Archiwum miesiąca: listopad 2016

Radio Merkury, wtorek 22 listopada 2016

Mili Państwo,
Dziś imieniny Filemona. Pamiętają Państwo? „Nazywam się Filemon. A wy? Jestem jeszcze bardzo małym kotkiem, ale już dużo wiem”. Czy Państwo też czują się dziś małymi kotkami, które dużo wiedzą?
Czytamy prasę wielkopolską, ale nie biegniemy po gazetę do kiosku, bo to wybyło zbyt łatwe.
Dziś sięgamy do pisma pod tytułem „Marjaż: miesięczny kurjer matrymonjalny, które ukazywało się w Poznaniu w roku 1929, za to krótko, bo znikło z rynku po dwóch numerach. Pismo znikło, ale pozostały oferty matrymonialne, jako to:
Urzędnik pocztowy lat 25, Polak-katolik, ożeni się z panną posiadającą 4 000 zł posagu.
Inteligentny, zrównoważony kawaler lat 28, zdrów, z zawodu bankowiec, ożeni się z panią mniej przystojną, lecz posiadającą nieco kapitału do założenia własnego interesu handlowego. Pośrednictwo krewnych mile widziane.
Inteligentna i bardzo miła panna na posadzie prywatnej, wyjdzie zamąż za urzędnika lub oficera. Inteligentni kupcy i rolnicy nie wykluczeni.
Kawaler lat 24, z zawodu fryzjer posiadający własny zakład, pragnie poznać pannę ładną i uczciwą, o nieskazitelnej przeszłości, posiadającą 800-1000 dolarów posagu, który jest potrzebny do powiększenia zakładu. Cel matrymonjalny.
Ożenię się ze starszą panną lub wdową w wieku 40-45 lat. Posiadam dobrze prosperujący interes konfekcji męskiej i towarów krótkich.
Aż by się chciało przenieść do roku 29 i pobyć panną na wydaniu z tysiącem dolarów.
Ale się nie przeniesiemy do roku 29, bo jakiś porządek w tych wspomnieniach musi być, a na nas czeka Wielkopolska w roku 1991, z którego tylko kamienie węgielne naszej historii:
W lipcu w Poznaniu odbyło się pierwsze Ogólnopolskie Spotkanie Hejnalistów. Tradycyjnie nie podano, ile hejnaliści wytrąbili.
2.11.1991 roku Radio „Merkury” zaczęło emisję całodobowego programu. I do dziś nie ma z tym kłopotów.
30.11 – W Poznaniu otwarto pierwsze w Polsce Muzeum Antykomunizmu.
Wtedy zresztą wiele rzeczy działo się po raz pierwszy. W Kaliszu i Ostrowie otwarto po 50 latach pierwsze w województwie lombardy. W Kaliszu powstał pierwszy fitness-klub z solarium.
Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Pile uruchomiła pierwszą w Pilskiem wypożyczalnię płyt kompaktowych, a w  byłej restauracji „Astoria” w Poznaniu  jako pierwszej wprowadzono dania kuchni chińskiej.
Więc a propos – na finał przysłowia ludu chińskiego. Wybieram te, które z pewnościa sprawdza się i u nas. Więc:
Chūtóu de chuánzi xiān làn
Co znaczy: odstające pieńki murszeją pierwsze.
Szan joł hu szan śing
Jeśli wiesz, że na górze są tygrysy, nadal się tam wybieraj.

I: łan szy dźu bej dży ćjan dong fong
Co znaczy oczywiście: Wszystko gotowe, teraz tylko czekać na wschodni wiatr.

Więc ja biegnę czekać –
Wiesław Kot

radiomerkury

Jesień średniowiecza

Do tego stopnia nic, że nie ma nawet czym wypełnić pół stroniczki. Sobota – cały dzień przestukany, wieczorem dwie godziny gadania do zaocznych. I pozamiatane.

A tymczasem życie publiczne pulsuje. Premier Szydło na Kongresie 590: „W Polsce nadszedł czas, gdy elitami są zwykli obywatele…” No to nareszcie i ja dołączyłem.

Hasło Premier Szydło na Kongresie w Rzeszowie: „Bawaria? a to takie niemieckie Podkarpacie!” OK, jeszcze tylko jakieś BMW zaczną produkować (zapewne lada dzień) i już nie będzie widać różnicy.

Łukasz Warzecha krytycznie wypowiedział się na łamach wPolityce o posunięciach rządu, ale też natychmiast został zdemaskowany przez internautę: „Warzech to lewak. On nawet nie wierzy w zamach w Smoleńsku!”

Tygodnik Nie: „Premier Szydło powiedziała, że program PiS to program napisany przez Polki i Polaków z całego kraju. Tyle jeśli chodzi o szukanie winnych.Również premier Szydło wyznała, że czasem ma dosyć, gdy jej koledzy z rządu udzielają kontrowersyjnych wypowiedzi. Niby że program PiS to nie jest program napisany przez Polki i Polaków z całego kraju?”

Głos pani poseł Pawłowicz: „W Polsce te specyficzne, unijne, szowinistyczne idee zawstydzania, pogardy i nienawiści dla polskiego narodu, połączone z okazywaniem poczucia wyższości europejskich, unijnych elit – realizują lewicowo-liberalne, zasilane środkami antynarodowej, kosmopolitycznej międzynarodówki „wykorzenionych” środowisk – szczególnie lewackie media i podobne im duchowo środowiska, m.in. kultury, jak też żałośni, ubodzy polscy celebryci prześcigający się w zohydzaniu swej ojczyzny (…).” Poza wszystkim jest to jedno z najdłuższych i najbardziej kunsztownych zdań we współczesnej publicystyce.

Dziś w Łagiewnikach (to ogromne krakowskie sanktuarium obok którego w odległości pół kilometra stoi drugie, jeszcze większe sanktuarium – chyba rekord świata) odbyła się wiadoma intronizacja. Internauta: „To teraz pewnie Król nakaże wygnanie niewiernych …? Gdzie ja podzieję się z żoną i małym dzieciątkiem? Może znajdziemy po drodze jaką stajenkę i przeczekamy…”

I pocztówka z Jarosławia, środkowa Bawaria: „Policjanci odzyskali metalową skrzynkę z datkami, którą 18-letni mężczyzna wyrwał ze ściany jednego z jarosławskich kościołów”.

Radio Merkury, Bigbit lokalny

Drodzy Państwo,
Słuchamy tak sobie i słuchamy tych odkurzanych nagrań w Radiu Satysfakcja i łapiemy się na przeświadczeniu, że cały ten rock to zabawka anglosaska. Prawda – ale nie cała, bo przecież rock and roll promieniował na cały glob i stał się własnością świata. Turcja, Tunezja, Madagaskar czy Islandia też mieli swoich Beatlesów. Miały ich i kraje bloku komunistycznego, a jakże. No bo rozejrzyjmy się po sąsiedzku.
Oczywiście nie zaskoczę nikogo, jeśli powiem, że rock and roll lekko nie miał w Związku Radzieckim. Przede wszystkim dlatego, że żadnego rock and rolla tam nie było. Były tylko wokalno-instumientalnye ansambły, w skrócie „wia”, co znaczyło tam tyle, co w Polsce wtedy big beat. Tak nawaisem pamiętam telemost między młodzieżą amerykańską i radziecka już za Gorbaczowa. Amerykański chłopak zapytał: A jak tam u was z seksem? Radziecka dziewczyna odpowiedziała: U nas seksa niet i nikagda nie było! W każdym razie Związek Radziecki już w roku 1965 mógł się śmiało pochwalić własnym zespołem z nurtu WIA o nazwie Pajuszczije Gitary, Śpiewające Gitary. Podmiot wykonawczy ten harmonijnie łączył w swych utworach wpływy takich twórców jak – wymieniam za opiniami krytyków: The Beatles, Marino Marini, The Shadows, Gianni Morandi, Skaldowie, Pink Floyd, No To Co oraz Blood Sweat And Tears. Oczywiście sukcesów pozazdrościli im młodsi koledzy i – tak jak w Polsce zespoły bigbitowe w tym czasie starały się mieć w nazwie jakiś kolor – tak zespoły radzieckie starały się umieścić tam rzeczownik  gitary lub imiesłów pajuszczije. Grały i śpiewały więc: Gołubyje Gitary, Sieriebriannyje Gitary czy Pajuszczije Serdca. W takiej Gruzińskiej Socjalistycznej Republice Radzieckiej  bezkonkurencyjna była grupa Orera pod kierownictwem czołowego bigbitowca ówczesnego Tbilisi Robberta Bardzimaszwilego, który śpiewał czastuszki w stylu Demisa Roussosa, a gruzińskie pieśni ludowe w manierze Toma Jonesa. Zreszta z rosyjskim folklorem kłopot mieli nie tylko Rosjanie, a wręcz przeciwnie. Angielska  grupa The Seekers ni z gruchy ni z Pietruchy nagrała i wydała w roku 1965 piosenkę pod tytułem „The Carnival is Over”, podpisaną przez kompozytora, Toma Springfielda.  Wielki sukces, kilka milionów sprzedanych krążków. Szybko zaczęła się awantura, bo dla każdego jako tako obytego słuchacza, nie był to żaden Carnival, lecz Pieśń Burłaków znad Wołgi, która zaczyna się słynnym: Wołga, Wołga, mat radna ja, eto ruskaja rieka. Oczywiście bezczelny plagiat, ale pieśń jest anonimowa, więc na procesie sądowym nikt nie zarobił. Ale ten rosyjski folklor ciagle kusił. I tak skromna brytyjska piosenkareczka Mary Hopkins odniosła w roku 1968 ogromny sukces piosenką „Those Were The Days”, którą po polsku śpiewała Halina Kunicka, ze słowami swego męża Lucjana Kydryńskiego jako „To były piękne dni”. To takie, jak mawiali wówczas Ślązacy, „Toboły”. Ale szybko się okazało, że podpisany pod melodią i słowami Amerykanin Gene Raskin nic de facto z piosenką nie ma wspólnego, bo skomponował ją jeszcze w latach dwudziestych słynny rosyjski pieśniarz Aleksandr Wertyński . I w jego wykonaniu była to ballada pełna nostalgii, a nie materiał na dansingową potupajkę. Ale Wertyński nie żył już wówczas od dziesięciu lat, więc na procesie o plagiat nic nie zarobił. Ach, długo by jeszcze  a to o Wiesiołych Riebiatach, a to o Dobrych Mołodcach, a to o Samoctwietach, ale my już wracamy zza Buga i wykonujemy skok za Karpaty.
Czynniki partyjno-państwowe Czechosłowacji były jak najbardziej za rock and rollem: że tak, że owszem, że wszysko, pod warunkiem, że po czesku. I już w 1962 roku cały kraj nucił – przykładowo – hit Waldemara Matuski i Evy Pilarovej „Ach, ta niebiańska miłość”, w oryginale, „Ach, ta laska Nebeska”. Z kolei pionierem muzyki młodzieżowej na Słowacji był zespół mocnego uderzenia Srszni , czyli Szerszeni. I żeby to miało ręce i nogi zespół powstał w Klubie Stoczniowców, bo – jak wiadomo – Słowacja jest krajem z szerokim dostępem do morza. W każdym razie na małej Słowacji doliczono się już w 1974 roku aż 70 zespołów rockandrollowych. One śpiewały – jak chciała władza – po czesku i słowacku, ale nazywały się po angielsku. W jakim zespole startowała Helena Vondrackova? W tercecie Golden Kids! W jakich zespołach zaczynał Jizi Korn? Po kolei w formacjach Donald, Mickey, Rogers, Hurikan (Hurricane), Rebels i Shut Up. Jednym z większych przebojów Jizego Korna była piosenka Zpivat’ jako dest’ . Może państwo słyszeli ją również w wersji angielskiej, gdzie nazywa się „Singing in the Rain”. Ale ta angielszczyzna panoszyła się u Czechów do czasu. Ściśle mówiąc do roku 1968, a dokładniej do sierpnia  tego roku, kiedy nastąpiła inwazja wojsk bratnich krajów na Czechosłowacją . I już pod koniec tego roku taki zespół Flamingo nazywał się Plamenacze, zespół Greenhorns  – Zelence, zespoł Blue Effect – Modri Efekt. Czescy bigbitowcy byli równie niepewni siebie jak nasi, dlatego chętnie określali siebie jako – czeski i tu padało nazwisko zachodniej gwiazdy. I tak Marie Rottrova to była czeska Aretha Franklin, zespoł Rebels z Jizim Kornem to było czeskie BeeGees, a – przykładowo – Helena Vondrackowa to była czeska Natalie Cole, Gloria Gaynor i Barbra Streissand w jednym.
I już by się chciało – hop! – za Odrę, by przybliżyć karierę Franka Schoebla, enerdowskiego Elvisa Presleya, choć z Presleyem łaczyło go tylko to, że obaj zaczynali karirę jako śpiewający kierowcy ciężarówek.  Ale to już innym razem. Also – bis dann, meine Liebe Freunde, do swidania, ahoj!

radiomerkury