Archiwum miesiąca: maj 2014

Generał na progu

Gdyby Polsat nie przyjechał, to bym nawet nie zauważył, że zaczął się Cannes. Pytają o skandale. Więc Depardieu jako Dominique Strauss-Khan. Film niechętnie widziany na oficjalnych pokazach wyświetlą na plaży. Już B.B. robiła tam pół wieku temu podobne numery. A że finansistę-seksoholika gra Depardieu, to prawidłowe. Uroda na domorosłego gwałciciela w sam raz.

Media prawicowe mają problem: Czy katolik może się cieszyć ze śmierci Jaruzelskiego? Tak, o ile jest przekonany, że Jaruzelski po śmierci pójdzie do nieba. Wielu widocznie jest tam przekonanych, bo wielu się cieszy.

Raz w życiu robiłem wywiad z generałem – w poznańskim radiu. Zgadało się o jego religijnym wykształceniu. Jaruzelski mówi, że „w tych sprawach mógłby uchodzić za coś w rodzaju eksperta”. Zawsze miał skłonności do przesady.

Lewaki, zboczeńcy, zieloni

W moim rodzinnym mieście policja niszcząco działa na rodzinę. A w Podkarpackiem rodzina to podstawa. Czytam komunikaty policyjne z ostatnich dni:
„Policja otrzymała zgłoszenie, że będący pod wpływem alkoholu rodzice opiekują się dwójką małoletnich dzieci. Maluchy mają 2 i 5 lat. Na miejsce pojechał patrol, który potwierdził informację. Dzieci zostały przekazane pod opiekę babci.
Kilka godzin później dyżurny jarosławskiej komendy otrzymał zgłoszenie o kolejnej nietrzeźwej opiekunce. Tym razem chodziło o matkę sześciolatka. Kobieta miała pół promila alkoholu w organizmie.
Kilka dni temu policja odebrała zgłoszenie od pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej o nietrzeźwej opiekunce. Informacje potwierdziły się.
Trzy- i pięciolatkiem opiekowała się babcia, która miała w organizmie 2 promile alkoholu.”
Szczególnie ta babcia mi zaimponowała.

Fronda.pl dopiero co poniewierała polską piosenkę na Eurowizji, że to „szczucie cycem”. Ale zmieniła zdanie, gdy wygrał babochłop z Austrii. Teraz pisze, że to nie fair, bo „w konkursie przegrywa fajna piosenka polska”. No tak – przy genderze to „cyc” nie taki straszny.

Zabawnie jest, kiedy internauci powołują się na cytaty z głowy. O prof. Pawłowicz: „sfiksowałyście siostry boście chłopa dawno nie miały …” Było, ale bez „siostry”.
Inny komentator w innej sprawie:  „Trzeba z młodymi naprzód iść, po życie sięgać nowe a nie w uwiędłych laurów liść z uporem chronić głowę”- jak pisał A. Mickiewicz. Fajnie, tylko nie z „młodymi”, a z „żywymi”. Nie „chronić”, lecz „stroić”. I nie ten Adam, tylko akurat ten drugi. A poza tym – bardzo dobrze!

Wojciech Cejrowski radzi nie głosować w wyborach do PE – „dużo lepszą koncepcją byłoby pozostawienie Parlamentu Europejskiego komuchom, lewakom, zboczeńcom, zielonym, Ruskom, Tuskom i Millerom – niech się tam kiszą we własnym gronie i niech to świństwo wygnije od środka”. Ale popiera Marka Jurka, który do tego „świństwa” kandyduje.

W piśmie parafialnym „Żniwo” z Trzebnicy interesujące fotografie w uzupełnieniu artykułu o tym, że dom rodzinny to pierwsze miejsce, w którym formuje się przyszły kapłan. Ze zdjęć wynika, że nie tylko mały kapłan, ale i mały papież. Szkoda, że dzieciaki, które z różnych okazji przebierają się a to za małych lekarzy, a to za małych murarzy, ciągle nie przebierają się za małych papieży. Ale pismo „Żniwo” zapewne odwróci ten niekorzystny trend.

Pokłosie

Wystarczy pojechać kawałek w Polskę, otworzyć lokalna gazetę i od razu ściele się przed nami inny świat. Jakże barwny, jakże czasem odmienny od naszego powszedniego tu i teraz. Więc prasa lokalna.

Zrozumiałem, jak głęboki błąd robię opowiadając w małych miejscowościach dyrdymały o PRL-u czy anegdoty o filmach. Nie tego oczekuje publiczność. Czytam, że w takim  Krotoszynie w bibliotece publicznej, serię wykładów („do końca jeszcze daleko”) trzyma dr Jacek Kępa. Temat: twórczość Tomasza Mana. Tego chcą ludzie, tego oczekują!

We wsi Pępowo zmarł dr Stanisław Sroka. Miejscowa gazeta nazywa go „wybitnym mieszkańcem”.

Matrymonialne: Jestem bezdzietną wdową, mam 75 lat, pragnę poznać pana bez nałogów, z dobrym sercem, który pragnie zamieszkać ze mną.

W Lesznie powiesił się 43-letni podoficer. Komunikat władz wojskowych: „Zginął przez powieszenie.”

Początki powinszowań:
Pomyśleć – to już czterdzieści lat, choć w niczym nie zmienił się świat.

Osiemnaście lat czekałaś, by dorosłą wreszcie być.
Dziś marzenia swe spełniłaś,
Zaczniesz pełną piersią żyć.

Urodziny dzień radosny
Pełen kwiatów zapach wiosny.

By się spełniły Twoje życzenia, by się ziściły twoje marzenia.

Sto całusów, życzeń tysiąc
Wszystkie szczere, mogę przysiąc.

W Kościanie – Gminne Zawody Drezyn Ręcznych (są inne?)

Czytelnicy pytają, redakcja odpowiada:
Od jakiegoś czasu bez przerwy szumi mi w głowie, co jest bardzo irytujące. Co można z tym zrobić?
– Gdyby Pani zapytała, co zrobić, gdy szumi w radiu, odpowiedziałbym, że należy je wyłączyć.

W ostatniej gazecie Kościańskiej widziałem informację zatytułowaną „Pili w sobotę”. A co w tym dziwnego, że ktoś pije w sobotę?

Dziennikarz gazetki parafialnej „Żniwo” z Trzebnicy przed napisaniem artykułu o pierwszej komunii, kliknął w Internet. „O zgrozo! Stwierdziłem, że ok. 90% publikacji w tym względzie to oferty sklepów z pamiątkami, agencji fotograficznych, restauracji organizujących przyjęcia komunijne itp. A o pozostałych dziesięciu lepiej nie wspominać”. Zachodzi podejrzenie, że autor artykułu został zaledwie przed paroma dniami wybudzony z wielo-wieloletniej śpiączki.

Flower power

Dorota wykombinowała, że pojedziemy – aby nie zwariować od tego siedzenia – do Koźmina Wlkp. (jakieś 130 km w stronę Wrocławia), bo w tym miasteczku-ogrodzie będzie szeroko reklamowany „Festiwal Kwiatów”.

Był. Na placyku przed zameczkiem (obecnie szkoła) zgromadzono tyle kwiatów, ile mieści się na trzech straganach na pierwszym lepszym poznańskim  ryneczku. Najwięcej pelargonii. Obejrzeliśmy i już byliśmy do przodu. A były i bonusy. Trzy specjalnie szkolone pary uczniów odtańczyły „When I Need You” walcem angielskim, czyli na cztery.

Chłopcy nosili garnitury czarne jak u personelu cmentarnego. Może tak trzeba, nie znam się. Panienki też miały czarne sukienki, tyle że krótkie. Wiatr – dość silny – podwiewał je w trakcie tańca ukazując majteczki. Białe.

Po tańcach był popis wokalny. Miejscowa wokalistka wykonała utwór (brawa, brawa!), który zapadł głęboko w serce zgromadzonej publiczności (stosunkowo niewielkiej, bo jeszcze trwała suma): „Ja uwielbiam ją, ona tu jest i tańczy dla mnie…” Chyba tylko ja się zorientowałem, że to gender. Baba śpiewa o babie: „Ja uwielbiam ją…”!

I wtedy Dorota zapragnęła zwiedzić tę szkołę w zameczku. Wzięła jeszcze tylko mój telefon, bo prowadziła rozmowy, kiedy siedziałem za kierownicą. Tłumaczę jej, że szkoły nie ma co zwiedzać, bo to tylko szkoła. A w ogóle nie szukajmy – jak mówią w moich stronach – „kija do dupy”, tylko jedźmy, jak ludzie, do Krotoszyna. Ona – nie: pójdzie zwiedzać. Poszła. Ja stoję przed wejściem i widzę, że w zameczku prócz szkoły jest jeszcze jakieś regionalne muzeum. Mija 20 minut Doroty nie ma. Znaczy – szkoła to mało, wsiąkła w muzeum. Podprowadziłem samochód. Siedzę, na oku mam wejście do szkoły, i czekam. Minęło 50 minut. Nic. Już jestem przekonany, że to nie szkoła ani muzeum, ale na pewno spotkała jakiegoś regionalistę. Dziadzia pewno jej coś pieprzy, a ona grzecznie słucha i gdzieś ma to, że ja czekam. Dobra – myślę – jak minie godzina, pójdę i skrócę tę sielankę. Godzina nie zdążyła minąć. Wraca Dorota. Wściekła, łzy w oczach. Okazuje się, że jak tylko weszła do szkoły, zaraz ktoś ją zamknął. Wali w drzwi, ale nikt  nie słyszy,  bo panienka na boisku ryczy swoje disco polo. Do mnie nie może się dodzwonić, choć z okna widzi, jak siedzę w samochodzie, bo wzięła mój telefon. W ogóle nie wiadomo, czy ktoś tu przyjdzie, bo niedziela. Pozostaje telefon 112. Już miała dzwonić, ale ktoś z zewnątrz zauważył, jak daje rozpaczliwe znaki i ją wypuścił. Czyja wina? Oczywiście moja! Bo jak nie wraca, powinienem się zainteresować natychmiast. „- Źle ci? – pytam. – Poczułaś się jak królewna zamknięta na zamkowej wieży. Słowem – jak w bajce! A ja – kurna – rycerz jakiś jestem, żeby reagować już po kwadransie?”

Zdjęcia biegną tak:

Kwiaty: (prawie) cały Festiwal.

W Koźminie żywa jest miejscowa szkoła portretu artystycznego.

„When I Need  You…”

„Ja uwielbiam ją …” (nieostre, ale wokalistka takoż)

Dorota fotografuje dorobek szkoły (jeszcze nie wie, że odwrót odcięty).

Dorota cd.

Kiedy Dorota zwiedza perłę architektury: rynek miasteczka Milicz…

Klakson

W kampusie uniwersyteckim na poznańskim Morasku odbyło się szeroko reklamowane i głośno zapowiadane studenckie grillowanie. Dorota namawiała, żebyśmy pojechali, odmłodzili się. Pojechać nie miałem możliwości z racji arcynapiętych terminów, a i sztucznego odmładzania nie potrzebuję. W rezultacie – mogę jeszcze robić użytek z głowy (niewielki, bo niewielki), ale pewien grillujący student ze swej głowy użytku już nie zrobi, bo mu ją odciął przejeżdżający tramwaj. I tramwaje poznańskie z części swego taboru użytku też nie zrobią, bo zdewastowany do imentu. Znaczy – zgrillowany.

Pogoda ładniejsza, kierowcy jeżdżą szybciej i bardziej ryzykownie. Część, jak zwykle, dostaje regularnego zajoba. Moją uwagę zwrócił staruszek za kierownicą. Bardzo mu się spieszyło, a stał w korku. Ani w prawo, ani w lewo, ani w przód, ani  w tył.  W jakimś opętańczym szale naciskał klakson, wrzeszczał w tym swoim blaszanym pudełku i walił łbem w kierownicę. Wszystko psu na budę, bo nie mógł zrobić literalnie nic. Przypomniał mi się slogan Polsatu: „Włącz emocje!” Włączył.

W Polsat News o filmie „Powstanie Warszawskie” wygenerowanym ze starych kronik filmowych. Dwie kategorie powstańców nie chciały dać się filmować: łączniczki, bo nieuczesane i nieumalowane i ci powstańcy, którzy biegali nie z kamerą, lecz z karabinem. Fachowcy z ruchu warg odczytali, że do filmowców rzucali komendę: „Sp……j!”

W I Programie radia o Grace Kelly, bo film o niej się zbliża. Pani redaktor mówi, że jej kochanków mogłaby wyliczyć na jednym oddechu. Wchodzę jej w słowo: „- Na jednym to na pewno nie dałaby Pani rady…”
A poza tym w watykańskich biurkach spoczywają petycje, aby rozpocząć proces beatyfikacyjny Księżnej Monako. Ciekawe, na jakie cuda można tu liczyć?

Akurat wyjąłem to, bo mi do czegoś potrzebne. Rozdzialik książki, którą napisaliśmy z Dorotą przed laty. O pierwszej dekadzie polskiego kapitalizmu:
W sztok

Pijaństwo artystyczne
Spożywanie alkoholu wykształciło na przestrzeni lat 90. swoiste obrzędy. Do izby wytrzeźwień w Szczecinie można było trafić tylko wtedy, gdy miało się osobę wprowadzającą, najczęściej policjanta. Rekordzistką szczecińskiego przybytku była kobieta, która w latach 90. gościła tam 235 razy. Zielonej Górze pojawiło się jugosłowiańskie wino „Feliks”, czerwone jak krew i z portretem Feliksa Dzierżyńskiego na etykiecie. Obradował tu także Zjazd Zjednoczeniowy Kongresu Pijaństwa Artystycznego, którego naczelnymi hasłami były pluralizm i tumiwisizm. U pewnego biznesmena nieopodal Jasnej Góry policjanci naliczyli 126 butelek bimbru i przerwali destylację 120 litrów zacieru z lizaków. W Olsztynie patrol drogówki zatrzymał posła Stanisława K. Miał 2 promile oraz immunitet. Wobec tego odwieziono go do żony. W kampanii wyborczej poseł posługiwał się hasłem: „Tak dalej być nie musi”. Pewna pogrążona w żalu rodzina udała się wprost z uroczystości pogrzebowych na stypę do eleganckiej restauracji w Szczecinie. Zmęczoną płaczem i alkoholem familię odtransportowano nad ranem w komplecie do izby wytrzeźwień.

Wódka między szlabanami
Niekiedy spożywanie wódki przynosiło pijącym niespodzianki. Pijana dróżniczka na stacji Jedlice zatrzymała orszak ślubny między opuszczonymi szlabanami. Chciała złożyć życzenia. Tymczasem nadjechał pociąg i orszak umknął w popłochu. Aż do Zgierza dotarł podchmielony konwój żołnierzy, którzy mieli dostarczyć amunicję do swojej jednostki na ziemi lubuskiej. Na szczęście żandarmeria wojskowa zatrzymała ich w drodze do magazynu. W Końsku właściciel baru „Pod Czartem” wywiesił w oknie lokalu listę dłużników, którzy uporczywie pili na krechę. I natychmiast tego pożałował. W zadymionej mordowni, gdzie kłębił się tłum, zapanowały cisza i spokój. Z kolei wiceprzewodniczącego Rady Miejskiej w Dębicy odwołano za pijaństwo. Nie pomogło wstawiennictwo kolegów, którzy jego stan tłumaczyli nadmiernym rozdyskutowaniem w stanie silnych emocji.

Odległość alkoholowa
W latach 90. wprowadzono przepis, że sprzedaż alkoholu powinna odbywać się minimum 100 m od kościoła, szkoły i zakładu pracy. W Suwałkach pewien właściciel baru miał z tego powodu niemałe trudności, bo jego lokal oddalony był o 96 m od posterunku policji.

