Jerzy Illg, Rozmowy:
Zofia Ratajczakowa, muza Josifa Brodskiego.
Cytaty:
Rzeczywiście, według standardów jakiegokolwiek kraju, takie zablokowanie drogi do świadomości publicznej poecie tej klasy jest czymś trudnym do pomyślenia. A Brodski nie istniał w niej jeszcze długo.
Wielu młodych ludzi, przynajmniej ze znanych mi osób, miało bogate teczki z poezją, troszkę ze snobizmu, żeby się pochwalić, ale większość tych tytułów znano na pamięć. Myślę, że przyjaciele Brodskiego w każdej chwili potrafiliby recytować z pamięci także jego wiersze, nie tylko swoje. To była poezja, która natychmiast wchodziła w głąb człowieka i nie można już się było z nią rozstać. To niezwykła właściwość ówczesnej poezji rosyjskiej.
Zawsze żył ogromnie intensywnym życiem, bardzo się eksploatował, wiele czasu spędzał w gronie przyjaciół, zarywając noce i dnie. Ale stawiał zawsze bardzo wysokie wymagania, obcowanie z nim możliwe było tylko na najwyższym poziomie napięcia, nigdy nie było mdłe czy wykalkulowane. Nie wyobrażam sobie z nim spokojnej, ułożonej rozmowy.
Wydawało się, że on tylko pisze wiersze albo tłumaczy, a on ogromnie dużo czytał, był prawdziwym pożeraczem książek. Miał niezwykłe skojarzenia, ale i rozległą wiedzę, bardzo gruntowną.
On poszukiwał, nie chodzi o korzenie, każda wzmianka o takich praktykach religijnych, które mogą dać człowiekowi wgląd w siebie i pozwolić zbliżyć się do absolutu, istoty nieskończenie doskonałej, Boga, każda z takich dróg była dla niego bardzo ważna.
Chciał, żeby uważano, że pisanie wierszy jest równie godnym zajęciem jak robienie butów czy cokolwiek innego, mówiąc potocznie. Zależało mu na tym, żeby mu dano spokój.
Muzykę bardzo żywiołowo przeżywał. Słuchał jak gdyby całym sobą. To nie było skupienie, to była właściwie ekspresja przy słuchaniu muzyki.
Uważam, że ten okres „odwilży” po XX Zjeździe był w Polsce szalenie ciekawy. Miał on wiele większy wpływ na kulturę polską aniżeli na radziecką. I oni, dostrzegłszy to, zanurzyli się w polszczyznę, uczyli się języka, czytali. Miałem wielu innych kolegów i przyjaciół, którzy interesowali się Sartrem, w ogóle francuską literaturą, sztuką nowoczesną. Właśnie dzięki istnieniu polskich przekładów, oni czerpali z tego pełnymi garściami. Cały Hemingway był znany dzięki temu, że istniał po polsku.
On pokazuje, że Duch istnieje na przestrzeni czasu, epok i kultur i wszystko to stanowi jedność. Myślę, że jest to niezwykle trafne, ten uniwersalizm w sensie jakiejś jedności, jakiegoś poszukiwania istoty i to na swój własny sposób. Jest tym jakby chęć szybowania bardzo daleko i bardzo wysoko, trafienia właśnie tam, gdzie jest to coś, ta nieosiągalna i niedostępna istota. I to jest religijność wyższego rzędu, odarta może z elementów konfesyjnych.
Myślę, że od Boga, naprawdę. To jest niewytłumaczalne, trudno mi to zrozumieć. To albo jest, albo tego nie ma. W końcu tam w Rosji w ówczesnych czasach, a może i teraz, tyle że ja nie mam tam niestety okazji teraz bywać, są całe zastępy ludzi w ten sposób wierzących. Powiedziałabym, że cała ta duchowość mieści się w tej legalnej, półlegalnej, ćwierćlegalnej poezji, w twórczości poetyckiej. Tam jest ten duch, którego wydawać by się mogło być może i nie powinno być w ateistycznym kraju. I w tym sensie można powiedzieć, że Brodski jest reprezentantem tej niemałej przecież gromady ludzi, a Nagroda Nobla jest uznaniem dla całej tej sfery życia duchowego.