Archiwum miesiąca: grudzień 2014

Nazarin

 

To jeszcze nie ten najlepszy Bunuel, ale już blisko.

Na przykładzie losów księdza-odszczepieńca opowieść o tym, co by się stało, gdyby Jezus zstąpił na ziemię w naszych czasach. Częściowo powtórzyłby swój biblijny życiorys (zwłaszcza w tych co bardziej przykrych momentach), a częściowo zostałby wyśmiany, zakrzyczany i zlekceważony.

Kręcone w Meksyku na tle tamtejszych realiów społecznych (strajki).

No i Bunuel nie byłby sobą, gdyby nie wywinął numeru. Kobiecie opętanej przez demona zjawia się Chrystus (z obrazu), cierniem ukoronowany, który się śmieje wesoło:

Nazarin, reż. Luis Bunuel, 1959 filmweb

Niech sczezną artyści

W przyrodzie pada, ale krople natychmiast zamarzają:

Krakowskie ostatki. W Muzeum Narodowym monograficzna wystawa Olgi Poznańskiej:

Na niej liczne portrety dam, których górną wargę zdobi wąsik. Niestety, nie wolno tam robić zdjęć, także bez użycia flesza. Nie bardzo rozumiem, w jaki sposób zdjęcie bez flesza może zaszkodzić obrazowi. Nie mogę jednak  podać przykładów tego wąsika. I sam nie wiem, czemu ten wąsik przypisać. Technika malarska czy – gender?
Za to książki w muzealnej księgarence nie zostawiają już wątpliwości.:

Nad opactwem w Tyńcu zachodziło słońce:

Nie wiem, jak to się stało, ale mury opactwa od tego słońca przedziwnie pożółkły. Kolor papieski?:

Bo sam Tyniec jest ponadczasowy (10 wieków), co mnisi podkreślają eksponując w krużgankach znaczek pocztowy z czasów okupacji:

A poniżej klasztoru chata podkrakowska („Nasza chata rozśpiewana…”). W takiej mogło się odbyć TO wesele:

Katowice, a w nich zabytkowa dzielnica mieszkaniowa dla proletariatu – Nikiszowiec.:

Nawet Wikipedia podaje, że nie jest tu najbezpieczniej, zwłaszcza po zmroku. Myśmy się tam znaleźli, niestety, po zmroku, ale na szczęście duła Aleksandra i na dworze nie było widać psa z kulawą nogą. Było za to ciemno, zimno i ponuro. Po jednym zdjęciu na każdy przysłówek:

Współsprawczyni głośnego morderstwa na Podlasiu,  Maria Noniewicz (pseudonim artystyczny) mówiła w wywiadzie” – Znam wartość swojej twórczości, więc nie przejmuję się opinią kilku jednostek, które nie rozumieją, >>co autor miał na myśli<<. Podzielam tu zdanie Witkiewicza. Ja również >>mam wstręt taki do hołoty umysłowej, że rzygam<<”. Jestem przekonany, że w poezji młoda autorka okaże się równie skuteczna i głośna jak w dziedzinie zabijania starszych osób. Czyli niech się Szymborska trzyma…

Na łamach Gościa Niedzielnego debata o onanizmie: „Po odstawieniu pornografii i masturbacji Daniel >>poczuł się fantastycznie<<. – Nie czuję się zmęczony, skończyły się problemy z zasypianiem, wstawaniem, poprawił mi się wzrok”. Wypowiedź Daniela chciałbym skomentować zdjęciem, które strzeliłem sobie z ręki w trakcie czytania artykułu:

„Ida” dostała nagrodę od Parlamentu Europejskiego. TVPInfo dzwoni z pytaniem, jak bardzo należy się cieszyć. Odpowiadam, że raczej nie bardzo. Bo jak politycy nagradzają film…

Z ogromną przykrością przyjąłem do wiadomości fakt podany przez tygodnik Polityka. Otóż  hasło „gender” znalazło się dopiero na 10. miejscu wśród haseł najczęściej wyszukiwanych na witrynie Google.pl.

Słuchane przed snem:
Teatrzyk Zielone Oko: „Pokój na wieży”, „Człowiek, który nie znosił mrożonego indyka”, „Strzał o północy”.

Ta ostatnia Niedziela

Cmentarz Rakowicki w Krakowie, cd. Chwila zadumy przy pomniku ofiar komunizmu. Czuję się jedną z nich:

Z kolei ofiara III RP – pomnik żołnierza radzieckiego, zepchnięty hen daleko, pod cmentarny mur:

Poza tym w grzebalnictwie nowe trendy. Na przykład mogiła ze szkła zbrojonego:

Mogiła drewniana:

Mnie jednak bliższe są formy bardziej tradycyjne. Długo kontemplowałem np. hieratyczny posąg anioła:

Coś mi przypominał, ale nie wiedziałem co. Przyjrzałem się bliżej:

Ależ tak! Ja identycznym gestem unoszę dłoń do czoła rankiem następnego dnia, gdy sobie obiecuję: nigdy więcej!
W każdym razie z wizyty na cmentarzu wynika, że jeszcze Polska nie zginęła, czego dowodem jest choćby ten orzeł:

Gość Niedzielny donosi w najnowszym numerze w bardzo pochlebnej recenzji z filmu „Obce ciało”, iż życie Krzysztofa Zanussiego znalazło się w niebezpieczeństwie: „>>Obce ciało<< to głos proroka. A proroków próbują kamienować. Nie pozwólmy!”

Tygodnik Niedziela w każdym numerze przynosi żartobliwe opowiastki o dniu powszednim Polaków, których bohaterem jest niejaki pan Niedziela. Najnowszy odcinek kończy się bardzo smutno: „Zrobił się późny wieczór. Jasny i Niedziela patrzyli smutno na współmieszkańców swojego miasta, którzy jak ćmy znikali w czeluściach sklepów rozświetlonych świątecznymi reklamami”.

Niedawno wspomniałem o wizycie w miejscowości Kusięta na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Teraz w lokalnym biuletynie czytam, że w tamtejszej szkole prowadzony był niedawno „projekt” o nazwie „Kompetencje kluczowe poszerzają horyzonty do mojej przyszłości”. Jak się mieszka w miejscowości o niebanalnej nazwie, zobowiązuje to, by również nazwy projektów były niebanalne.

W klasztorze cystersów w Mogile ulotka reklamująca Radio M.: „Z wielka radością trzeba stwierdzić, że od jakiegoś czasu przycichły ataki na Radio i na jego założyciela o. Tadeusza Rydzyka. Zaniechano kłamstw, którymi się posługiwano względem jego osoby, chociażby wspomnieć historię z samochodem Meybach. Wygląda na to, że przeciwnicy pogodzili się już z faktem istnienia Radia Maryja. Całą swoją niechęć skierowali teraz przeciw telewizji TRWAM”.

Witryna Polonia Christiana: „Wieczorem na ulice wielu polskich miast wypełza bezwstyd. Nachalna promocja lokali świadczących „usługi” erotyczne staję się tak wszechobecna, że trudno przejść przez centrum miasta i nie zostać zaczepiony przez naganiających do przybytków rozpusty. W tej dziedzinie Polska systematycznie równa do poziomu rynsztoka”.

Józef Haydn, „Symfonie 103 >>Drumroll<<, Symfonie 104 >>London<<”. Mimo, że kompozytor był już sędziwy (na tym kończą się jego symfonie londyńskie), to ciągle więcej w tych utworach pogodnego Haydna niż neurotycznego Beethovena. Symfonia, a nie przeczołguje. Nie zdąży – każda z nich trwa po pół godziny:

Drive

 

Z serii: strzeż się gniewu prostego człowieka.

Ryan Gosling – zero mimiki. Ale to robi wrażenie.

Utalentowany kierowca, kaskader samochodowy na planie filmowym, wplatuje się w aferę gangsterską. Musi zabijać i nawet mu to wychodzi.

Mechanik mówi do kierowcy: „- Przygotowałem ci Kowalskiego”. Chodzi mu o podrasowany samochód. Oczywiście – aluzja do kierowcy Kowalskiego ze „Znikającego punktu” (1971).

Gangster zabija przyjaciela, bo musi. Humanitarnie – przecina mu tętnicę. I zapewnia, że nie będzie bolało i że koniec nadejdzie szybko.

Drive, reż. Nicolas Winding Refn, 2011 filmweb

Mazowszanka

Nowa Huta i jej niepowtarzalny socrealizm:

Łącznie z kandelabrami:

Nowa nazwa historycznego placu centralnego wydaje się jednak nieco przegięta:

Przy placu księgarnia. Proszę zwrócić uwagę, że kiedy ją budowano, była obliczona na znacznie większe niż dziś zainteresowanie ludzi pracy książką. Nic dziwnego, że splajtowała:

Bo mieszkańcy Nowej Huty cenią sobie inny sposób spędzania czasu:

W historycznym barze mlecznym – Dorota w kolejce w otoczeniu ludzi pracy – całkiem smaczny, obfity, trzydaniowy obiad z deserem i kompotem kosztuje 15zł.:

I Kraków od innej strony. Cmentarz Rakowicki. Co krok – historyczne nazwiska. Weźmy trzy pierwsze z brzegu:

A przecież najwięcej jest grobów osób, których nazwiska nie mówią przechodniowi nic. Też trzy pierwsze z brzegu:

A są i groby bezimienne. Takie, co do których nie wiadomo jeszcze, jakie nazwisko zostanie na nich uwiecznione:

Wczoraj w poznańskim klubie miła pogawędka o mojej książce. Pani prosi o dedykację. Pytam – dla kogo? „- Dla nikogo”. Piszę: „For nobody – from nobody”.

Reklama z katolickiego tygodnika „Niedziela”: „Kurtka ocieplana z kolekcji Madonna. Model w dopasowanym fasonie. Posiada odpinany kaptur z futerkiem, wykończenia ze skóry ekologicznej i pasek w talii”.

Gazeta Wyborcza niepokoi się atmosferą w zespole Mazowsze. „- Dzień zaczynamy od picia melisy, wzięcia proszków uspokajających. Między sobą rozmawiamy na ucho, bo nawet w sali ćwiczeń zainstalowano kamery – opowiada o atmosferze w Zespole Pieśni i Tańca „Mazowsze” jeden z wieloletnich pracowników. /…/ – Taka atmosfera jest, odkąd przyszedł dyrektor Włodzimierz Izban”.
Z Włodkiem Izbanem mieszkałem w akademiku drzwi w drzwi. Szykował się wówczas do kariery tenora. Widać miał inne, ukryte talenty.

Nasz Dziennik przekazuje radosną wiadomość: „Fabryka Broni „Łucznik” – Radom realizuje podpisaną w Radomiu umowę na dostawę karabinków Beryl M762 dla Wojsk Lądowych Armii Nigeryjskiej”. Jest się z czego cieszyć. Wiadomość ta oznacza bowiem utrzymanie miejsc pracy dla mieszkańców Radomia. Broń ma trafić „do rąk żołnierzy, którzy po przeszkoleniu podejmą działania skierowane na zapewnienie bezpieczeństwa i obrony przed atakami terrorystycznymi”. No, chyba żeby trafiła w inne ręce, co się incydentalnie na rynku broni zdarza. Ale grunt to te miejsca pracy, z których cieszy się katolicka gazeta.

Strony ojczyste. Media podają o wypadku we wsi  Makowsko. Samochód potrącił rowerzystę. Rowerzysta – 1,5 promila. „50-letni kierowca renault był trzeźwy” – podają media. Mam wrażenie, że z niejakim zdziwieniem.
Kawałek dalej: „Dwie kobiety potrącone na przejściu dla pieszych w Jarosławiu na ulicy Słowackiego”. To jedna z dwóch głównych ulic w mieście. Komentarz internauty: „Czyli w Jarosławiu piesi i kierowcy nie dorośli do tego aby korzystać z motoryzacji. Dwa wieki w plecy!”

Pod twoją ochronę

Na Szlaku Orlich Gniazd są wprawdzie okazałe zamki, jak ten słynny w Ogrodzieńcu:

Albo jak ten – nie pamiętam gdzie:

Ale gdzie im tam do zamków współczesnych, które wzniesiono w wiosce obok:

Albo do takich sadyb, których w pełnej harmonii strzeże rottweiler z sarenką (na razie z plastiku):

Okoliczna agroturystyka oferuje pełen paletaż usług. Dorota poszła do sklepiku po colę i stwierdziła, że usługa wymieniona na szyldzie jako druga powinna być częściej udostępniana:

W okolicy także nasz Papież. Wprawdzie całkiem niepodobny – za to już „Wielki”. Nawet bez dekretu Stolicy Apostolskiej.:

Tymczasem zrobił się Kraków. Śródmieście. Cóż, nie wszystkie zabytki trzymają się tak dobrze jak Wawel:

We wsi Mogiła (obok Nowej Huty) chrześcijaństwo – mimo historycznego opactwa cystersów – zmuszone jest zejść do podziemia:

I któż ma je wesprzeć? Ja, tylko ja.:

Komentator na witrynie Polityce.pl: „… w naszej Ojczyźnie zaczyna się proces kanibalizmu moralnego i duchowego”.
Głos Wielkopolski, ogłoszenia: „Agencja ochrony zatrudni na umowę o pracę pracowników z grupą inwalidzką”. Co ciekawe, nikt nie chce zatrudnić niepełnosprawnych np. jako pracowników warsztatu samochodowego.
W telewizji wypowiada się dziennikarz Faktu: „Marta Grycan wmawiała wszystkim, że kocha swoje rubinowskie kształty”
Gender wiecznie żywy. Abp. Jędraszewski wystosował list pasterski do licznych parafii po tym, jak w pewnej szkole w Bełchatowie nauczycielka kazała chłopcu założyć sukienkę na potrzeby szkolnego przedstawienia, a ten nie chciał i się rozpłakał. Widocznie to najcięższe przestępstwo w diecezji, bo arcybiskup nie pisze listów w sprawie morderstw, gwałtów, bezrobocia, a nawet w związku z pijanym motorniczym tramwaju. Komentarz na Fronda.pl: „I mowi to facet, ktory codzien ubiera sie w sukienke”.

Na sen:
Radiowy Teatr Sensacji: „A nie mówiłam”, „Dreszczyk”, „Etos grabarza”, „Kocie oczy”, „Lustro”.
Teatr Polskiego Radia: Stefan Grabiński „Ślepy tor”.
Teatrzyk Zielone Oko „Zaginął Joe”.

Larry Carlton & Tak Matsumoto „Take Your Pick” (2010). Gitarzysta jazz-rockowy, Larry Carlton, grywał jeszcze jako muzyk sesyjny z mnóstwem najlepszych. Tym razem w duecie z legendą japońskiej gitary. Grają w stylu, który znawcy określają jako „simpatico”. Grzeczne solówki na przewidywalnym podkładzie. Nie wchodzą sobie w drogę. Włączony tryb relaksacyjny:

J.S. Bach „Suites For Solo Cello”. Pierre Fournier nagrywał to, gdy ja przychodziłem na świat. Ta bachowska wiolonczela zawsze kojarzyła mi się – nie wiedzieć czemu – z zimą, mrozem, potężnymi zaspami. Czekałem więc na te śniegi, aż to sobie odtworzę. Na razie się nie doczekałem, a przecież Bach nie może czekać. Żeby było zabawnie za czasów Bacha różnica między skrzypcami, altówką i wiolonczelą była umowna. Istniało mnóstwo instrumentów pośrednich. Poza tym za czasów Bacha te suity grano na violoncello da spalla, czyli na wielkich skrzypcach zawieszonych paskiem na barku. Ale i tak brzmią jakby wykonywały partie organowe: