Archiwum miesiąca: sierpień 2016

Media z moich stron

Nienawidzę życia zastępczego. Nic od siebie, wszystko z gazet. Ale co może na to niewolnik na plantacji?

Rzepa: „Idzie fala nowych powieści z Nigerii czy Ghany”. Niech się Stasiuk z Pilchem trzymają!

Życie gwiazd o Edycie Górniak (raz robiłem wywiad): „Jej szczęście nie trwało długo. Jak podaje Dobry Tydzień, dom, który miał być rajem na ziemi, okazał się koszmarem”. Nic nowego. Z relacji kolorowych pism wynika, że pani Górniak zawsze ma we wtorek raj, w środę koszmar. Albo odwrotnie.  I pomyśleć, że tak do us…..j śmierci…

Ponieważ dwie nasze najlepsze uczelnie przesunęły się w światowym rankingu z setki czwartej do piątej, głos zabrał odnośny minister Gowin. „Wicepremier przyznał, że trwają prace nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym. – Daliśmy sobie, resortom, uczelniom, środowisku naukowemu – czas na solidną debatę. Trzy zespoły przygotowują konkurencyjne koncepcje reformy. Od października rozpoczynamy serię debat, całodniowych konferencji, których zwieńczeniem będzie we wrześniu 2017 roku narodowy kongres nauki. Tam przedstawię nowy projekt ustawy”. To najważniejsze! Jak się przyjmie ustawę, to cała reszta – bułka z masłem. Harvard już się trzęsie ze strachu.

Czytam w mediach z moich stron:  „Mieszkańcy Radawy zdecydowali: Bogusław Adamiec pozostanie sołtysem”. Nie rozumiem, o co chodzi, ale sprawa musi być poważna. Radawa to ostatecznie dla Jarosławia Saint Tropez.:

s1

Do książki o Wielkopolsce anegdotycznej – pochód pierwszomajowy:

s2

W Radiu Merkury na początku lat 90. nagrywaliśmy z kolegami z „Wprost” audycje publicystyczne: dialogi na umówione tematy. Najpierw gadaliśmy, a potem spotykaliśmy się, żeby wyciąć to co najciekawsze. Nagrywało się wówczas na taśmę i tę taśmę należało przyciąć na stole montażowym. Do tego pośledniego zajęcia dyrekcja radia oddelegowała redaktora-weterana, który dorabiał sobie na emeryturze. Spotykaliśmy się więc i pan redaktor ciął taśmę, a następnie początek i koniec odcinka nakładał na siebie i sklejał. W międzyczasie szedł do szafki, gdzie miał puszkę coli i brał parę łyków. Po pewnym czasie te końcówki taśmy już mu się w rękach nie chciały spotykać. Więc przychodziliśmy następnego dnia, czasem po trzy razy do jednej audycji. Dopiero po jakimś czasie ktoś nam wyjawił, że pan redaktor wprawdzie ma puszkę coli, ale w środku wcale nie ma coli, a przeciwnie. Dlaczego? Bo on w ten sposób odreagowywał swoje zawodowe upokorzenie. Teraz klei taśmę jakimś szczeniakom, a nie tak dawno był najbardziej zaufanym towarzyszem radiowcem w Poznaniu. Cyrankiewicz przyjechał na Targi, obsługiwał on, Gierek wpadł z „gospodarską wizytą” – on. A apogeum jego kariery przypadało corocznie 1 Maja. Stał na balkonie kamienicy przy Głogowskiej i zapodawał na całą Wielkopolskę, a częściowo i na całą Polskę: „Oto przed trybuną defiluje robotnicza Wilda…” A teraz – klejenie taśmy i puszka po coli…

Radio Merkury, środa 24 sierpnia 2016

Mili Państwo,

dziś Światowy Dzień Windowsa. Nie wiem jak państwo, ale ja, galernik klawiatury, obchodzę go, chcę czy nie, po dziesięć godzin każdego dnia. Po czym nastąpi nieuchronny ciąg dalszy, zwyczajny w naszym dziennikarskim fachu: pikawa zatrzyma się w połowie akapitu, kolega dosiądzie się do klawiatury, dokończy, wyśle tekst, zgarnie honorarium, bo mnie już będzie niepotrzebne i zajmie moje miejsce. Po czym wygłosi mowę, w której będzie ubolewał, że tak szybko opuściłem ten padół. Jedna z definicji dziennikarstwa brzmi: Drugi najstarszy zawód świata.

W kwestii imienin – dziś dolne strefy stanów średnich, jak poziom wody na Bugu we Włodawie, a to znaczy, że świętują: Eutychiusz, Cieszymir i Patrycy. Jak się poziom podniesie, zawiadomimy niezwłocznie.

Z cyklu: skrzydlate słowa – hasło reklamowe z czasów pierwszej sprzedaży akcji przedsiębiorstw w roku 1990. Brzmiało: Poznaj siłę swoich pieniędzy. Z siłą i z pieniędzmi było na razie skromnie. Kwitł handel turystyczny – każdego dnia odwiedzało w tym celu Berlin Zachodni ok. 120 tys. handlowców-amatorów. Przywożono głównie sprzęt wideo. „Mamy więcej wideo niż wideł” – skarżył się szef ludowców, Roman Bartoszcze. Przeciętny czas operacji finansowych w bankach wynosił 35 dni. Ale też w roku  1990 r. budżet państwa po raz pierwszy przeznaczył więcej na oświatę i służbę zdrowia niż na wojsko i milicję. Inflacja szalała, więc jaka to była sensacja, gdy olsztyńska firma pogrzebowa ogłaszała w lutym 1990 roku: „Podstawowe usługi pogrzebowe wykonujemy jeszcze po grudniowych stawkach”. Ale i my mieliśmy dłużników, którzy byli nam winni grube pieniądze: Iran, Nigeria i Angola wisiały nam w sumie 4 miliardy dolarów. Artyści w telewizyjnym „Kabareciku” Olgi Lipińskiej śpiewali: „Jak by do socjalizmu dodać trochę forsy, to resztę można by zostawić”.

Aforyzmy na dziś. Wersja exclusive, czyli  klasycy gatunku: Julian Tuwim: Nawet najpiękniejsze nogi gdzieś się kończą. Stanisław Jerzy Lec: Chociaż krowie dasz kakao, nie wydoisz czekolady. Sławomir Mrożek: Rewolucja – przewrót, po którym chłopi też nie chcą płacić podatków, ale już komu innemu.

Dane drogówki w kwestii wypadków w trakcie powrotów z wakacji są – jak co roku – zatrważające, więc sentencja Mieczysława Szargana: Dla niejednego prawo jazdy jest przepustką do wieczności.
I w tej samej sprawie Kubuś Puchatek na dziś: Wypadek to dziwna rzecz. Nigdy go nie ma, dopóki się nie wydarzy.

Więc niech się nie wydarzy, jak niewydarzony pozostaje –
Wiesław Kot

radiomerkury

Glory

Britney Spears „Glory” (Deluxe Editio) 2016. Słychać ciężką pracę reżyserów dźwięku, którzy każde popiskiwanie obracają na stole montażowym w niewiarygodne wygibasy dźwiękowe. Jak się przywyknie, to się wydaje, że płyta winylowa się zacięła i nikomu się nie chce popchnąć ramienia gramofonu Bambino.:

s3

Orkiestra-widmo

Wczoraj nie wytrzymałem na tle orkiestry dętej z Rokietnicy (pod Poznaniem), która miała koncertować w Parku Sołackim. Nikt by nie wytrzymał! Jak stałem, tak pojechałem. A tu cisza. Żadnej orkiestry. Tylko dzieciaki, panie z pieskami. I – najgorsze – nikt nie czuje się poszkodowany, rozczarowany, podłamany…:

w1

Park na Sołaczu był za moich czasów (lata 80-te) miejscem licznych wtajemniczeń erotycznych z racji bliskości akademików. Moich wtajemniczeń też. Teraz – widzę – postawili tu pomnik. Wszystko wskazuje, że to pomnik tych wtajemniczeń, bo nie wygląda na pomnik żadnej ważnej pary ani jakiejś katastrofy…:

w2

Facetowi z Jastrowia nie śniło się jeszcze wczoraj, że dziś jego zdjęcie będzie na czołówkach wszystkich gazet w kraju. Gdyby mu to przepowiedział jasnowidz z Człuchowa, facet by go wyśmiał. A wystarczył drobny włam do kasy na dworcu w Jastrowiu (byliśmy nie tak dawno). Z komunikatu: „Mężczyzna przyznał się do winy i złożył wyjaśnienia”. Fakt – mógł się nie przyznać. A najbardziej ciekaw byłbym tych wyjaśnień…:

w3

Do książki z anegdotami o Poznaniu. Targi w PRL.:

w4

Na Targi wpychały się dzieciaki i zbierały wszystkie możliwe prospekty, bo niczego podobnie eleganckiego i kolorowego nigdzie indziej nie widziały. Normalka. Gorzej, że na Targach notorycznie sępiły dziennikarskie gównojady. Mam na myśli zwłaszcza jednego (nazwisko oczywiście zmilczę), który ten numer powtarzał od dziesięcioleci. Szedł oto na stoisko, przypominał się, że jest z lokalnej gazety (najczęściej niepotrzebnie) i pozwalał się – oczywiście bez oporu – zaciągnąć na zaplecze. Prospekty go nie interesowały. Do firmowej reklamówki zgarniał: firmowe długopisy, podstawki pod szklanki, T-shirty, korkociągi i co tylko. Na głowę nasadzał firmową czapeczkę (a był w garniturze i pod krawatem). Obowiązkowo częstowano go kieliszkiem, dwoma i nigdy nie odmawiał. Jak się to powtórzyło przy dziesiątym stoisku, miał dość. Namieszał wódy, upał bywał nieznośny, więc morda mu poczerwieniała, w oczach miał obłęd, krawat poluzowany i przekrzywiony, czapeczka na bakier, w rękach dwie pękate i przelewające się siaty. I tak wracał do redakcji przy Grunwaldzkiej. A gęba mu się śmiała od ucha do ucha. Udane żniwa! Raz jeszcze!

Radio Merkury, wtorek 23 sierpnia 2016

Mili Państwo,

dla urodzonych 23. sierpnia gwiazdy przewidują, jako zawody optymalne, profesję kowala, zakonnika oraz dyrektora. Optymalne zwierzę – kret. Optymalny kamień – rodonit. Optymalna roślina: jasnota biała. Przynajmniej dopóki nie zmieni się w pomroczność jasną.

Z cyklu skrzydlate słowa, hasło reklamowe, które liczy sobie 90 lat: Radio w izbie, świat na przyzbie. Hasło zachęcało do kupowania radioodbiorników i to nie byle kiedy, bo w roku 1926, kiedy to Polskie Radio rozpoczęło regularne nadawanie. Na rozpoczęcie programu o 6.30 szła pieśń „Kiedy ranne wstają zorze”. Pierwsza wyemitowana audycja dla dzieci – wierszyk „Pan kotek był chory”. W święto państwowe, 11 listopada 1926 roku, po raz pierwszy przez radio przemówił marszałek Piłsudski. W rok później własną rozgłośnię miał już Poznań. Z tej okazji tygodnik „Radio” opublikował wierszyk: „Nie będzie odtąd Polska łupem fal/ płaszczących się przed dawnym okupantem./ Będziemy odtąd słali z naszych anten/ własne płomienne wicie – w wielką dal”. Literatura to to nie była, ale radio gra do dziś.

Jeszcze raz zerkamy przez ramię na lata 80-te XX wieku. Rzeczy nowych mogliśmy kupić przeraźliwie mało, więc prasa radziła, jak przedłużyć żywotność tego, co już mamy. „Torebki z jasnej świńskiej skóry – czytaliśmy – dobrze jest często przecierać gumką do ołówka…” lub: „Wyświecone miejsca na kolanach spodni należy zwilżyć odwarem z mięty, do którego dodajemy kilka kropli amoniaku, a następnie prasować przez zaparzaczkę…”  Sukienki szyto z farbowanych prześcieradeł, chusty i szale sporządzano z pieluch zszywanych domowym sposobem. A wszystko do kupienia wprost z polowych łóżek rozstawianych na chodnikach. Agnieszka Osiecka: „Jadą, jadą spekulanci,/ łza się w oku kręci,/ Jeszcze Polska nie zginęła,/ póki są klienci”.

Z zupełnie innej beczki. Każde miasto, miasteczko, wioska, wioseczka ma swoje Przygłupowo, czyli położone niedaleko miasto, miasteczko, wioseczkę, w której rzekomo mieszkają sami idioci, w odróżnieniu od nas, oczywiście. I to nam bardzo dobrze robi na samoocenę. Dla Warszawy jest to Grójec, dla Poznania Mosina – zresztą słynny „elegant z Mosiny” ma tam swój pomnik. Takim Przygłupowem na skalę ogólnopolską był Wąchock. Przynajmniej w historycznych dowcipach z tak zwanego Klubu Masztalskiego, kompletnie dziś zapomnianej ludowej formacji humorystycznej z lat 80.:
W Wąchocku pochód pierwszomajowy ciągle jeszcze maszeruje. Dlaczego? Bo trafili na rondo.
Sołtys z Wąchocka za stodołą wykopał metrowy dół. Po co? Bo kazali mu zrobić zdjęcie od połowy w górę. Wykopał też sześć innych podobnych dołów. Po co? Bo kazali mu też przynieść sześć odbitek.
Dlaczego Leoncio z serialu „Niewolnica Isaura” popełnił samobójstwo? Bo dowiedział się, że Isaura została porwana na plantację trzciny wprost z Wąchocka.
I tak dalej. Ogólnie – boki zrywać.

Więc zrywam się i ja –
Wiesław Kot

radiomerkury