Szkło alkoholowe
Alkohol wiązał się z licznymi rekordami. Po balu w szkole rolniczej w Dowspudzie znaleziono 200 butelek po wódce. Grono pedagogiczne broniło jednak młodzieży, przypominając, że uroczystość rozpoczęła msza święta. W Kielcach po zabawie sylwestrowej na rynku ekipa sprzątaczy odwiozła do Huty Szkła „Sława” kilka ton szkła. Znaleziono także trzy pary rajstop, kilka biustonoszy i majtek oraz kilkanaście par butów. Komisarz Urzędu Kontroli Skarbowej w Koninie nadzorował przewóz spirytusu z wiejskich gorzelni do zakładów „Polmosu”. Odlewał próbki do słoiczków i po pracy zabierał je do domu. Po kilku latach zgromadził 350 litrów czystego spirytusu. Zatrzymany wyznał, że zawsze chciał mieć miłą i przyjemną starość. Zawczasu robił zapasy, żeby się na emeryturze nie stresować. W Szczecinku odwołano tuż przed wyruszeniem w trasę do Słupska pociąg, w którym kierowniczka i jedna z konduktorek były w stanie upojenia alkoholowego.

Piknik na trawniku
Także rodzime obrzędy alkoholowe obfitowały w osobliwości. Kiedy w 1998 r. do Polski przyjechał australijski zespół AC/DC, jego wokalista oświadczył, że do występów u nas skusił go smak polskiej wódki. Z kolei w Poznaniu Chopin Trio, zespół muzyczny z poważnym dorobkiem, prowadził sklepik z piwem, by podreperować swoje finanse. „Gazeta Stołeczna” donosiła w 1991 r. z Mazowsza: „O tym, jak przemożny wpływ wywierana mieszkańców Józefowa zakład spirytusowy „Polmos”, można się przekonać choćby w dniach wypłaty. Ta mała, senna osada gminy Ożarów nagle się ożywia. Na ulicach pojawiają się rowerzyści jeżdżący slalomem, niektóre skwerki zamieniają się w miejsca hucznych pikników, ludzie śpiewają, kłócą się, często dochodzi do bójek. Następnego dnia w przydrożnych rowach i krzakach żony szukają swoich mężów, którzy odsypiają tam upojny dzień”.

Otrzeźwiony
Alkohol przysparzał pijącym niespodzianek. W łódzkim sądzie Jacek K. wystąpił o unieważnienie małżeństwa: „Ożeniłem się w jakimś amoku, byłem oszołomiony alkoholem, bogactwem. Dopiero po ślubie uświadomiłem sobie, że moja żona mogłaby być z powodzeniem moją matką.

Sojusz piwny
W kręgach politycznych powstała kwestia, z kim Polska Partia Przyjaciół Piwa wejdzie w sojusz. Tak komentował to Janusz Rewiński, poseł I kadencji: „Już nawet Partia Przyjaciół Whisky ogłosiła, że wchodzi z nami w koalicję, ale daliśmy zdecydowany odpór tym wszystkim naiwnym politykierom, którzy popierają wódkę”.

Pół litra polityki
Poseł Aleksander Małachowski jeździł nocą po Białymstoku radiowozem, aby zbliżyć się do realiów życia. Spotkał wielu młodych pijaków. „Zadziwiające, jak ci młodzi pijani ludzie łatwo przechodzą od pijaństwa do polityki” – podsumował.

Maszynista bez prądu
Maszynista międzynarodowego ekspresu Berlin-Warszawa-Moskwa spał kompletnie pijany, a pociąg pędził jak błyskawica. Aby zapobiec katastrofie, wyłączono zasilanie trakcji. Skład wypadł z szyn pół kilometra przed stacją w Terespolu, 10 osób odniosło obrażenia. Badanie krwi u maszynisty wykazało 2 promile alkoholu we krwi. Po obudzeniu przyznał, że pił w przeddzień jazdy, a podczas samej podróży po prostu… leczył kaca piwem.

Wiesław Kot, Dorota Górska: Jak budowaliśmy kapitalizm. Pierwsze dziesięciolecie. Poznań: Publicat, 2011