy i kawiarnia „Sanacja”, w której byliśmy równo rok temu. W kasztanach w parku dopatrzyliśmy się wtedy pierwszych oznak jesieni. Teraz podobnie. Tylko publiczności ubyło. Kto by uwierzył, że wirus dotrze nawet do Horyńca?:

Lublin, + 30. Pizzę zjedliśmy w jakiejś ocienionej bramie o 17.00. Duchota i hałas. Dorota wdała się w pogawędkę z panią kelnerką, która się zwierzyła, że kończy o 22.00 i chyba do tego czasu nie wytrzyma. Dostała większy napiwek niż dajemy zwykle. Tylko tyle można było zrobić…:

Odsłuchane w samochodzie.:

Gazetowiec Wotowskiego z najlepszych lat. Ta sztuczna i nadąsana polszczyzna, którą opisuje półświatek jest nie do podrobienia. Gdyby nie to, że człowiek trzyma rękę na kierownicy, chciałby kopiować całe passusy.

Moon over Resovia

Chodziło o to, by pożegnać się godnie z Rzeszowem, co nigdy nie jest łatwe. Ale zawsze kuszące.:

Ale wcześniej musiał być Tarnów.:

Poniżej Tarnowa – Zakliczyn, gdzie na ryneczku rąbało disco polo na całą epę.:

Bo niecałe dwa kilometry dalej są Lusławice i ośrodek muzyki współczesnej mistrza Pendereckiego. Zbudowany celem aktywizacji regionalnej. Z pewnością, z pewnościścią…:

Nowy Sącz.:

Niedaleko skansen, który przybliża dawne galicyjskie miasteczko. Jednak w trakcie chodzenia po uliczkach nikt nie krzyczy: „Sze idże!”:

Stary Sącz.:

Piwniczna, napisane, że Zdrój.:

Biecz. Marcin Kromer w oczekiwaniu na publiczność.: