Bartosz Gardocki. Kurs na ulicę szczęśliwą:
Cytaty:
– O, widzi pan, jesień idzie. Jesienią dziewczyny chowają spódnice do szaf i teraz niektóre z nich będą musiały znaleźć sobie osobowość.
Tak, mam fetysz Jezusa. On mnie kręci. Jest taki piękny. Te jego ramiona, te włosy… Ta władza, te cuda! No i charyzma. Tak, to wszystko razem jest bardzo sexy. Zdarza mi się w łóżku, w trakcie, krzyknąć do faceta: mój ty Jezusku, Chrystusie ty! Najczęściej jest to ostatnia randka, bo facet później przestaje się odzywać. No, ale co poradzę. Kocham Jezusa Chrystusa.
– Wie pan, co jest prawdziwym grzechem? Marnowanie czasu i talentu. Każdy coś w życiu dostaje, jakieś zadanie do wykonania. Ja na przykład nie mam wielkiego talentu, ale starałam się jak najlepiej wykorzystać to, co zostało mi dane.
– Cieszę się z tej podwyżki, bo to zawsze prawie dwa złote więcej za godzinę. Ale wie pan, ja coś panu powiem. – Nachyla się i ścisza głos, jakby chciał mi wyjawić wielki sekret. – Pieniądze nie są w życiu najważniejsze!
Gdy ktoś stale narzeka, to ma takie życie jak jego narzekania.
Mam taką jedną koleżankę, z którą jeździmy razem do Ciechocinka, i właśnie jutro wyjeżdżamy. Pokażę się w nowym nakryciu głowy na deptaku przy tężniach albo w parku przy domu zdrojowym. Ciechocinek to jest, powiem panu, raj!…
Nad wyraz hojni są żałobnicy, których wiozę z kościoła na cmentarz. Zachowują się przy tym w sposób, który wskazuje na oderwanie od doczesności. – Bierz pan te pieniądze, przecież to nie ma żadnego znaczenia! – powiedział kiedyś jeden z takich pasażerów.
To nie przypadek, że się tu spotkaliśmy, w pańskiej taksówce. – Moja pasażerka wydaje się coraz bardziej podekscytowana. – Prawda jest taka, że jesteśmy zanurzeni w płynnej boskiej świadomości! Wszyscy. Bo jesteśmy jednym umysłem, tylko w różnych ciałach. Nie ma chorób, nie ma zła, to jedynie kwestia afirmacji. Jest tylko dobro i miłość, reszta wynika z negatywnego myślenia, podejścia i nastawienia.
I wreszcie święty piątek, piąteczek, piątunio. Gorączka narastająca od poniedziałku osiąga swój zenit, lecz zanim nastąpi wybuch, punkt siedemnasta po raz ostatni w tym tygodniu w drzwiach biurowców przy Domaniewskiej i Postępu zapikają karty zastępów korporacyjnych żołnierzy. Ich właściciele spędzą najbliższy wieczór lub dwa na zapijaniu swoich nerwów w Planie B lub nad Wisłą.
Klasę człowieka widać po tym, jak traktuje takiego parkingowego ciecia, czyli mnie.
Rzeczywiście wiele związków od pierwszego dnia jest tylko rejestracją wzajemnych krzywd i urazów.
Artysta poświęca na wypełnianie kawałka materiału swój czas, swoje myśli, swoje uczucia. Nagle ten fragment własnego życia w postaci obrazu oddaje komuś obcemu. I tak dzięki temu mamy u siebie czyjeś życie. I ono jest tylko dla nas.
