Archiwum miesiąca: grudzień 2013

S.O.S., Pułapka (III)

https://www.youtube.com/watch?v=zmNod_Bnr6M

 

Na nocnej aptece napis: „Apteka narkotyków nie prowadzi”. Żeby nikt się na darmo nie włamywał.

Żali się milicjant, który mało zarabia: „Jeden orze, drugi może”.

Reporter radiowy nagrywa, kogo się da, bez pytania o zgodę. Często z ukrytym magnetofonem. I nikt nie wnosi pretensji.

Wczesny ranek. Lodziarze przed wyruszeniem w kurs siadają na ławce, ze swych białych skrzynek wyjmują flaszki i przygotowują się do pracy.

Himilsbach jako stróż nieczynnego campingu. Spaceruje w podkoszulku, dzień zaczyna od piwa. Chrypi: „Ludzie mają do mnie zaufanie i lubią mnie od pierwszego wejrzenia.

S.O.S., Pułapka (III), reż. Janusz Morgenstern, 1974

Kotulanko, rzuć alkohol!

Wiadomości dnia:
Mandaryna nie spędzi Świąt z Michałem Wiśniewskim.
Narzeczona „agenta Tomka” zostawiła dla niego troje dzieci.
Stockinger wyciąga rękę do koleżanki z „Klanu”: „ Kotulanko, rzuć alkohol!”
Porozumienie Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych protestuje przeciwko szerzeniu się „ideologii gender”.

Echa „małej ojczyzny”. W miejscowości Wiązownica, niedaleko mojego macierzystego Jarosławia, miejscowi przyuważyli sąsiada, który przechodził niespiesznie obok zaparkowanych przy drodze samochodów i trzymanym w dłoni gwoździem rysował karoserie. Gruchotów nie ruszał. Rysował tylko modele nowe i wypasione. Co poszkodowani wycenili na 6 tys. złotych. A sąsiad może za to zaliczyć nawet pięć lat w cieniu. Ale świadomość, że pycha tych nuworyszów od drogich samochodów została ukarana – bezcenna.

Z potrzeby zawodowej oglądam po raz kolejny w życiu (ale za to bardzo dokładnie) „Krzyżaków”. Z ciekawości zerkam, co pod filmem napisali, ci, co na tej witrynie oglądali go przede mną:
„Oglądam dla tego że to moja lektura.”
„Tutaj nie ma3/4 ksiązki.”
„Po co czytać, skoro można oglądać?”
„Piękny film. Pokazuje wspaniałość naszej kultury.”
„Przepiękny film i bardzo prawdziwy.”
„Ale patatają.” (chodzi chyba o jazdę konną)
„Super.” (że superprodukcja?)

Media krytykują seriale telewizyjne, które opowiadają o życiu „warszawki”. Seriali nie oglądam, ale mam wspomnienia. Pamiętam na przykład, że co pół tygodnia inny klub uchodził za kultowy. Pewnego dnia dziewczyna, z którą pracowałem zapowiedziała, że zaprowadzi mnie nie do zwykłego kultowego lokalu, ale do takiego „naprawdę”. Była to obskurna piwnica kamienicy przy Mazowieckiej. Tynk się sypał ze ścian. W barku tylko gorzała. Na środku pomieszczenia filary obciągnięte nie wiedzieć czemu sreberkiem, takim z czekolady. Zapamiętałem je, bo pewien klubowicz podszedł do takiego filara i uparcie walił w niego łbem. Koleżanka, pewna, że miejsce robi na mnie wrażenie, pyta: „- I co?” W domyśle: „-Zatkało?”
Po jakimś czasie chciałem się zrewanżować i zaprosiłem koleżankę z innymi koleżankami do ekskluzywnego klubu „Dekada” na Ochocie. Tam elegancko. Wyrafinowane drinki, na estradce balet z piórami. Koleżanki wyciągnęły mnie stamtąd już po kwadransie: „- To dobre dla przedstawicieli handlowych!”

Łomot i trąbki

https://www.youtube.com/watch?v=wBtxGiqqPTA

 

Z serii: muza energetyczna, choć nieinwazyjna. W sam raz do stukania w klawiaturę. Przyszło mi do głowy, że to może być Chuck Mangione i jego „Children of Sanchez”. Film taki sobie, ale muzyka się obroniła. A trąbki to już mają całkiem niezłe zadęcie.
To nie pierwszy przypadek nierównomierności filmu i muzyki. Spaghetti-westernów z Eastwoodem też nikt dziś nie ogląda, ale muzyki Morricone słuchają wszyscy.

S.O.S., Jolka (II)

https://www.youtube.com/watch?v=ZjSVnAXmmhI

 

Reporter radiowy szuka na poboczu szosy karteczki z numerem telefonu, który tu wyrzuciła jego zaginiona córka. Na to nadchodzi milicjant z drogówki. Reporter tłumaczy, że mu tu wywiało stówę z samochodu. To milicjanta rozśmieszyło. Facet szuka stówy, którą zgubił na poboczu… „- U nas ludzie są bardzo spostrzegawczy”.

Jako atrakcja – pożegnanie chilijskiego jachtu „Esmeralda” w Gdyni. Atrakcjon!

Kobieta do swojego faceta: „- Mam nadzieję, że wrócisz zanim zaczną roznosić mleko.”

Danuta Kowalska, bohaterka odcinka. Niedobry zgryz, fatalna wymowa (połyka całe sylaby), ale odgrywanie cielęcej arogancji całkiem jej wychodzi.

Mitologia gdyńskich luksusowych willi, zapewne w Orłowie…

S.O.S., Jolka (II), reż. Janusz Morgenstern, 1974

(Wielki) wódz

Jeden z licznych głosów poparcia dla Franciszka w Internecie: „Mam nadzieję że wszyscy duchowni wezmą przykład z papierza.”

Dyskusyjna o granicach żartu, ponieważ reżyser Saramonowicz wyjechał w sieci z nieobyczajnym kawałkiem. Każdy głupi żart przynosi nieco głosów oburzenia i bardzo dużo podobnych żartów. W rezultacie granicę dobrego smaku ustalić jeszcze trudniej. Na dowód:  „Ulubiony film księży na Święta? „Kevin sam w domu.”

Akurat piszę coś, co wymaga myszkowania po obsadzie rozmaitych filmów. Kłopot z aktorami epizodycznymi. Twarze się zna, nazwisko trudno sobie przypomnieć. Sprawdzam. Oto pewna pani grywała w mnóstwie filmów, ale role bezimienne. „Kobieta przy studni, matka Kazika” itp. A najczęściej pod ogólnym hasłem „Obsada:…” Wreszcie – jest specyfikacja. Wśród wielu bezimiennych ról: „dostawczyni wódki”.

A przecież dotyczy to nie tylko „mistrzów drugiego planu”. Są aktorzy znani tylko z jednej roli, z jednego wizerunku ekranowego. Choćby przed nim i po nim nie wiem jak się gimnastykowali. Ludzie i tak mają przed oczami postać tylko z tego jednego, bardzo starego filmu. I nie przyjmują wiadomości, że ich ulubieniec mógłby mieć inny kostium, makijaż, perukę. Że mógłby się na przykład zestarzeć.
Więc patrzę na zdjęcie faceta i coś mi ono mówi, ale niewiele. Patrzę na podpis. Ależ tak: Pierre Brice. Winnetou. Tylko, że pierwsze wejście tej postaci na ekran to rok 1962…

S.O.S., Tajemnica Ewy Szmidt (I)

https://www.youtube.com/watch?v=pdOU2Ibo0BE&list=PLMY3008u8ph_pH1QD8s0eqQG55TYCVuOj&index=1

 

Zaczyna się od zachodu słońca nad molem w Sopocie. Światła we wszystkich oknach Grand Hotelu. Cóż, środkowy Gierek.

Jan Englert jako porucznik MO. Umarza śledztwo, ale Władysław Kowalski, reporter radiowy, drąży. M.in. u męża kobiety, która odkręciła gaz. Czyli Wilhelmiego z obfitymi bokobrodami.

Reporter wrażliwy na sprawy ludzkie, ale „nawet na słoną wodę nie zarobi”. W radiu forsę robi się audycjami o Porcie Północnym. „Żeby Polska rosła w siłę…”

Gdańsk pokazywany z góry: starówka, dźwigi portowe. I nagle w centrum miasta – krowa.

Redaktor należy do lepszego świata: grywa regularnie w tenisa.

Ogólne wrażenie: nikt się nie napina, wszyscy mają mnóstwo wolnego czasu.

Maja Komorowska jako blondynka (zapewne tleniona).

Filmowane ciągle z ręki, ale kamerzyści jeszcze nie wiedzą, co to „trzęsąca się kamera”. I obraz skacze jak by to były usterki.

Obyczaj: sprzedawanie ryb na ulicy. Ludzie pchają łapy do beczki, sami wyciągają, co chcą. Jak im nie odpowiada, to wrzucają z powrotem. Ale wtedy taki handel to był wielki świat.

Cud: Marek Walczewski z pełną fryzurą!

S.O.S., Tajemnica Ewy Szmidt (I), reż. Janusz Morgenstern, 1974