Archiwum miesiąca: maj 2016

No satisfaction (at all)

Wracam od fryzjera. Dorota wita mnie tekstem z filmu „Vabank”: „Obcięli ci włosy…”

Fronda.pl proponuje modlitwę w rocznicę wyboru A. Dudy na prezydenta: „Koronka za Andrzeja Dudę do Bożego Miłosierdzia”. Adresat modlitwy idealnie dobrany. No, ale oni mają to fenomenalne wyczucie…

Notujemy przełom w kwestii sprowadzenia do Polski wraku tupolewa. Dr Wacław Berczyński, szef komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej, przypomina: „– Trochę szczątków samolotu mamy. Przywieźli go ludzie, wycieczki”. Zapewne w reklamówkach. Jeszcze ze dwa sezony wycieczkowe i cały samolot będzie u nas.

Z kolei na portalu Polonia Christiana czytam: „Toczy się bitwa o duszę Krakowian. Miasto świętych i męczenników od lat ulega szatańskim podszeptom, staczając się w złowrogim tempie. (…) Przegońmy prostytutki, satanistów, pijaków i ateistów”. I dalej: „… gród Kraka zajmuje szczególne miejsce w szatańskim planie zniszczenia. Każdy, kto odwiedził Kraków choć raz w ostatniej dekadzie wie, jak wielkie zmiany w nim zaszły. Promocja bluźnierstw za publiczne pieniądze, zgoda na wychodzenie nierządnic na ulice, światek artystyczny stawiający sobie za cel walkę z polskością i Kościołem, tabuny pijanych turystów przybywających tu wyłącznie w ramach >seks-turystyki< – to wszystko stało się już dziś codziennością Krakowa”. Byłem niedawno, potwierdzam w całej rozciągłości. Chciałem nawet tej „seks-turystyki” pokosztować, ale Dorota nie odstępowała mnie na krok. I teraz będzie w Krakowie marsz przeciw tej Sodomie i Gomorze. Jeden z potencjalnych uczestników napisał: „Marsz może swoim pięknem i radością np. prostytutki zaprosić do czystości”. I taka powie potem: Owszem, jestem prostytutką, ale zachowuję czystość. Marsz mnie zachęcił.

Przeczytane. Aleksandra Różdzyńska na pytanie, po czym poznaje się dobrego aktora: „Że pijany zagra trzeźwego. Nie odwrotnie, bo to łatwizna”.

Poznańskie Radio Merkury zaprosiło do ściślejszej współpracy. Może z tego coś będzie, może nie.:

s1

Na wypadek, gdyby nic nie miało z tego wyjść, daję felietonik, który dzisiaj nagrałem. Wypracowanie na zadany temat: Koncert Rolling Stonesów w Sali Kongresowej w 1967 roku.

Czytaj dalej No satisfaction (at all)

Pomoc niewidomemu

Przywykłem do tego, że swoich znajomych oglądałbym w telewizji, gdybym ją w ogóle oglądał, a tego nie mam w zwyczaju od kilku dobrych lat. Po prostu nic tam dla mnie nie ma. Choć mnóstwo czasu spędzam przed ekranem: monitora kompa, albo dużego ekranu, na którym oglądam filmy. Aż tu Dorota woła mnie, bo na ekranie lokalnej telewizji występuje „Książę”. Tak nazywamy pana, który tradycyjnie wita nas pod marketem. Mnie otwiera drzwi od samochodu ze słowami: „Witaj książę!”, a Dorocie ze słowami: „Witaj, królowo!”. Królowa wie, co do niej należy, więc zbiera zamówienia. Żywnościowe. Ale zawsze na dnie pełnej torby czai się odpowiednia ilość puszek najmocniejszego piwa, jakie mają na składzie. I widzę „Księcia” w TV jak wygłasza frazę: „Nie sztuka człowieka zhańbić…” Co on? Naczytał się poezji romantycznej? Norwida? Herberta? Kaczmarskiego się nasłuchał? Gdzie?! Pod Biedronką? A może za mało piwska ostatnio dostał? Raczej ta ostatnia wersja.

Sklep mięsny na rogu (relacja Doroty). Starsza pani prosi o pięć plasterków tego, dziesięć plasterków tamtego. Tłumaczy, że spodziewa się dzisiaj gości. Inna starsza pani: „- Niech pani tyle nie bierze, bo do wieczora nie wyjdą!” Poznań.

Rankiem TVN24. Proponują kawę i „- A może zwykłej wody?” Jestem zdziwiony. Pewnie, że zwykłej. Bo „niezwykłą” to mają – najbliżej – w Licheniu. A swoją drogą, ja to muszę wyglądać już z natury na takiego, co go od rana suszy. Cóż, na swój wizerunek pracowałem wytrwale tyle lat… A potem to już zwykłe bla, bla, bla…:

w1

Kościół w Toruniu dopiero poświęcili, a o. Rydzyk mówi już o nim w Radiu per „sanktuarium”. Kiedyś, żeby zwykły kościół stał się sanktuarium, trzeba było najmarniej 200-300 lat. Teraz wystarczył tydzień. Jak to dziś wszystko szybko idzie…

Lechu znowu dał numer. O swoim nieustającym oskarżycielu w kwestii „Bolka”, historyku Cęckiewiczu, mówi per Centkiewicz. Alina i Czesław w grobach się przewracają!

Wczoraj w Gorzowie Wlkp. pewien pan sprzedawał ze straganu różne rzeczy własnej roboty – z kapsli po piwie. Na przykład motyla. Z moich kapsli można by wykonać dziesięć słoni i na małą żyrafę jeszcze by zostało.:

w2

Dzieciaki uczą tu rysować tęczę. No, to ładnie zaczynają…:

w3

Przed naszym przyjazdem musiało być ciekawiej, bo na chodniku tu i tam damska bielizna.:

w4

Dzisiaj w Poznaniu w Bibliotece Raczyńskich plakat, który instruuje, jak pomagać niewidomym. Z apelem, by najpierw zapytać osobę niewidomą, czy sobie takiej pomocy życzy. Bardzo słusznie. Coraz częściej słyszy się o pomaganiu niewidomym na siłę.:

w5

Wracam przez Skwer Wilhelmiego. Coś tu się nie zgadza. Bo w znany serialu, to on jednak występował w polskim mundurze…:

w6

A tymczasem w moim Jarosławiu parada Schumanna – za integracją z Unią. Co to się porobiło. Ktoś tam chyba stracił czujność. A tak w ogóle za moich czasów po ulicach chodziły na przemian pochody i procesje, procesje i pochody. Jak ten czas leci…

w7

Szofer szofra macią ruga

Oczadziałem od tego klepania w klawiaturę. Jak bohater filmu „Lśnienie”. Jack Nicholson stukał, stukał na maszynie, żona była pewna, że kończy książkę, a on cały czas pisał jedno zdanie: „Dużo pracy, mało zabawy czyni z Jacka tępaka”. No i złapał za siekierę i dawaj gonić swoją kobietę: „Here’s Johny!” Więc pojechaliśmy do Gorzowa do teatru na „Bal w operze”. Wiedzieliśmy, naturalnie, że Tuwim, nie mieliśmy pojęcia, że Lech Raczak jako reżyser. I te dwie klasy się w tym spektaklu spotkały. Dawno nie oglądałem takiego zjawiska. Spektakl oddycha każdym fragmentem sceny (pierwszy, drugi, trzeci plan). Mnóstwo pomysłów na zaaranżowanie tych mistrzowskich tuwimowych półsłówków. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem pod takim wrażeniem czegokolwiek oglądanego na żywo. Nie znoszę egzaltacji, ale to było cudo! No i przypomniały mi się te fantastyczne frazy: „Na zegarze pierwsza, druga, szofer szofra macią ruga”. :

p1

Przed teatrem była akurat miejska fiesta z okazji święta teatru i spektakl opóźnił się o kwadrans. Obawialiśmy się, jakże błędnie, że zamiast „Balu w operze” będzie pożar w burdelu. Wiodący aktor teatru (mnie znany też z filmu) nosi trudne do zapomnienia nazwisko: Michał Anioł.:

p2

Podczas fiesty tańczyły dzieci w strojach ludowych z prasłowiańskiej Ziemi Gorzowskiej.:

p3

Były też dziewczynki w strojach z XVII wieku. W dłoniach – proszę zauważyć – kijki. To są pierwociny nordic walking na tych terenach (oceniam je na lata 80. XVII wieku, może trochę później). Moda przejęta oczywiście od wikingów.:

p4

Nie sądziłem, że w środku lata zrobię kolejne zdjęcie z serii „pradziadek przy saniach”.:

p5

Eksponowano także rodzaj dwukółki. Usiadłem, posiedziałem, ale nikt nie chciał ciągnąć. Może dlatego, że to miejsce publiczne?:

p6

No i mural z tzw. pożegnaniem starego roku. O roku 2013 sądzę dokładnie to samo, co artysta.:

p7

Wszyscy to już dali, ale nie mogę się oprzeć, bo ładne. Nowy polski ambasador przy Watykanie okazał się poetą. Wiersz jest pisany trochejem (akcentowana, nieakceptowana; uczyłem kiedyś systemów wersyfikacyjnych). Ale trochej nie powinien zaburzać naturalnych akcentów w języku. Prawidłowo to brzmi tak:

Ukąsiła misia pszczoła,

O, ty k…o! misiu woła!
A spróbujcie przeczytać frazę: „kochała Polskę nad życie”. Pani Anna zapewne kochała Polskę, ale autor nie kocha systemu sylabotonicznego. Ale na tej wysuniętej placówce nie jest to raczej konieczne.

LAMENT NA ŚMIERĆ
ANNY WALENTYNOWICZ
Pani Ania w grobie leży
ostatni z polskich rycerzy

nikomu już nie pomoże
zdała się na sądy Boże

chodzi po kawałku raju
który jest z naszego kraju

kochała Polskę nad życie
czyż to nie brzmi znakomicie

śmiech w powietrzu nad trupami
zdrajców w sojuszu z głupcami

Pani Ania leży w grobie
kto ma serce jest w żałobie
Wybieramy się do znajomych, a oni, że nie w niedzielę, bo jadą na komunię. I to do Szczecina. Pytam, na którą. Oni że na pierwszą. Na pierwszą?! Też mi święto! Żeby to pięćsetna, tysięczna, dziesięciotysięczna, to bym rozumiał. Ale też rozumiem, że np. tysięczną komunię niewielu świętuje. Z powodu, że do niej nie dochodzi.

Zarobiony jestem

Dzień niesie to, co zwykle, niestety. Stukanie w klawiaturę, nad którą przysypiam. Budzę się, stukam, przysypiam znowu. Dawno nie miałem takiej betoniary. A sarny, dziki, zające rozpytują w ostępach: Co się stało z tym miłym panem ze słuchawkami na uszach. Myśleliśmy, że jeszcze rok, dwa pociągnie. A to już?

Chciałbym wyrazić z tego miejsca serdeczne podziękowanie nieznanemu mężczyźnie, który sprawił, iż przynajmniej jedne zajęcia ze mną zostaną zapamiętane. Sobota, zaoczni, konwersatorium o języku prasy. Ot, czym się różni „jubilat” od „solenizanta”. Nudy na pudy. Nagle ktoś stuka w szybę (parter). Mężczyzna obnażony do pasa wali w okno i krzyczy, żeby zawiadomić policję. Bo go ścigają i zaraz zabiją. Pytam kto. „Oni!” Normalka, mnie też bez przerwy prześladują Oni. Od słowa do słowa niespodziewany gość wyjaśnia, że właśnie uciekł ze szpitala, bo Oni tam go odnaleźli. Dzwonię na policję, przedstawiam sytuację. Tymczasem pacjent najwyższym wysiłkiem wdrapał się na płot, który u szczytu miał rozgałęzienie w obie strony. I tam zaległ w rodzaju metalowego hamaka. Jak się wpatrzeć w zdjęcie, to nieco widać.:

n1

Cały czas fotografowany był z dwóch stron: z sali przez moich studentów i z mieszkańców przeciwległej kamienicy, którzy z aparatami wylegli na balkony. Policja po perturbacjach – na szczęście obyło się bez negocjatora – skłoniła desperata do zejścia. Wróciliśmy do rozważań typu: kiedy mówimy „proszę pani”, a kiedy „proszę panią”. Ale to już nie było to…

To Cannes mnie dożyna (tępym nożem). Był TVN (ja w wersji: ulicznica), za chwilę mam na żywo wejście w radiowej Jedynce.

Z życia elit. „A co do >Endecji< Kukiza i Ziemkiewicza – dowiedzieliśmy się, iż inicjatywa popularnego publicysty oraz muzyko-polityka ma być >fabryką elit<”. Świetna rada, wujku! Zamiast mozolnie kształcić elity jak durni Anglicy w jakimś Eton, lepiej ich natłuc przy taśmie, jak diabeł gwoździ. Była zresztą o tym powieść z 1949 roku „Numer 16 produkuje”.

Za parę dni będę bawił (do odpowiednie słowo) w Ciechocinku, więc zwrócił moja uwagę pewien wpis internetowy pod adresem naszego ministra spraw zagranicznych: „Panie Waszczykowski , czy ktoś panu powiedział że w tych za dużych marynarkach i z tym wąsem wygląda pan jak kuracjusz w Ciechocinku szukający partnerki na dancingu !?” Sprawdzimy, sprawdzimy…

Po raz kolejny stwierdzam, że autorzy wpisów pod tekstami tygodnika Polityka nie dość, że dopuszczają się oszczerstw, to jeszcze całkowicie rozmijają się z rzeczywistością. Przykładowo: „Dzisiejsze polskie społeczeństwo, to zbieranina debili, które ukończyły pokancerowaną szkołe III i IV RP, nic nie czytają, niczym się nie interesują prócz rozgrywek ligowych, maja więc w glowie sieczkę i glosuja na każdego, z kim czuja pokrewieństwo, czyli na takich samych debili jak oni. Tłumaczenie im zawiłych zaleznosci politologicznych, to tak jak uczyc swinię gry na harfie”. Dużo jeżdżę po Polsce i stwierdzam, że to absolutna nieprawda. Wedle moich obserwacji jest akurat odwrotnie: to harfy uczą się grać na świniach.

Harcerz nie skłamie

Wpadło mi w ręce studenckie pisemko poznańskich polonistów „Aurora”. Już okładka przynosi rewelacje.:

s1

Wewnątrz numeru jeszcze ciekawiej. Swoją twórczość prezentuje np. Zuzanna Popiel „początkująca poetka z dużymi ambicjami”. Teoretycznie można było napisać: „początkująca poetka o dużych ambicjach”. Choć ja bym po prostu napisał: „początkująca poetka z dużymi”. Tak czy tak wiersz poetki Zuzanny biegnie następująco:
„miłość
czerwone ciała
żebra podruzgotane podruzgotanych ciał
ciała połamanych żeber
w czerwonym materacu kawałki żeber członki
we krwi czerwone kawałki na ciałach czerwone członki czerwone
plamy na prześcieradle z kranu
ściekające kawałki po ścianach
Czerwone ściany napisane bez końca
żebra napisów bez sensu
napisy w kształcie kawałków”.

I jeszcze samochód z reklamą usługi gastronomicznej. Nie bardzo chwytam, o co chodzi, ale ładnie to wygląda. Zwłaszcza jak się jest na diecie, z której i tak niewiele wynika. To już może lepiej pójść na całość?:

s2

Kraj ciągle żyje konsekracją kościoła o. Rydzyka w Toruniu. Pojawiło się wiele opinii nieprzychylnych, ponieważ nie brakuje u nas ludzi bezinteresownie zawistnych. Byliśmy w tej świątyni (z kształtu przypominającej w sposób narzucający się wyciskarkę do cytryn). Dziwi mnie, że nikt – o ile mi wiadomo – nie podniósł kwestii, iż ta świątynia została wzniesiona przy wylotówce na Bydgoszcz, właściwie w lesie, na pustkowiu. Obok co prawda stoją gmachy Szkoły Komunikacji Społecznej i Medialnej, ale one mają zapewne własne kaplice i to niejedne. A ta świątynia stoi sobie – po nic. Możliwości są trzy. Dla pielgrzymów z Radia M., którzy nawiedzą to miejsce ze cztery, pięć razy w roku. Dla celów przyszłego hotelu, który powstanie w okolicy planowanych odwiertów wód geotermalnych i zaprosi pielgrzymów. Oraz dla okolicznych grzybiarzy. Co na razie najbardziej prawdopodobne. Problem, że nie wszyscy grzybiarze są aż tak pobożni, niestety…

Portal naTemat.pl  stawia kwestię, czy lać droższą benzynę, czy zwykłą. Zawsze leję droższą, wiem jednak, że „zdania uczonych są podzielone”, więc czytam z zaciekawieniem: „Eksperci nieco studzą entuzjazm firm paliwowych i mówią, że jest to trochę tak jak w znanym powiedzeniu: harcerz dziewczynie nie skłamie, choć nie wszystko jej powie”. Harcerz?

Poseł PO Zbigniew Ajchler z mównicy sejmowej o nowym prawie łowieckim: „Cały czas podkreślałem jedną rzecz, że ta ustawa idzie w dobrym kierunku, ale dzisiaj muszę powiedzieć, że ta ustawa zrobiła 360 procent zwrotu do tyłu”.