Paweł Sołtys, Monolok:
Monolog starego fryzjera z warszawskich Siekierek
Cytaty:
… w ogóle pogoda na nieudane samobójstwo.
… że już pora, że ta wtyczka już gniazdko znalazła.
… proszę pana, ja już dawno postanowiłem, że moi zmarli żyją, tylko nie udaje się nam ostatnio spotkać.
Holoubek ciągle gra w teatrze, tylko ja nie wiem w którym. Tadek Nalepa jeździ w trasy, ale omija to miasto, a moja żona po prostu sobie kogoś znalazła. Normalne sprawy…
… dobry kompan, dobry pijak i dobry barman nie powinni przerywać czyjegoś gadania, powinni dać się dotoczyć historii do końca, jaki by tam farmazon nie błyszczał, jaka bzdura nie powoziła.
… tu zawsze woda stoi, po łydki się można nawodnić we wiosnę.
… to się wyhuśtam, kochany, jak taki jeden, z którym siedziałem dawno temu, on miał wtedy z pięćdziesiątkę i dostał dwadzieścia pięć. Widocznie z matmy był dobry, bo sobie obliczył, że jebać to wszystko, że mu się nie kalkuluje.
Księżyc nad Grochowem zawsze wisiał jak okiść albo blada groźba.
… widzę, że gapi mi się na ręce. Aż się zdenerwowałem trochę, bo ona, jak Demarczyk, nie mrugała wcale.
A tu mieszkali też obok siebie, taka polityka: robotnik, literat, drobny paser, nauczycielka, inżynier. Dziś się grodzą, więcej domofonów i płotów niż dzień dobry rano.
No i strachu nie miał ten facet, Antoni, Antek dla przyjaciół, bo prędzej byś Bitwę pod Grunwaldem z Muzeum Narodowego podprowadził, niż dotknął tych dzieciaków, jak pies był z nimi.
No ale ten Jarek za damski śrut się nie mógł znaków nauczyć. I ktoś mu podpowiedział: ty się ucz na Kiepurę. Więc on przy tym goleniu i potem powtarzał sobie na śpiewający, na melodię ówczesnych przebojów. To ponoć działa, człowiek łatwiej zapamiętuje z muzyką. Tylko że głosu i słuchu to on miał tyle, co ta Skoda pod plandeką. To więc wył jak pies: poooodporząąądkowaaaana, przeeejaaazd kolejoooowy z zapooorami, nakaz jaaaazdy wprost, ograniiiiczeeeenie do sześćdzieeeesięciu i zakaz używaaaania sygnałów dźwiękooowych.
Antek kilkanaście razy uderzył, z Jaromira kawałki ciała wypadały jak cukierki, a potem stanęła cisza na Siekierkach, jakby na nowo stworzenie z Księgi Rodzaju miało się zacząć.
Tyle że nawet w takim krawacie możesz zdradzić nieodpowiednią dziewczynę, a zdradzić dziewczynę z Rybnej zawsze było głupio i niebezpiecznie. Latarnie przymknęły sodowe oko, nóż został w złodzieju, krzyk przechodzący w charkot przeleciał przez Rybną jak spłoszony szpak, złodziej nawet nie skrańcował kurwyjegomaci, oczy mu stanęły na »kurwa«, będzie miał krzywo na tamtym świecie.
