Piotr Marecki, Polska przydrożna:
Autor przejechał 5 tys. kilometrów po najbardziej odsuniętych prowincjonalnych dziurach.
Cytaty:
Prosi, żeby rano opuścić kwaterę wcześniej, bo będą mieć stypę. – Stypę? W domu weselnym? – No, tak. No, to tak często jest…
Po chwili ze sklepu wychodzi mężczyzna w ogrodniczkach, biegnie do samochodu, bo pada, ale zauważa mnie, zatrzymuje się i wraca. Chce się przywitać. Ja trzymam w jednej ręce butelkę i czereśnię, a w drugiej pestki. On widzi, że nie mam jak tych czereśni przerzucić, ale stoi z wyciągniętą ręką. Wkładam więc pestki do kieszeni bluzy, obcieram rękę i mu podaję. – A to ty, chuju, kurwa, czereśnię wpierdalasz. A to wpierdalaj dalej. – mówi i odchodzi w deszcz.
Siadam na krześle przed sklepem i jem. Przychodzi mężczyzna, wita się. Mówi, że go oszukują i chcą mu wcisnąć internet, a jemu to na nic. Oszukuje go też córka, bo zarabia dużo w Londynie, ale nadal chce od niego kasę.
– A raz jak jechała gościńcem, to widziała część starej historii. Bo jak jechała w jedną stronę, to widziała jak Niemiec wiesza Żyda, a jak wracała, to widziała już Żyda wiszącego. Moja babcia też, jak wracała od rodziców, to widziała człowieka, który szedł i nagle zniknął.
Prawie natychmiast podjeżdża mężczyzna na rowerze, przytakuje wszystkiemu, co mówię. Jak zadaje pytanie, to też przytakuje. – Czemu ta kapliczka stoi na środku drogi? – Tak. Kto na to pozwolił? Przecież ludzie mogą się pozabijać na tym skrzyżowaniu. – Tak. – Nie można było jej przestawić i zrobić normalnego skrzyżowania? – Tak.
Mówię mu, że nic z tego nie rozumiem, a on już zmienia temat. – Niedawno się wydarzyło widziadło. Panie, żrandolę wisieli, babka umarła, wszyscy się modlili, iż randol spadł. Jeden to wiadomo, materiały stare i się starzeje, ale że za chwilę drugi z panu? Co to znaczy? Ja nie wiem i nikt nie wie.
Słucham radia, mowa o jakimś lokalnym koncercie z okazji Dnia Ojca. Pomysł jest, że bardziej znani są Jezus i Maryja, a najmniej Bóg Ojciec, więc dobrze byłoby połączyć wydarzenia i w Dzień Ojca chwalić Boga jeszcze bardziej. – Jak Pan zorganizował ten koncert? Pyta spikerka. – Ale to nie ja, to Duch Święty. – Mówi głos w radiu.
Wreszcie jeden pyta, na kogo głosowałem. Mówię, że na tę partię, która miała coś do powiedzenia w sprawie ratowania klimatu. – O kurwa! Pedał! – Wykrzykuje jeden z nich.
– Oni zostawili ten stary przystanek, żeby tam ludzie pili. Żeby nie pili na nowym i go nie zniszczyli od razu, tylko żeby ten niszczyli.
(jest 38 stopni). Pytam przechodnia ubranego w dość ciepłą, zimową kurtkę o kawiarnię. Mówi mi, że za 50 groszy powie mi, kto zdradził Polskę po 1989 roku.
Pytam, czy mogę zamówić śniadanie. Barmanka, że tak, że jak najbardziej. A co mogę zamówić? Podaje mi kartę, ale mówi, że jest możliwość zamówienia tylko na jutro, bo na dzisiaj już wydali.
Idę do kasy. Krótka kolejka. Stoją ojciec z córką. Mają zakupy i wódkę. Obok jacyś młodzi ludzie. Wódka i energetyki. Przede mną stoi dziewczyna, ma wielkie, słodkie wino. Dochodzi do kasy i mówi do kasierki, żeby chwilę zaczekała. Biegnie do półki z alkoholem i przynosi jeszcze butelkę wódki.
Pijany mężczyzna, ale w białej koszuli je pomidora przed barem „Pomidor”. Bar jest zamknięty.
Zaczepia mnie mężczyzna pijący pod sklepem. Mówi, że tak się nie robi, bo zaczął pić z kolegą, ale kolega się przewrócił, więc ten kupił mu kurczaka. Kolega się podniósł i poszedł do domu do górzna. i tego kurczaka zostawił. Patrzymy – faktycznie – rowerzysta zatacza się na horyzoncie.
Za bramą pomalowany budynek. Zatrzymuję się. Okazuje się, że to kaplica. Na ścianie widnieje napis: „Bóg, człowiek, honor, ojczyzna”, a nad drzwiami: „Człowiek, prorok”. Pytam sąsiadów, co jest w środku, ale nie wiedzą.
