László Krasznahorkai, A świat trwa:
Tegoroczny noblista. Czytamy z ciekawości, za co dostał.
Cytaty:
… pragnienie, tęsknota, by nie tylko możliwie najdalej znaleźć się od tego, co teraz, ale trafić na miejsce obiecane, gdzie człowiek może wreszcie spokojnie odetchnąć, gdyż o to właśnie idzie, o chwilę wytchnienia, tego właśnie szuka człowiek w wytęsknionej dali, spokoju po niewypowiedzianie przytłaczającym, bolesnym i szalonym niepokoju, który go ogarnia…
… z biegiem czasu coraz mniej chętnie wpuszczano do domów, bo kto wie, szeptano między sobą, co to ma wszystko znaczyć, choć było jasne, że po prostu się nim znudzili, raz na zawsze, on tymczasem, w przeciwieństwie do wskazówek zegara, niczego nie pokazywał, nic a nic nie znaczył, a co najbardziej w nim przeszkadzało, o ile w ogóle ktoś zwracał nań uwagę, to przede wszystkim fakt, że ten człowiek był nikim, szedł przed siebie, niczego dla świata nie znacząc, aż wreszcie nadszedł czas, kiedy w ogóle przestano go zauważać, znikł, wyparował, przestał istnieć dla świata, zapomniano o nim…
… niepozorny kierunek w stronę przeciwną niż Wielki Kierunek, obydwa od siebie niezależne, pozostające ze sobą w nierównej relacji, skoro Wielki Kierunek daje w sobie miejsce Małemu Kierunkowi, by ten takim oto sposobem przestał istnieć, cóż to za krótkie spięcie…
… myśl, że bez jednego najmniejszego ruchu niosę na swoich barkach szybkość Ziemi, przeszyła mnie niczym błyskawica, a zatem biegnę po jej powierzchni w kierunku na Wschód, to oczywiste, oddychałem z coraz większym poczuciem szczęścia, na zewnątrz było świeże powietrze, pełna wolności noc albo pełen wolności świt, albo raczej coś pomiędzy, byłem w nich zamknięty, i już uspokoiła mnie myśl, że biegnę wraz z jej kierunkiem, że będę szybszy niż Ziemia, bo Ziemia jest myślą…
…. sam jest sobie winien, że nie ma ani Boga, ani żadnej idei. Chce zapomnienia, bo nie potrafi z godnością znieść gorzkiej porażki, bo piekielny dym i piekielny alkohol wyżarły mu duszę, bo doprawdy tylko tyle, dym i tani alkohol pozostały z tęsknot niegdysiejszego metafizycznego wędrowcy do anielskiego imperium – brudny dym zamiast pragnień i wykręcający nos alkohol zamiast wprawiającego w szaleństwo napoju.
Jedynie coś tam kontynuujemy, jakoś podtrzymujemy, coś biegnie i coś zostaje. Wprawdzie tworzymy jeszcze dzieła sztuki, ale już o nich nie mówimy, nie są niczym szczególnie podniosłym.
