Archiwum miesiąca: grudzień 2014

Świat się śmieje / Wiesołyje riebiata

 

Lubow Orłowa

Melodie Izaaka Dunajewskiego wyszły z filmu i żyją własnym życiem. „Serce to najpiękniejsze słowo świata”.

Reklama życia w Związku Radzieckim. Jaka ta kołchoźnicza wieś – wstępny pasaż – jaka zamożna, jaka obfita. Kręcone w czasie Wielkiego Głodu na Ukrainie.

Satyra na drobnomieszczaństwo:
– Nad czym pan teraz pracuje, mistrzu?
– Nad Beethovenem.
– Jakże mu zazdroszczę.

Qui pro quo – śpiewający pastuch wzięty za zagranicznego wirtuoza. Pastuch ze swoją trzodą na salonach. Kontrast klasy gnijącej z przedstawicielem proletariatu wiejskiego.

Całkiem realnie, ale i metaforycznie: bydło wchodzi na salony. Pałaszuje ze stołów i pije. Kiedy byk zmożony ponczem pada na posadzkę, słychać arię: „Zabili byka…”

Kiedy oglądałem to jako dzieciak, zawsze śmieszył mnie ten grubas, który zapomniał okularów, siada do stołu, soli prosiaka, który leży na talerzu, bo wcześniej się upił, dźga go widelcem, prosiak przeraźliwie kwiczy, a grubas omal nie pada na serce.

Scenę hałasującej orkiestry ściągnęli nasi w „Piętro wyżej”.
Ale swing, schody w kabarecie, saksofony, srebrne cylindry – wszystko z USA.

W finale swing przechodzi w pieśń masową.

Świat się śmieje / Wiesołyje riebiata, reż.  Grigorij Aleksandrow, 1934 filmweb

Siódma pieczeń

Wchodzę rano do poznańskiego studia TVN-u, a redaktor wita mnie pytaniem: „- Kto dzisiaj umarł?”. Odpowiada mu gromadny śmiech z news roomu. Bardzo zabawne…

Nasz Dziennik tryumfalnie donosi o zamknięciu dwóch klubów go-go w Krakowie, co ma być efektem maratonu modlitewnego. Ale ilustruje to zdjęciem klubu go-go z Poznania. „Za nimi pójdą inni..?”:

Odebraliśmy pierwsze tego roku życzenia świąteczne, które na pewno nie są konwencjonalne, zwyczajowe i płyną z głębi serca. Przed Biedronką stał nasz znajomy, który poprosił, by kupić mu majonez, bo marchew już ma. Więc Dorota kupiła ten majonez, a do niego pękatą reklamówkę produktów różnych, w tym do picia, oczywiście. Więc jak ten nasz znajomy odebrawszy reklamówkę życzył nam „- Wesołych Świąt!”, to jakoś byliśmy pewni, że mówi to szczerze.

Ktoś ze znajomych przyniósł mi z kina ulotkę reklamową. Awers zachęca do kupna mojej książki:

Na szczęście ulotka ma też rewers:

Cała moja nadzieja w tym, że ktoś się pomyli i kupi nie tę książkę.

Pitaval jarosławski cd. W okolicznych wioskach Skołoszów i Ostrów wystąpiła plaga kradzieży, ale sprawców już schwytano. Złodzieje nie byli wybredni. Ich łupem padły: „akumulator, pilarka spalinowa oraz hodowlany królik”. Miejscowa komenda chwali się sukcesem: „Funkcjonariusze odzyskali akumulator i królika”.

Polonia Christiana: „Szeroko rozpowszechnione jest fałszywe pojmowanie miłosierdzia. Myślę, że wzorem tej cnoty może być Święta Inkwizycja walcząca o duszę oskarżonego” – tłumaczył ks. Roman Kneblewski podczas konferencji „Ignis Ardens”. Po polsku „Ogień gorejący”. Jak na konferencję o Inkwizycji całkiem trafiona nazwa.

Oglądam klasyka pt. „Siódma pieczęć”. Dorota pichci coś w kuchni, ale jednocześnie zerka w telewizor, gdzie idzie program kulinarny. Pytam, czy to może „Siódma pieczeń”?

„Cup Of Time Plays Namysłowski” (2014). Namysłowski, który nie brzmi jak Namysłowski, wyjąwszy rozpoznawalne od razu tematy góralskie. Zespół ustawiony jak typowy kwartet smyczkowy, ale zamiast pierwszych skrzypiec gra tu flet, a zamiast altówki – akordeon. W takim układzie może zręczniej byłoby grać Piazzolę, ale to przecież już było. A Namysłowski jeszcze nie był (chyba) tak oryginalnie reinterpretowany:

Antonio Soler „6 Concertos”. Dwaj wirtuozi zrekonstruowani po latach. Jest coś tragicznego w tym, że tylu wirtuozów koncertowało i zmarło nie zostawiwszy po sobie ani jednego zapisu dźwiękowego. Pozostały zapisane we wspomnieniach deklaracje zachwytu. Antonio Soler to XVIII-wieczny kompozytor hiszpański, ale tej Hiszpanii jakoś u niego nie słychać. Jest za to w tych utworach na 2-3 instrumenty sporo pogody i wesołości. Międzynarodowej:

Siódma pieczęć / Det sjude inseglet

https://www.youtube.com/watch?v=45BFs3fXjGY

 

Elementarne, drogi Watsonie.
Ikoniczna scena gry w szachy rycerza ze śmiercią o jego życie. Śmierć oszukuje i rycerz oszukuje.

Kuglarze, którzy żyją po jasnej stronie życia i rycerz, którzy życie po ciemnej. Nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie, czy należy żyć w nieustannym oczekiwaniu na śmierć, czy raczej pogodnie, starając się nie zauważać miecza, który nad nami wisi.
Oglądać popisy objazdowych trefnisiów czy uczestniczyć w procesji pokutnej?

I ci ponurzy biesiadnicy w karczmie, do których dotarła wiadomość, że zbliża się czarna śmierć, więc zapewne już niedługo rozstaną się z tym światem. A oni się śmieją. Z czego, ano z tego, że kuglarz pod groźną noża musi tańczyć jak jarmarczny niedźwiedź. Nie ma tak groźnej sytuacji, by nie można się pośmiać z niedoli bliźniego.

Scena z tym kombinatorem, który umknął śmierci na drzewo. A ta systematycznie podcina je piłą.

I finalny korowód ze śmiercią, dance macabre, na szczycie wzgórza w zachodzącym słońcu. Ikoniczny kadr.

Siódma pieczęć / Det sjude inseglet, reż. Ingmar Bergman, 1957 filmweb

Merry Christmas, Christmas Merry

W domu szaleje tajfun Dorota. Na lampie zawisło więc coś, czego tam nie bywało:

Pod moim biurkiem stoi coś, co tam nie stało. Cały czas under construction, bo chińskie lampki się przepaliły, skutkiem czego cały naród chiński został słownie poniżony przez Dorotę. Cóż, it’s Christmas…:

Wczoraj trzy telewizje (jedna przez telefon). I jedno radio. Co to znaczy? Że wszyscy szanujący się Polacy przygotowują się do świąt. A ci z kompleksami (nikt mnie nie słucha, żona nie chce ze mną rozmawiać) pchają się do telewizji.

Dziś w I Programie radia o 50. rocznicy premiery „Różowej pantery”. Tak zamówili kilka dni temu. Przygotowywałem się do wejścia na antenę i coś mi się nie zgadzało. Film pokazali w 1963. Ale – uzgodniliśmy więc z redaktorem odpowiedzialnym, że będzie to „51. okrągła rocznica”.
Potem jeszcze trzy telewizje, w tym jedna podwójna. Polegało to ta tym, iż mówiąc do tej samej kamery do jednego programu patrzyłem w prawo, a mówiąc do drugiego patrzyłem w lewo.

Interesujący casus prawny z moich stron przynosi tygodnik przedruków Angora. Otóż 47-letni mieszkaniec Dębicy uważał się za pokrzywdzonego przez naturę. Zamówił więc w Internecie pigułki na wydłużenie. Producent gwarantował co najmniej 3 centymetry. Mieszkaniec Dębicy zakupił, zażywał i mierzył. Okazało się, że środek zawiódł. Oszukany na 170 zł. zawiadomił prokuraturę. Ale sprawa nie jest prosta, bo producent może powiedzieć, że jego środek zadziałał znakomicie, bo teraz klient posiada atrybut o 3 centymetry dłuższy. Bo jak dowiedzie, ile centymetrów ten liczył sobie przed zażyciem pierwszej pastylki? Była obdukcja?
Tak, coraz bardziej umacniam się w przekonaniu, że moje rodzinne strony to jednak szczęśliwa kraina…

Komentarze przeczytane o tak, z doskoku, na witrynie wPolityce.pl:
/o biskupach, którzy wycofali się z marszu/ – poziom zażydzenie KK jest zbyt duży, dlatego można ich kupić za srebrniki.
– Oglądajmy często serial „Wilkowyje” i zacznijmy myśleć!!!
– Ale co robic w sytuacji bez wyjscia ? Polityka PISu wyplywa przeciez z rozpaczy.
– … człowiek uczciwy nie powinien nawiązywać żadnego kontaktu z funkcjonariuszami medialnymi władzy (sami siebie nazywają dziennikarzami).

Red. Andrzej Niczyperowicz w Głosie Wielkopolskim:
MAKATKA W POGOTOWIU Im później przyjedziesz, tym trafniejsza diagnoza.
CZY WIESZ, ŻE… … gdyby nie to, że telewizor i lodówka są od siebie nieco oddalone, niektórzy ludzie w ogóle nie uprawialiby sportu?

Antonio Vivaldi „Die Konzerte fur Blockflute”. Istne trele. Ten flet Vivaldiego jest wyjątkowo rozdokazywany. Muzyka pluska, pieni się, przypomina śpiew leśnych ptaków w letni dzień. Okazuje się, że takich koncertów na instrument z towarzyszeniem orkiestry wykonał co najmniej 400. Taśma?!:

Rinaldo Alessandrini „Mottetti”. Druga połowa XVII wieku i maestro di cappella w Santa Maria Maggiore w Rzymie, więc głównie chóry religijne i motety a capella. Bardzo pobożne (słychać!) i podniosłe. Nastrój niedzielnego święta w katedrze. Rodzaj pocztówki dźwiękowej z tamtych czasów. Można się zasłuchać:

Żywot Briana / Life Of Brian

 

Życie Briana równoległe do życia Jezusa – na bezpośrednią parodię by sobie nie pozwolili.
W tym wszystkim sporo zgrywy typu – jak komicznie ograć scenę z trzema magami i stajenką. Jakie mamy pomysły?

Trzej magowie ze Wschodu wzięci za nachalnych orientalnych wróżbitów.
„- Przyprowadziła nas gwiazda. – Raczej butelka”.

Piosenka wprowadzająca jak z Bonda.

Jezus przymusza. „- Chodźmy popatrzeć na kamienowanie”.
Handlarz sprzedaje kamienie na kamienowanie. Promocja.

„- Byłem świetnie prosperującym trędowatym, a stałem się bankrutem bez środków do życia”.

Wykonawca napisów ściennych wymierzonych w Rzymian nie zna łaciny i robi kompromitujące błędy. Rzymski oficer  poprawia i „- Napisz to sto razy”.

I jeszcze ta nieszczęsna piosenka. Pan kona na krzyżu, a oni mu śpiewają „Always look at the bright side of life…”

Żywot Briana / Life Of Brian, reż. Terry Jones, 1979 filmweb

Kto na ławce wyciął serce…

W polu +10 i wieje. Popaduje z ciężkich chmur:

A Statua Wolności trwa przeciw wszystkiemu:

Lasy, ogołocone z liści, otwierają przed uważnym przechodniem przesłania, które tak długo drzemały pod listowiem:

Polonia Christiana:  „Dwa domy publiczne zamknięte w ostatnim dniu Szpitala Domowego. Bóg jest wielki!” Ostatnie zdanie w języku arabskim brzmi: „Allach Akbar!”

TVPInfo pyta o ten film o Kim Dong Unie, który wytwórnia Sony przyblokowała. Śmieszne, bo ta sama wytwórnia produkuje filmy z Bondem. Bond w jednym z poprzednich odcinków pogromił reżym Korei Północnej. A teraz ta pogromiona Korea ukradła mu nawet scenariusz następnego odcinka.

Ma przyjechać telewizja w sprawie Katarzyny Bujakiewicz, aktorki serialowej, która została radną Poznania, a potem okazało się, że nie może nią być, bo musiałaby ujawnić zarobki w telewizji, a te objęte są klauzulą poufności.
Aktorka serialowa jako radna w komisji kultury… Zawsze mnie zdumiewa, że wybitny profesor zostaje rektorem, wybitny chirurg dyrektorem szpitala, wybitny muzyk dyrektorem filharmonii. Bo jestem przekonany, że na dyrektorowaniu (menedżerstwie) trzeba się znać tak samo i z osobna jak na wykonywaniu preludiów Debussiego. A jedno, niestety, nie przechodzi w drugie.
A pani Bujakiewicz zadedykowałbym bajeczkę Fredry:

     Osiołkowi w żłoby dano,
     W jeden owies, w drugi siano.
     Uchem strzyże, głową kręci.
     I to pachnie, i to nęci.
 
     Od którego teraz zacznie,
     Aby sobie podjeść smacznie?
     Trudny wybór, trudna zgoda –
     Chwyci siano, owsa szkoda,

     Chwyci owies, żal mu siana.
     I tak stoi aż do rana…

W Internecie lawina głosów potępienia pod adresem pani poseł Pawłowicz po jej kulinarno-retorycznych występach na sali sejmowej. Wytykają jej też braki w polszczyźnie. Jeden z oburzonych głosów:  „Cielę zawsze zostanie cielem”.

W tygodniku Gość Niedzielny (najchętniej kupowany tygodnik w Polsce) rozważania o Boskiej ingerencji w historię: „Wojna /druga/ wybuchła, bo zaszły takie okoliczności, ale gdyby Bóg nie dopuścił, to by nie zaszły. Skoro jednak dopuścił, to najwyraźniej dlatego, że już nie było innego sposobu otrzeźwienia ludzkości, jak pozwolić jej ponieść konsekwencje własnych grzechów. Bo o otrzeźwienie chodzi. Wojna jest fatalna, ale grzechy dużo fatalniejsze. Gdy ludzie myślą, że ich grzechy nie mają żadnych złych skutków, lepiej, żeby doczekali się wojny niż piekła”.
Wynika z tego, że przed wojną najbardziej grzeszni byli Żydzi (a jednak!). A ludzkość po nauczce II wojny jest zdecydowanie mądrzejsza i prowadzi się o wiele bardziej moralnie. Nie ma to jak rozumieć Boskie plany co do joty…

Bezinteresowne piękno: słoneczniki przed szkołą rolniczą w Złotym Potoku. Van Gogh by się pociął:

Claude Debussy „Prelude. Vol. 1” wyk. Arturo Benedetti Michelangeli. Impresjonizm jako plamy dźwięku raczej niż przeprowadzone w dłuższym dystansie myśl muzyczna.  Nastroje mogą być bardzo rozmaite z furiackimi włącznie. Tutaj jednak dominuje pogoda, czasem trafiają się drobne kaprysy:

Robert Fripp „Exposure” (1979). Pierwszy solowy album wiecznego awangardzisty rocka. Cóż, ciągle najlepiej pamiętamy mu okres z King Crimson. Tu na etapie łaczenia brzmień własnej gitary z loopami, czyli w trakcie używania „Frippetronics”. Dużo powłóczystych szumów. Słuchałem przez słuchawki, za to w kawiarni, więc tych szumów w muzyce jest może mniej niż mi się wydawało: