Will Storr, Nadprzyrodzone

Will Storr, Nadprzyrodzone:

nadprzyrodzone

AI: „Nadprzyrodzone. Śledztwo w sprawie duchów (tytuł oryg. Will Storr Vs. The Supernatural) to reportaż brytyjskiego dziennikarza Willa Storra, którego polska premiera odbyła się 22 października 2025 roku nakładem Wydawnictwa Czarne.
Książka dokumentuje wieloletnie, osobiste dochodzenie autora, który początkowo jako sceptyk wyruszył do Filadelfii, by napisać ironiczny artykuł o łowcy demonów dla magazynu „Loaded”. Doświadczenia, których nie potrafił racjonalnie wyjaśnić, skłoniły go do głębszego zbadania tematu wiary w zjawiska paranormalne”.

Cytaty:

Siedzę w przydrożnym tanim barze gdzieś na przedmieściach Filadelfii w Stanach Zjednoczonych. Jest tutaj wszystko, co przyszło wam na myśl na widok słów „przydrożny tani bar” i „Stany Zjednoczone”.

Ma zapał, otwartość i pozytywne nastawienie oraz włoską urodę i pewną siebie minę podupadłego mafiosa. Za dnia jest mechanikiem specjalizującym się w centralnym ogrzewaniu. Nocą jest demonologiem. Prowadzi badania i krucjaty przeciwko demonicznym siłom zła.

Co niedziela wbrew mojej woli zabierano mnie do kościoła, żebym słuchał przerażających księży z tymi ich kadzidłami, zaklęciami i czarnowidztwem. I nigdy nie potrafiłem pojąć, w jaki sposób ma mi to przynieść cokolwiek dobrego. Co ważniejsze, nie rozumiałem, co dobrego przynosi to Bogu. Gościowi musi bardzo brakować pewności siebie, myślałem, skoro potrzebuje naszych ciągłych zapewnień, że go lubimy. Nie pojmowałem, jak może być miłosierny i kochający w jednej chwili, a w następnej posyłać mnie do piekła za powątpiewanie w jego istnienie. Co niedziela rozglądałem się po kościele, patrzyłem na te wszystkie zaciśnięte usta i uniesione głowy, myśląc: To mają być ludzie Boga? To oni mają mieć rację?

Nie miałem co do tego żadnych wątpliwości – ludzie rozpaczliwie pragną wierzyć w coś, co przyniesie im pociechę w tym chaotycznym, przypadkowym i w ostatecznym rozrachunku bezcelowym życiu. Jeśli ktoś chce sobie wmówić, że istnieje życie po śmierci – czy to poprzez rozmawianie z Bogiem, czy to przez wiarę w duchy – niech mu będzie. Jak dla mnie życie było jedynie szczęśliwym przypadkiem.

Siedzieliśmy: ja i moja żona, moja siostra z chłopakiem, mój brat z dziewczyną, rozmawialiśmy i nagle a ona twierdziła, że to coś związanego ze snem. Ale to nie był sen! To nie był sen! Nie miałem z kim porozmawiać. Chodziłem do psychologów, mówili mi, że jestem stuknięty, rodzice też mi mówili, że jestem stuknięty. Aż moja siostra i mój brat zaczęli doświadczać w domu różnych rzeczy i nagle przestałem być stuknięty. To się działo już ładnych parę lat później. Siedzieliśmy: ja i moja żona, moja siostra z chłopakiem, mój brat z dziewczyną, rozmawialiśmy i nagle otoczył nas szmer ludzkich głosów. Wszyscy spojrzeli po sobie i wybiegli z domu. Zostałem tylko ja, oznajmując: „Już to przerabiałem. Bez obaw, nic więcej się nie wydarzy”.

Ale gdy chodzi o nawiedzenie, jestem przy nich, pomagam im je zatrzymać i nie myśleć, że zwariowali. Jestem przy nich po to, żeby nie popełnili samobójstwa.

W kuchni Kathy są światła duchów. Jest ich mnóstwo. Co kilka sekund pojawia się kolejna jasna kulka, która przez chwilę unosi się w powietrzu, po czym znika. Większe, nieruchome kule rozbłyskują i gasną na przemian. Nie przypomina to niczego, co dotąd widziałem, niczego, co kiedykolwiek mógłbym sobie wyobrazić.

Zastanawiam się też, czy Carvenowie nie zmyślili historii o duchach, żeby pozwać dewelopera, który sprzedał im trefną ziemię. Ale czy naprawdę narażaliby się na śmieszność? Dlaczego mieliby się posuwać do krzywoprzysięstwa w tak niedorzeczny sposób? A zresztą który sąd by orzekł, że duchy istnieją?

Na tym polega mój problem: jeżeli przyjmę, że duchy istnieją, twarde mury mojego zdroworozsądkowego i racjonalnego świata runą jak olbrzymie domino rzeczywistości. Bo jeśli nie umieramy wtedy, kiedy umieramy, to nic nie jest takie, jakie się wydaje, i wszystko można zakwestionować. Cała logiczność znika. Może się okazać, że księża, ze wszystkimi swoimi kadzidłami, zaklęciami i czarnowidztwem, mają jednak rację.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *