Iza Klementowska, Minuty:
Cytaty:
Dzień dzieliła na posiłki i spanie. Czas pomiędzy mógłby właściwie nie istnieć.
W telewizji nie bawił jej już nawet Klan. Przestała rozróżniać bohaterów.
Ale im – jej synowi i jego żonie – szkoda pójść na urlop, wolą siedzieć w pracy, zarabiać. Gdyby jedno nie pracowało, też by przeżyli. Jednak muszą mieć nowy telewizor, nowy komputer dla każdego, nowy rower, nowe modne buty, koszule, sukienki, skóry, wszystko muszą mieć nowe. A szafy się nie domykają.
Ani wyjść, ani pobawić się z wnukiem. Jak więzień. Do osiemnastej trzeba się będzie zahibernować. Po drodze jeszcze obiad. To jakaś godzina zajęcia, a co przed i co po ma robić?
Mieli zajęcia. A raczej szukali sobie zajęcia. Nie chcieli być parą, która tylko leży na plaży i śpi. Stąd te częste remonty, malowania, zmiany mebli, samochodu. Głowa jest wtedy wystarczająco zajęta, żeby nie zastanawiać się, czy życie poszło w dobrym kierunku, czy złym. Czy zrobili wszystko, co mogli, żeby być szczęśliwi, czy też w pewnym momencie odpuścili?
… było tak: budziła się i chwilę próbowała wyczuć, czy podnosząc rękę, będzie tego dnia skrzypieć w zawiasach kości, czy ciało odpuści. Potrzebowała mniej więcej dwóch, trzech minut, żeby unieść tułów, zgiąć się wpół i usiąść. Powoli wystawiała nogi za próg łóżka. Przeważnie czuła się tak, jakby nałożyła sobie na stopy kapcie z żelaza.
Zdarza jej się zapomnieć kupić chleb, nastawić wodę na herbatę czy jak brzmią imiona prawnuków, ale którą sukienkę miała na sobie, kiedy wybuchła wojna, pamięta po ostatni kwiatek na rękawie.
… sięga do prawej kieszonki i wyjmuje pękatą książeczkę z ceratową, granatową okładką. Otwiera ją na literze G. Chwilę patrzy, jakby nie rozumiała, po co zajrzała do środka, i nie poznawała zapisanych nazwisk. Ręka zawisa nad jednym z nich. Drży. Wreszcie stawia u jego boku krzyżyk. Na stronie z literą G na dziesięć zapisanych nazwisk sześć uzbrojonych jest już w krzyż. Na kartkach z pozostałymi literami jest podobnie. Ma siedemdziesiąt dwa lata.
… pani Krystyna budzi się i zazwyczaj nie pamięta, co ma robić.
– Czasem naprawdę cieszę się, że to życie mam już powoli za sobą. – Pani Krysia przytula córkę. – To wszystko, cały ten chaos kiedyś minie i zostaniesz wtedy sama. I dopiero zacznie być ci tak smutno, że zaczniesz w końcu robić to, na co całe życie miałaś ochotę, ale uważałaś, że rodzina najpierw.
Najpierw restauracja Pod Basztą, potem Piastowska, a na koniec Zamek. Nazwa nie z powodu starych ruin odległych o pięć kilometrów od miejscowości, ale od trudności w zapięciu suwaka od spodni po kilku głębszych. Wielu bywalców baru wychodziło z niego właśnie z rozpiętymi rozporkami.
