Archiwum miesiąca: październik 2013

Niezniszczalni 2 / Expendables II

 

Obszerny teaser – akcja przedwstępna – żeby wylegitymować bohaterów, jacy to oni sprawni. Zasada jest taka, że jak oni strzelają, to zabijają, ale jak strzelają ich przeciwnicy, to kule lecą gdzieś tam.

Panel zadań prosty: namierzyć, znaleźć, zabić.

Ale wszystko z humorem. Jak wyrzucają uwolnionego, w ramach zlecenia, chińskiego milionera z samolotu (ze spadochronem), to z okrzykiem: „- Chińszczyzna na wynos!”

Stallone do Norrisa:- Słyszałem, że ugryzła cię kobra”. „- To prawda. Po pięciu dniach męczarni… kobra zdechła”.

Zamiast:  „- Rest in peace”, „Rest in pieces”

Schwarzenegger przewierca się przez ścianę: “I’m back!”

Niezniszczalni 2 / Expendables II, reż. Simon West, 2012

Sterta literatury

Diabeł podkusił. Na wykładzie z prasy staropolskiej mówię o ostatniej żonie Władysława Jagiełły (niepiśmienny), królowej Zofii, która usilnie promowała język polski. Wtrącam. „- Jagiełło, kiedy przedstawiał swoją żonę możnym panom, mawiał: >> Panowie pozwolą, moja żona… Zofia!<<” Na sali cisza. Nagle jedna pani „- Ja to już gdzieś słyszałam…” Ja: „- Tak? Niemożliwe…”

 

Z hukiem otwarto w Poznaniu ogromne City Center przy głównym dworcu kolejowym. Pytam studentów o wrażenia: „- Pierwszego dnia ubikacje były za darmo…” Ot, poznańskie podejście.

Pisarz Jonathan Carroll gościł w Poznaniu promując nową książkę. Przed laty, również w Poznaniu, robiłem z nim wywiad. W jego powieściach pojawiają się postacie ze snu, zmarli, zwierzęta mówią ludzkim głosem. Zagadnąłem go – jak pewnie każdy rozmówca – o ten „realizm magiczny”. Odpowiedział, że standardowe powieści po prostu go nudzą. „- Kiedy przeczytam 20 pierwszych stronic i rzecz mnie nie wciąga, po prostu wyrzucam książkę przez okno. I panu też to radzę”. Gdybym posłuchał, pod balkonem miałbym już całkiem niezłą stertę.

Krótka historia samobójcy

 

Brnijmy w muzykę funeralną. Przed 1. listopada. Kiedyś planowałem, że każę sobie tę piosenkę zagrać na własnym pogrzebie. Bo jest o facecie, który bardzo się spieszy przez całe życie. A w końcu strzela sobie w łeb, kiedy czeka na skrzyżowaniu na zmianę świateł. I już nie zdąży zauważyć, że właśnie ma zielone. Teraz, kiedy mi już bliżej niż dalej, przestałem się tak bardzo utożsamiać z piosenką o samobójcy.
Jakiś komentator na Youtube napisał, że kto nie podziwia tej piosenki, nie zasługuje na miano człowieka. Bez przesady, bez przesady…
The Beatles „Day in the Life”

Idiota jako taki

Z zasobu red. Andrzeja Niczyperowicza („Głos Wielkopolski”)

Ludzie cenią idiotów, nawet im stawiają pomniki (patrz – okazały monument Szwejka w Pardubicach). Chico, najmądrzejszy z braci Marx tak prawił: „- Niech was nie zwiedzie, że on wygląda jak idiota i zachowuje się jak idiota. On naprawdę jest idiotą…”

Zmiana pasa / Changing Lanes

http://www.youtube.com/watch?v=lXh3mTGM5Jc

 

Nowy Jork, wieże jeszcze stoją.

Banalna stłuczka na ulicy. Skutkiem jej dwaj nowojorczycy spóźnią się do sądu o 20 minut. To zmieni życie każdego z nich. Że przypadek rządzi światem? U Kieślowskiego już było.

Młody prymus w kancelarii adwokackiej. Spieprzył sprawę, ale boi się o tym powiedzieć szefom. Żadnej skazy na wizerunku.

Żona, żeby obudzić w małżonku ducha wspólnoty: „- Trzymajmy się razem. Jesteśmy partnerami”. Jak duet policjantów.

Całość podpada pod Zanussiego. Z tym, że protagoniści jeszcze dokądś chodzą i jeżdżą. U Zanussiego gadają na miejscu.

Zmiana pasa / Changing Lanes, reż. Roger Michell, 2002

Bank robbery

Media przez cały dzień trąbią o tym, że nieznany facet wpadł do filii banku na ulicy Krauthofera – 200 metrów ode mnie – zażądał pieniędzy, dostał i zmył się bez śladu. I pozamiatane. A tu człowiek ślęczy, oczy nad tym laptopem psuje, a ledwo starcza na benzynę. Czas wyciągnąć naukę.

Pora odnotować, w ramach dziennego menu, jeszcze jedną praktykę: słuchowiska. A tu tak na moje oko mistrzostwo świata, czyli „Prorok Ilja” Tadeusza Słobodzianka. Po raz pierwszy słuchałem tego na kempingu w Augustowie minionego lata. Ledwie o szóstej skończyła się cisza nocna, a już młodzież zaczęła się bawić słuchając: „Ja kocham ją, ona tu jest…” Spać nie sposób, włączyłem mp3. Potem słuchałem tego dobrych kilka razy. I oceny nie zmieniam, a nawet wręcz przeciwnie.

Pięć kilometrów po lasach (w deszczu). Pięć godzin wykładów z historii prasy. I to miłe i tamto przyjemne. Gdyby tak jeszcze wykłady na leśnej polanie…