Basia „The Sweetest Illusion” (1994). Tym razem ładne melodie, wypoczynkowe. Mniej zwrotów w kierunku folku różnych narodów, co bywało. Choć piosenkę „Yearning” kończy subtelnie podśpiewując „Szła dzieweczka do laseczka”. I jeszcze polskie frazy w „An Olive Tree”. Basia najczęściej śpiewa w duecie z sobą samą, a właściwie w duecie z sobą tworzącą chórek towarzyszący. Ale – jako, że piosenki monotonne – wkrada się znużenie.:
Archiwum miesiąca: styczeń 2015
Wonderful World
Eva Cassidy, “Wonderful World” (2004). Songi z repertuaru amerykańskiego. Śpiewane z gitarą i nienachalnym podkładem. Głos Evy jak zwykle przeszywający, fenomenalny. Nie do pomylenia z żadnym innym. Nawet jak śpiewa coś tak zbanalizowanego jak „Wonderful World” Armstronga. W sieci płyta bywa umieszczana w kategorii „easy listening”. No, nie calkiem to „easy”.:
Śpieszmy się kochać PGR-y. Tak szybko odchodzą…
W tym miejscu na jesieni stały jeszcze okazałe (choć od dawna nieczynne) obory. Pogrzebałem w archiwum i – proszę:
A teraz – wyczyścili do gruntu!:
W głównym kościele w Nowogardzie historyczna ambona została ustawiona na głowie Mojżesza. O, Jahwe, całe kazanie na mojej głowie?!
W kruchcie tegoż kościoła reklamują się siostry z pewnego zgromadzenia. Wiadomo, że nawet papież nie jest w stanie określić, ile jest żeńskich zgromadzeń zakonnych. Ale te siostry reklamują się zdjęciami plaży. Domyślam się jednak, iż siostry jednak większość czasu spędzają na prostych posługach lub na adoracji raczej niż na plaży.
To zdjęcie nasuwa wydaje mi się jednak pewną niezrealizowaną a możliwą wizualizacją pewnej piosenki:
„Plażą szły zakonnice, a słońce w dół,
Wciąż spadało nie mogąc spaść…”:
Pogoda – jak widać. Na świerkach ten jedyny na świecie cudowny styczniowy szron.:
On się może osadzić, bo wieje. Jadę przez Nowogard, a na przystanku stoi pan, który macha. I się chwieje. Ale przecież wiatr dziś nie jest tak silny! Zatrzymuję się. Pan otwiera drzwi i wówczas dochodzi do tragedii. Pan wali się otwieranymi drzwiami w łeb. Przez chwilę jest nieobecny. Gorzej, iż nieobecny jest także w samochodzie. Ponieważ wymienia nazwę miejscowości docelowej (mocno zniekształconą), ale nie jest w stanie pokazać palcem – w prawo czy w lewo. W dodatku ciepło wnętrza samochodu działa na jego umysł ujemnie. Raz mówi tak, raz tak. A ja jestem bezradny. W każdej kolejnej wiosce jestem po raz pierwszy. Podróż, która mogła nam zabrać pięć kilometrów, zabrała jakieś 35, ale to przecież Pomorze. Tu wszystko może się zdarzyć.
Jerzyk
SBB „Jerzyk” (1977). Płyta typu: przegląd możliwości. Składanka tego, czym zespół mógł się pochwalić po kilku latach wspólnego grania. Jazz-rock oparty na częstych improwizacjach. Dominacja klawiszy Skrzeka. Jak gitara, to często z przetwornikiem typu „kaczka”. Krótsze kawałki zamiast rozlewnych suit.
Concerti per Archi
Antonio Vivaldi „Concerti per Archi”. Zestaw instrumentalny Vivaldiego. Ostre temperamentne kawałki. Z sennymi gondolami z okładki płyty niewiele mają wspólnego. Podczas słuchania przyłapuję się, że cale frazy znam z „Czterech pór roku”. Dużo mocnych smyczków. Łagodniejsze gitary. Jakby nieustanna zapowiedź burzy.:
Zatnie a powieje
Cały czas w klimacie. Oto na skrzyżowaniu w jednej z wiosek obelisk wystawiony radzieckim wyzwolicielom (kogo oni tu zimą ’45 „wyzwalali”?). Niby nieaktualny, niby w pogardzie, że aż się przechylił. Ale też nikt go nie usuwa.:
W lokalnym sklepie monopolowym towar alkoholowy w postaci ogórka i dwóch pomidorów. Nie bardzo to widać, bo fotografowałem przez szybę. Ale tak jest nawet lepiej.:
W kościele w Gryficach plakat zapraszający na spotkanie z cudotwórcą, księdzem Boshoborą z Afryki. Ten kapłan, wedle wiarygodnych świadectw, nie tylko uzdrawia, ale też wskrzesza zmarłych. Spotkanie, oczywiście, na Stadionie Narodowym.:
Spotkania z cudotwórcą uważam za jak najbardziej naturalne. Tylko przy okazji nie opuszcza mnie myśl: co jest nie tak z naszymi księżmi, z naszymi biskupami? Czemu nie uzdrawia kardynał Dziwisz? Czemu zmarłych nie wskrzesza tak gorliwy kapłan jak ojciec Tadeusz? Gdzie błąd popełnił ksiądz Boniecki z Tygodnika Powszechnego, że demony się go nie słuchają?
W Gryficach, na witrynie księgarni przy rynku (to raczej sklep papierniczy z przymieszką książek) wyeksponowano dzieła, które zapewne mają przyciągnąć klientów: najnowsza Musierowicz, podręcznik wyrabiania muskułów, monografia Goebbelsa i „50 twarzy Greya”. Czyżby w tym zestawie mieścił się świat duchowy mieszkańców?:
W pobliskim lesie plansza zapraszająca do drzewoterapii (sylwoterapii – jak w „Motylem jestem”?).:
Zapewnienie, że bliskie obcowanie z drzewami (a różne gatunki przyporządkowane są do odpowiednich chorób) sprawia m. in., że „nasze umysły nabierają większego polotu”. Tak, las to moja jedyna nadzieja.
Na drzwiach bazyliki w Trzebiatowie taki zakaz:
Niby zasadniczo w Polsce ludzie w kościołach nie palą, ale ksiądz proboszcz jednak zna swoich parafian.
W tym samym kościele (z XIII wieku) historyczne epitafia. Np. w przedsionku kamień pamięci burmistrza z XVIII wieku.:
Ale co tam burmistrz! W samej świątyni znalazło się miejsce na upamiętnienie obywatela Trzebiatowa z XX wieku, którego najwyższym osiągnięciem życiowym była funkcja prezesa koła łowieckiego Łoś. No, w tej sytuacji…:
Okoliczności przyrody? Śliczności. Szron i mgła.:
Ale jak zatnie, a powieje…:
Otwieram witrynę Fronda.pl (ultrakatolicy). U samej góry reklama usług prawniczych: „Rozwód. Separacja. Alimenty. Podział majątku. Opieka nad dziećmi”.

















