W tygodniku Przegląd o drugim szeregu polskiego kryminału.:
Jeszcze z trasy. Internet huczy, że związek Lipnickiej i Portera nieodwołalnie się „wypalił”, a w Zielonej Górze całkiem aktualne afisze. Show must go on?:
Kawałek dalej obelisk upamiętniający tzw. wydarzenia zielonogórskie z roku 1960 czyli walki z milicją o „dom katolicki”. Obelisk nie nosi inskrypcji, symboli itd., które upamiętniałyby bojowników. Ma tylko dziurkę wielkości dwuzłotówki. Czegoś tak wyrafinowanego dawno nie spotkałem.:
W Zielonej Bachus żeliwny.:
I Bachus z krwi i kości.:
W okolicy pełna oferta kulturalna.:
W Wolsztynie bardzo starannie utrzymany cmentarz wyzwolicieli z 1945. Żaden nagrobek nie pomazany czerwoną farbą. Może dlatego, że tuż obok komenda policji? :
Na cokole mołojec dogina hitlerowską wronę.:
Wokół reliefy. Jest i nasz „Rudy”.:
Ileż ja się w życiu przypisów naredagowałem! Ale w Kargowej po raz pierwszy spotkałem przypis w formie tablicy marmurowej. Bo na tej wyższej z 1959 roku pomylono imię lokalnego bohatera. Kiedy je wreszcie ustalono, nie zmieniono na starej tablicy, lecz wmurowano korektę. Ot, co znaczy prawdziwy redaktor!:
Artykuł na Fronda.pl zaczyna się od słów: „Pawłowicz genialnie…” Nie czytam dalej. Nie muszę. Znam Frondę, znam panią Pawłowicz.



































