Lech Wałęsa jest rozczulający. Proponuje, żeby Polska i Niemcy utworzyli jedno państwo. Ależ my już byliśmy z Niemcami jednym państwem. Najpierw, częściowo, przez przeszło 120 lat. A potem na całego jeszcze przez pięć lat.
Od dwóch-trzech sezonów kręcimy po dziesięć całkiem niezłych filmów. Ale jednocześnie kręcimy drugie tyle filmów beznadziejnych. Z tym, że na te dobre przychodzi garstka fanów, a na te debilne walą miliony.
Tegoroczna czternastka, zaprezentowana w Gdyni, budzi szacunek. Nie było tu słabych ogniw i na swoje Lwy każdy twórca zasłużył. Choć trudno oprzeć się wrażeniu, że nasze kino działa metodą interwencyjną. Twórcy rozglądają się w terenie, kto jest akurat mocno przez życie pokrzywdzony. Biorą takiego, oglądają i na kanwie jego historii dają scenariusz. W tym roku zasada została utrzymana. Ot, przyjęło się uważać, że w naszym społeczeństwie wegetują w warunkach opresji jacyś „obcy”. Etatowo były to osoby, które nagle dowiadywały się o swoim żydowskim pochodzeniu, przez co świat walił im się na głowę. A poza tym: kalecy, alkoholicy, bezrobotni itd. W tym sezonie rolę „obcej” pełni Bronisława Wajs-Papusza z całkiem udanego filmu państwa Krauze. Maja oni, trzeba przyznać, rękę do takich różnych, odwirowanych na margines społeczeństwa. I tym razem pokazali sugestywnie ten zamknięty, cygański świat, w którym z kobietą można zrobić wszystko. A my słyszeli śmy tylko o Don Wasylu i „wozach kolorowych”. Ten film zwyczajnie się poetce – i nam – należał. Ale skoro mowa o tych „obcych”. Twórcy skierowali obiektywy na bardzo modnych w tym sezonie „wyobcowanych” – na homoseksualistów. I dostaliśmy filmy „W imię” oraz „Płynące wieżowce”. Podejrzewam, że jak pani reżyser Szumowska brała na warsztat sprawę księdza, który stwierdza u siebie pociąg homo, to liczyła na skandal. Ale żeby nie przedobrzyć, nie pojechała po bandzie. Dała za to historię kameralną, gdzie ewentualny kontakt homoerotyczny został zastąpiony ukradkowym spojrzeniem, dyskretnym gestem itd. Wszystko w klimatach, chciałoby się powiedzieć, iwaszkiewiczowskich. A skandalu nie było, bo film został nakręcony na Benedykta XVI, ale premierę ma za Franciszka. A to ciut odmienna epoka.
Stareńka piosenka, nagrodzona swego czasu w Opolu. Zrobiła się o tę nagrodę awantura. Bo w piosence tatuś na „kochasia” przygotował spluwę. Nielegalne użycie broni! A kto w PRL-u miał broń? Wojsko i milicja. Więc, że piosenka jest przeciw tym instancjom. O myśliwych jakoś nikt nie pomyślał.
To dla kochasia, który odszedł w siną dal. Bogusław Choiński, Jan Gałkowski muz. Jerzy Matuszkiewicz Cembrzyńska / Łazuka
Tytuł to nazwa brytyjskiej “policji szturmowej”. Działa coś tak jak Brudny Harry. Szefowie napominają, aby „działali według zasad”. Oni: „Zasady kończą się, gdy ktoś ci przystawia lufę do głowy”. Kwadratura koła.
Powód do rozwodu. „Facet nie rozśmieszył mnie od dwóch lat”.
„Niewiedza nie zabija”. A wiedza?
„Trzeba faceta odcedzić…”
Policjantka do swego szefa (starszego): „- Jesteś podekscytowany. – To przez twoje cycki. – Nie sterczą tak jak twój brzuch”.
Niby tacy doświadczeni, a do lasu na obserwację wybierają się białą nyską. A jaki kolor najbardziej wybija się w lesie? Biały! Było oglądać „Trzy kolory” Kieślowskiego.
Funkcjonariusz opowiada, jak to by się dobrał do koleżanki z pracy. W tłumaczeniu: „Szarpałbym ją, jak Reksio szynkę”.
Facet zamawia: „Dla mnie szproty. Te rybki ze smutnymi minami…”
Facet w pośpiesznej sytuacji próbuje rozpiąć dziewczynie zamek błyskawiczny i strasznie się z tym szarpie. Ona: „Prędzej ci opadnie”. On: „Ręce mi już opadają”.
Facet do kobiety: „Przy tobie czuję się głodny…”
Policjant stuka w środku nocy do kolegi. „Kto tam”? „Papież. A kogo się spodziewałeś”?
„Wyglądasz jak strzęp…”
Jak trudno jest śledzić pościg drogą lewostronną. Prawostronny się gubi od razu…