Archiwum miesiąca: maj 2014

Wczasorekolekcje

W kościele w Sierakowie, w lewej nawie, ogromny grobowiec – od podłogi po sklepienie – jakiegoś zasłużonego syna tej ziemi, który mężnie stawał pod Wiedniem. Pełna chwała obrońcy ojczyzny. Lecz aby szacun był pełny, u stóp grobowca wyrzeźbiono dwóch Turków przykutych kajdanami. Jak to niewierni u chrześcijańskiego pana. To jest dopiero tytuł do sławy! Żeby dżihad wiedział, gdzie jest jego miejsce.

W Międzychodzie Całodzienny Klub Seniora. Ja bym wolał całonocny…

I nareszcie coś dla mnie – zawody w tractorpullingu. Dysponuję taką masą, że na pewno bym coś uciągnął. Choćby siłą bezwładu.

Propozycja dla Doroty: Wczasorekolekcje. Oj, przydałaby się jej zwłaszcza ta druga część.

Judenberg

W lesie chodziłem „na orientację” i dzięki temu zamiast zwyczajowych 10 km zrobiłem 15 nie bardzo wiedząc, gdzie jestem. Nawet dwupłytowy album „SBB 2012” się skończył. W dodatku skóra mi się poobcierała na udach i cały dzień chodziłem jak młody ułan, który przetarł się na końskich bokach. Wiem, że wyglądało to paradnie, ale żeby się tak śmiać z kaleki, jak Dorota śmiała się ze mnie w różnych miejscach publicznych, to już doprawdy trzeba nie mieć minimum klas…

Jak nie można chodzić, to się jedzie.
W Skwierzynie na dawnej Judenberg, klimatyczny kirkut. Na macewach religijnych symboli mało, bo tu leżą Żydzi oświeceni (haskala), tacy, co to wychowali się w Skwierzynie, ale nauki pobierali w Berlinie. I tam naczytali się Marksa. Potem im przeszło.

Na ryneczku – właśnie radio podało, że zmarł Generał – przyjazny sklepik.

W miejscowości Bledzewo, które z niewiadomych powodów jest odnotowane jako perła architektury. A przecież to żadna perła, tylko  Mekka terapii dla wszystkich chromych.

Za to Gorzów Wielkopolski wciąż żyje przeszłością…

Po cóż ci, kochanie, wiedzieć, że do lasu…

O świcie 10 kilometrów po lasach. Wymknąłem się z domu po cichu. Jak wróciłem, Dorota, biedactwo, jeszcze spała. Co z tą kobietą zrobiła bezlitosna harówa w bibliotece…
W lesie: Michał Urbaniak Group (z Adamem Makowiczem i „Małym” Bartkowskim) „Live”.
Jak też – F. Forsyth „Szepczący wiatr”, o tym, jakim idiotą był gen. Custer zanim go zaciukali Czejenowie.

Zostałem poproszony, by – jako krytyk filmowy – uczestniczyć w otwarciu Eko-Marketu na poznańskim Piątkowie. Mam wzrost Polańskiego, za to tuszę Hitchcocka. Czyli jestem antyreklamą zdrowej żywości. Przed kamerami lokalnej telewizji musiałem się więc zarzekać, że kończę z piątym grzechem głównym („Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu”) i wracam na drogę cnoty, czyli do stoiska z szarańczą i korzonkami.

Wczoraj w markecie wszedłem do boksu z napisem „Usługi szewskie. Zegarki – wymiana baterii.” Szewc otworzył kopertę, dźgnął szedłem w bateryjkę, po czym powiedział, że takiej na wymianę nie ma. Zamknął, oddał. Patrzę, a zegarek chodzi. To jakaś ściema z tą wymianą baterii – nie wystarczyłoby zatrudnić paru szewców z szydełkami?

Cd. feng shui. Teraz przynajmniej wiem, dlaczego moje życie jest pasmem katastrof:
„Nie jest dobrze, gdy w sypialni ustawia się regały z książkami, trzeba więc unikać tego rozwiązania, jeśli tylko się da. Wyjątek to przyjemne czytadło do poduszki.” („Porady babuni”, op. cit.)
W pokoju, gdzie pracuję (no, bez przesady…) i śpię, stoją trzy wypasione regały z książkami, a tomiska się z nich wylewają. Biurko stale zarzucone. Jak piszę, to nawet poszczególnych woluminów nie odkładam na miejsce, tylko przesuwam na stertę, która piętrzy się obok fotela. I stąd moja – powiedzmy to jasno – choroba psychiczna, która nasila się z każdym rokiem. Ostra bukinoza.

Po południu Puszcza Nadnotecka i okoliczne siedziby ludzkie.

W Obrzycku na murze napis, który jest także moim życiowym drogowskazem.

Obrzycko: z ogłoszeń parafialnych.

Obrzycko once again. „W małym kinie nikt już nie gra dzisiaj na pianinie…”

Wronki. Chluba miasta (prócz Amiki, naturalnie).

Bridge over troubled water

Człowiek uczy się przez cale życie i głupi umiera. Zrozumiałem to po raz kolejny czytając „Porady babuni” wydane sumptem tygodnika (?) „Pani domu”. Jeden z rozdziałów dotyczy feng shui. Cóż, mojej babuni feng shui kojarzyłby się najwyżej z „fest szują”, a tu proszę:
„Jeśli okno znajduje się na wprost drzwi wejściowych, powieś przed nim kryształ lub dzwonki wietrzne. Zapobiegnie to uciekaniu energii przez okna.” A ja, głupi, nie powiesiłem. I tak z 10 ton energii poszło, jak psu w d….!

Niedawno pewna kandydatka do PE ze Śląska przechwalała się, że utrzymuje bardzo dobre kontakty z połową duetu Universe, Henrykiem Czichem, który jest bardzo gorliwym Polakiem i katolikiem. Dziś to samo na blogu pisze pani poseł Pawłowicz.
Kurczę, że też nikt się nie przyznaje do drugiej połowy duetu, do Mirosława Breguły, który siedem lat temu był się powiesił. A może w duecie potrzebna była symetria – jeden obcował z aniołami, a drugi wręcz przeciwnie?
Aha, i jeszcze pani Pawłowicz porównała zespół Universe do duetu Simon&Garfunkel. Rzeczywiście, podobieństwo jest uderzające: i tu, i tam było ich po dwóch.

Wreszcie odzyskałem słuch. Carlos Santana: dwupłytowy „Lotus”. Santana po swojemu, a klawiszowiec pokazuje, jakie to chroboty można wyciągnąć z jednej skromnej yamahy.

Znajomy mechanik wymienił sprzęgło i wyrychował samochód na lato. Przejechaliśmy się, ot tak, żeby nie rdzewiał.

Romantyczna ławeczka na skraju Parku Narodowego. W wywieszonym regulaminie jest punkt, ze nie wolno spożywać napojów alkoholowych – poza wyznaczonymi miejscami. Ale sporo w tym niekonsekwencji, ponieważ nigdzie nie widzieliśmy tabliczki z napisem: „Tu wolno spożywać napoje alkoholowe”. A przecież ta ławeczka w sam raz.

Wiekowy dąb. I pomyśleć, że rósł w tym miejscu już sto lat, zanim ktokolwiek usłyszał o Napoleonie.

Niedawno kwitły kasztany, a teraz – akacje. Jak jest tak duszno, jak dziś, aleją niesie się ciężki, miodny zapach.
Lipy za chwilę.

Here comes the sun

Ukończyłem dziś na chwałę Bożą setny rozdzialik książki (każdy min. 7 stronic). Teraz tylko wstęp i duperele. Ale musiałem skutkiem tego wstać o świcie.

   Minęła nocka, minął cień,
   Słoneczko moje, dobry dzień!
   Słoneczko moje kochane,
   W porannych zorzach rumiane!

  Minęła nocka, minął cień,
   Niech się wylega w łóżku leń,
   A ja raniuchno dziś wstanę,
   Zobaczę słonko rumiane.

Teresa Słońska, Pierwsza czytanka, 1960

Dlaczego cytuję elementarz? Prawem kontrastu. Bo to, co ja mówiłem wstając o brzasku absolutnie nie nadawało się dla dzieci.

Jak książka jest ciekawa, to warto do niej wracać. „Przy każdej okazji przyjmowania gości, zgodnie z zakorzeniona u nas – choć nie najlepszą – tradycją, najpoważniejszą pozycję w wydatkach stanowią napoje alkoholowe. Rozpowszechniony zwyczaj ustawiania baterii butelek z wódką, która króluje nad stołem przez cały czas trwania posiłku, na szczęście zaczyna zanikać. O słuszności takiej przemiany nie trzeba już dzisiaj chyba nikogo przekonywać.”

M. Laskowska, Przyjmujemy gości, 1960

Media: „Ojciec Święty ekskomunikował przewodniczą międzynarodowego ruchu „My jesteśmy Kościołem” (Wir sind Kirche). Wraz ze swoim mężem wielokrotnie symulowała Mszę świętą z Eucharystią. Martha Heizer i jej mąż Gert wielokrotnie symulowali Msze święte z Eucharystią.”

Poznałem ich kiedyś w trakcie jakiegoś wyjazdu studyjnego po Niemczech. Ależ ich nosiło, żeby zrobić porządek z tym Watykanem! A tu – proszę! – odwrotnie.

W moim Jarosławiu też jest swoiste „Wir sind Kirche”. Pisałem parę miesięcy temu, że Matka Boska z tamtejszej bazyliki zrzuciła korony mosiężne i domagała się złotych. Dostała.

Ale przecież w miejscowej Kolegiacie była jeszcze jedna Matka Boska, która dotąd koron nie miała wcale. Więc jak to? Jedna ma, a druga nie? Tak może się zdarzyć wszędzie na świecie, ale nie w Jarosławiu. Matka Boska z Kolegiaty też dostała korony. Złote.

 

Ja, sługa szatana

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz dla Fronda.pl: „Udział w Przystanku Woodstock to wchodzenie w krąg zła”. W zeszłym roku byłem w tym kręgu. Cudem wyrwałem się z lepkich łap Kusego. W tym roku też się tam wybieramy. Jak się Kusy zacznie do mnie przystawiać, to powiem mu jak Twardowski w balladzie Mickiewicza. „Ja na rok u Belzebuba/  wezmę za ciebie mieszkanie,/ Niech przez ten czas moja luba/ Z tobą jak z mężem zostanie.” Zobaczymy, czy Kusy mając w perspektywie rok z Dorotą dalej będzie taki łapczywy względem mojej duszy.

Jedna z dwóch pań Gosiewskich startujących do PE, Małgorzata, wyraziła to, o czym sam jestem najgłębiej przekonany: „Bardzo szanuję panią profesor /Pawłowicz/, ma wyraziste poglądy i odwagę do ich głoszenia. Te poglądy odzwierciedla duża część społeczeństwa.”

Strony ojczyste. Pewien 60-latek z gminy Wiązownica ścinał sosny z prywatnego lasu i spokojnie woził je do tartaku, by pocięli na deski. Widocznie wolnego złomu już w okolicy (wiejskiej!) zabrakło. Capnęli go, w powietrzu wisi pięć lat. Ciekawe, czy któraś sosna była przynajmniej rozdarta?