Archiwum miesiąca: styczeń 2015

Celebration Day

Led Zeppelin „Celebration Day” (2012). To brzmi jak kolejne gwoździe wbijane do trumny. Dźwięk upływającego czasu. „Since I’ve Been Loving You”, „Stairway To Haeven”, „Kashmir”, „Whole Lotta Love”. I reszta.
Muzycy brzmią jak muzycy. Niestety, Robert Plant nie śpiewa już jak Robert Plant. To zupełnie inny głos. Bez dawnego falsetu, bez dawnej ekspresji. Więc powtórka. Żałosna. Media rozpatrują ten koncert jako wskrzeszenie zespołu. I on teraz otworzy przed rockiem nowe bramy. Oczywiście, nie wiadomo jakim stylem, jakim repertuarem. The Rolling Stones jako grupa przełomowa zdarzają się raz. Mają naśladowców. A potem tylko grzeją stare numery. Bo zjawiają się kolejne grupy przełomowe itd.:

All In Garden Green

Le Tendre Amour (zespół) „All In Garden Green”. Składanka angielskich utworów barokowych, które mają za kanwę kolejne pory roku. Muzyka ilustracyjna, często pieśni. Muzyka dworska. Wiele utworów do tańca. Co tworzy całość relaksacyjną, miłą dla ucha. Rozkoszne są te skrzypce udające śpiew ptaków. Te flety imitujące ptasie trele. Klawesyn…:

Wielka włóczęga / La grande vadrouille

https://www.youtube.com/watch?v=QBFyPMZ1x8M

 

Bourvil, Louis de Funes: gamoń i furiat.
Angielscy lotnicy zestrzeleni nad Paryżem.
Humor wiadomy. Esesman podczas przeglądu oddziałów obryzgany zieloną farbą. W filmie razy dwa. Niemcy to ponure sztywniaki.
Farsa o podtekście homoseksualnym – spotkanie nagich facetów w tureckiej łaźni. Hasło „Tea for two”. No i francuski konspirator i niemiecki oficer w tym samym łóżku.
Ale też ta okupacja Francji…
Poza tym – facet przebrany za kobietę. I zakonnice w akcji bojowej.
Okazja, żeby zareklamować Francję: Paryż (opera), zamki nad Loarą, ale też nowoczesna tama na rzece.

Wielka włóczęga / La grande vadrouille, reż. Gerard Oury 1966 filmweb

Kombinat pobożności

Jeszcze wczorajsze Rokitno. Obowiązkowy papież. Obowiązkowo egzotyczny. Ten egzemplarz – z uciętymi nogami.:

Poza tym w temacie pokutno-alkoholowym chwilowy zastój.:

Można pobrać literaturę z kruchty. Tytuł pobożny, ale jak dla alkoholików to troszkę nie teges. Może zadziałać jak wyzwalacz. I to w świętym miejscu.:

Na pobliskim sklepie anty-Rokitno. I teraz zgłupiałem. Owszem, udałbym się na pielgrzymkę. Ale do Rokitna, czy raczej szlakiem, na który zaprasza to ogłoszenie?:

Dziś Pomorze. Całe oszronione. Zdjęcie tego nie odda.:

Na polnej drodze też.:

Bo udałem się z pielgrzymką do Łagiewnik (koło Reska), by zbadać stan malowideł naskalnych z XX wieku.:

Po drodze pomorski (popegeerowski) postindustrial.:

I industrial kościelny. Kombinat pobożności.:

Przystanek w stylu disco polo.:

W Świdwinie pomnik, z którego wynika, że te ziemie wyzwolili (?) Chińczycy lub Mongołowie. Tylko dlaczego w czapkach z orzełkiem?:

I ogłoszenie, z którego wynika, że na naukę nigdy nie jest za późno.:

W piśmie typu TVguide Teletydzień całostronicowa reklama środka na męskie problemy o nazwie Activmax. Zalety, instrukcje, świadectwa zadowolonych panów. Na samym końcu zapewnienie: „Ponadto Twój adres po wysyłce zostanie zniszczony i nikt nie będzie mógł Cię niepokoić”. A któż miałby klienta niepokoić? Tłumy rozbudzonych emerytek?

Cafe Solo

Benjamin Herman „Cafe Solo” (2013). Rzeczywiście solo. Duński saksofonista gra longiem melodię za melodią, temat za tematem. Sekcji akompaniującej niemal nie słychać. Co gorsza nie słychać niczego olśniewającego w tym saksofonie, zwłaszcza gdy go tak eksponować. Trochę  go zbyt wiele na raz. Zwłaszcza, że nie porywa ani nie zachwyca.:

Folklove

Kwadrofonik „Folklove” (2008). Zainteresowałem się nimi, bo dostali tegoroczne Paszporty Polityki. Improwizacje folkowe na dwa fortepiany i dwie perkusje, z tym, że to fortepiany bywają perkusją, a perkusja bywa melodyczna. Opracowują kawałki ludowe przydając im oprawy nieco symfonicznej, nieco jazzowej. Wszystko bardzo staranne i dopięte. Tytuły: „Dziadolka”, „Kujawiatr”, „Obere’kuku”.: