Archiwum miesiąca: luty 2014

Nieskończone pola kukurydziane (Popcorn Fields Forever)

Jeszcze do tych plantów (Plantów?). Wspomnienie takie posiadam. Że, mianowicie, złożyłem pracę doktorską, mam  termin obrony i dostaję recenzję tejże pracy. Ale lękam się ją otworzyć, bo – nie daj Boże! – będzie druzgocąca. Niby popeliny nie dałem, ale kto to wie..? A że akurat wybieram się do Krakowa, więc recenzji nie czytam. Jadę. W Krakowie biorę recenzję pod pachę i udaję się. Zakupiwszy i postawiwszy przy nodze otwieram teczkę z tekstem. Na Plantach. Zaczynam czytać, aż tu nadchodzi miejscowy i wali do mnie centralnie: „- Panie doktorze,  czy pan może poratować…?” Naturalnie, poratowałem. I myślę, że jak zwykły przechodzień zobaczył we mnie doktora, to recenzent pewnie też. Z daleka kłaniam się profesorowi Przybylskiemu.

Naiwniacy podają, że Rosjanom pułkownika Kuklińskiego nadał abp Janusz Bolonek, „z najbliższego otoczenia naszego Ojca Świętego”. Na kanwie filmu. Ale że też ów Bolonek nie stał  się arcybiskupem z wtorku na środę. On musiał kapować jako kleryk (czy się z tego spowiadał?). A każdy kleryk przechodzi przez sito ocen po każdym roku. A on – chyba raczej regularny kapuś – przechodził.  Potem kapłan na parafii. I musiał być do wysokich godności prowadzony przez wielu innych duchownych. Dlaczego akurat on? Ale nie pytajmy o niego. Pytajmy o tych, którzy go promowali. Bo piramida jest, niestety, taka, że na jednego ujawnionego agenta pracowało pięciu, dziesięciu, którzy otwierali mu drogę.

Echa, echa… Wólka Pełkińska to jest pałą rzucić od kultowego Jarosławia. I tam zaprowadzono nieskończone pole kukurydziane, które zwabiało zwierzynę. Nie wiem, po co? Ogrzać się, czy co? I tam nastąpiły wydarzenia tragiczne. Otóż jeden obywatel nie był skoordynowany i pozyskał strzelbę domowej roboty. Zapewne rodowód okupacyjny. Udał się  i wystrzelił. Pechowo trafił w innego zainteresowanego, który też zamiarował polowanie. Cóż, jedno pole, tak wielu łowczych… Cała Wólka!

Czytam  w „Naszym Dzienniku”:  „Rozpoczęcie nadawania przez Telewizję Trwam na MUX-1 daje także nadzieję, że w naszym kraju prawda wreszcie zwycięży w tym totalnym zakłamaniu, jakie serwują nam na co dzień media głównego nurtu.” Ja daję twarz w „mediach głównego nurtu” i ja się dowiaduję z „Naszego Dziennika” , że kłamię. Że łgam jak z nut. Pytają, przykładowo o nominacje oscarowe, a ja prosto  w oczy – kłamię! Pytają, dajmy na to o Meryl Streep, ja łżę jak najęty. To samo dotyczy śmierci narkomana Hoffmana, to samo dotyczy wielu wspaniałych osób i wyniosłych spraw. Przyznaję – kłamałem! Nie płacili mi, ale kłamałem. To dziesięć razy gorsze!

Radio M. oszalało. W ramach „Czasu  życzeń i pozdrowień” nadaje dla jubilata z Lublina Budkę Suflera. „Bo to jest zespół lubliński”.

Pieśń rozwodnika

http://www.youtube.com/watch?v=9UWlGF_s9RQ

 

O czasu do czasu chodzi o to, by słuchać czegoś absurdalnego. Więc zespół Partita. Ze swym kultowym „nanana”. Ale tak w okolicach 1975 roku słuchaliśmy tego z należytą uwagą. Bo się zerkało wówczas na swoją Julię i swego Romea. A jak upłynęło trochę wody i zaczęły się zjazdy koleżeńskie, to się okazało, iż prawie wszyscy z naszej IV C to rozwodnicy. Partita, Masłyk, Julia.

Och, Isabel…

Pogoda nie może się zdecydować. Niby ciepło, co zachęca do tradycyjnych marszy, ale jak powieje, to człowiek się odruchowo kuli i zamyka w chałupie.

W mediach nieustanny wyścig: kto pierwszy przy nazywaniu. Załóżmy, że jakiś publicysta wyrazi się krytycznie o polityku. I zaraz wyścig, kto pierwszy nazwie tę krytykę „bezprzykładną nagonką”, „chamskim atakiem”, „bezczelną insynuacją”. Bo jak się krytykę nazwie „chamstwem”, to można się do krytyki nie odnosić. Po prostu dlatego, że  „chamstwo” można ignorować.

Mnożą się próby, by odwrócić uwagę opinii publicznej od niebezpieczeństwa gender. Przykładowo: ksiądz Sakowicz-Zaleski na Fronda.pl wraca do kwestii agentów esbeckich w Kościele: „Dopóki przewodniczącym Episkopatu jest Józef Michalik, który sam jest zarejestrowany w aktach jako TW Zefir, dopóki prymasem jest Józef Kowalczyk, który w aktach wywiadu PRL figuruje jako kontakt informacyjny Cappino, to nic się w Kościele w tej materii nie zmieni – dwaj najważniejsi duchowni nie są zainteresowani ujawnieniem całej prawdy.” Ale my nie o tym chcemy słuchać! I nie o abp. Wesołowskim czy księdzu Gilu. My żądamy gender!

Z Radia M.: „Msza święta będzie sprawowana w intencji o nawrócenie Kevina”.

Sensacja na skalę europejską. Były premier Marcinkiewicz rozstaje się z Isabel i wraca do żony!

Parlatorium

  • Paremiologia – nauka o przysłowiach. Stanisław Jerzy Lec pisał: „Przysłowia sobie przeczą. I to jest właśnie mądrość ludowa.”
  • Parlatorium – rozmównica w klasztorze, zwłaszcza klauzurowym. Byłem kiedyś w parlatorium u sióstr klarysek w Ząbkowicach Śląskich. Siostry opowiadały nawet anegdoty. Tam wszystko robi się na dzwonek. I pewna nowicjuszka, która miała dość porannego wstawania, po prostu okręciła taki dzwonek taśmą samoprzylepną. Klasztor zaspał. Zapewne po raz pierwszy i ostatni w swojej historii.
  • Perfia – zdanie z Klossa: „Perfidię bolszewików znamy nie od dziś.”
  • Plant – w liczbie mnogiej: teren spacerowy. Ale jakoś nikt tak owych terenów nie nazywa – poza Krakowem.
  • Plenum – za czasów PRL-u plena odbywały się między zjazdami Partii. I numerowane były za każdym razem od jeden wzwyż. I tu się już wszystko wszystkim dokładnie pieprzyło. Uchwały trzeciego plenum po drugim zjeździe, uchwały piątego plenum po czwartym zjeździe… Zwłaszcza, że uchwały bywały bardzo podobne.
  • Portamento – płynne przejście z jednego dźwięku na drugi. Gitar hawajskich nieco słuchałem, ale nie wiedziałem, że to się tak nazywa.
  • Profesorenwitze – kawały o profesorach, o ich „nieobecności”, roztargnieniu. W filmie najlepszy kawałek na ten temat jest w „Szatanie z siódmej klasy”.

 

Song o kapuście

Z rozczuleniem słuchałem, dedykowanej moim ewentualnym czytelnikom, „Pieśni niepokornej” Budki Suflera. Dlaczego? Bo to pierwotna wersja i Cugowski śpiewa tam: „Tylko niektórzy podjąć ją umią …” Później zmienił na: „Tylko niektórzy ją podejmują…” Urszula Sipińska opowiadała mi, że napisała tekst, który trzeba było zmieniać po pierwszym nagraniu. Bo na papierze stało: „Nasza ścieżka pod sosnami taka pusta…”, w wokalu wyszło „ta kapusta”. A dziś słyszymy: „Nasza ścieżka pod sosnami stoi pusta”. Piosenkę o kapuście trzeba było poprawić.

Z frontu walki z gender. Internet proponuje, by zakazać kobietom chodzenia w legginsach. Już Napoleon pokazał, że w legginsach mogą chodzić tylko mężczyźni. I analogie filmowe: „Gender nie odpowiada tylko za gradobicie, trzęsienia ziemi i koklusz!” Nad ojczyzną rozległo się słynne pytanie pani poseł Pawłowicz w trakcie jednej z prelekcji poświęconych niebezpieczeństwu gender: „W odbyt?! W odbyt?! I to ma być miłość?!” I koncyliacyjny ks. Kazimierz Sowa, szef kanału religijnego TVN, zwrócił uwagę, że „po co to dosadne słownictwo?” Nie miał racji, bo sama pani poseł wyjaśniała: „- Muszę mówić dokładnie, bo niektórzy nie wiedzą, o co tu chodzi!” Jak najsłuszniej, łaskawa pani, jak najsłuszniej. A ksiądz Sowa to prostaczek. Najlepszy dowód: powiedział mi kiedyś, że podobają mu się moje felietony filmowe w TOK FM. I jak mnie widział z samochodu, to włączał klakson. Czego się po takim spodziewać?

Awantura o nazwę ronda na Pradze Południe. Że miało być rondem prezesa Ochódzkiego i ze strony miasta zyskało odpowiednie rekomendacje. Ale, jakże to? W Warszawie nie ma nawet jednej, marnej ulicy im. Lecha Kaczyńskiego, a ma być rondo prezesa klubu sportowego „Tęcza”?